Skrót BOA oznacza behavioural observational audiometry, po polsku najczęściej mówi się właśnie „behawioralna audiometria obserwacyjna”. Jest to metoda oceny słuchu u bardzo małych dzieci, które są jeszcze za małe na klasyczną audiometrię tonalną w słuchawkach czy na audiometrię słowną. W BOA nie oczekujemy od dziecka świadomej odpowiedzi typu „naciśnij przycisk”, tylko obserwujemy jego naturalne reakcje na bodziec akustyczny: odwracanie głowy w stronę źródła dźwięku, zatrzymanie ssania smoczka, mrugnięcie, zastyganie ruchów, zmianę mimiki. Z mojego doświadczenia ta metoda jest szczególnie przydatna w pierwszych miesiącach życia, jako wstępny screening przed bardziej obiektywnymi badaniami jak ABR czy otoemisje. W dobrych praktykach audiologicznych BOA traktuje się jako narzędzie pomocnicze: nie daje precyzyjnego progu słyszenia w decybelach jak audiometria tonalna, ale pozwala ocenić, czy dziecko w ogóle reaguje na dźwięki o określonej intensywności i w przybliżeniu w jakim zakresie częstotliwości. W gabinecie używa się najczęściej bodźców szerokopasmowych (grzechotki, dzwonki, szumy) oraz bodźców z głośnika, a obserwację prowadzi się w cichym, dobrze oświetlonym pomieszczeniu. Dobrą praktyką jest łączenie BOA z wywiadem z rodzicami (czy dziecko reaguje na głos, hałas w domu) oraz z badaniami obiektywnymi, żeby nie polegać tylko na subiektywnej obserwacji. Moim zdaniem kluczowe w BOA jest doświadczenie badającego – im więcej dzieci się widziało, tym łatwiej odróżnić przypadkowy ruch od prawdziwej reakcji słuchowej.
Skrót BOA bywa mylony z innymi metodami diagnostyki słuchu, bo w audiologii mamy sporo angielskich nazw i skrótów. Warto to sobie dobrze poukładać, bo od poprawnego rozróżniania tych badań zależy sensowny dobór testów u pacjenta. Audiometria słowna jest klasycznym badaniem behawioralnym, ale polega na powtarzaniu prezentowanych słów lub rozumieniu mowy przy różnych poziomach natężenia. Wykorzystuje się listy słowne, wskaźniki procentowe rozumienia mowy i krzywe zrozumiałości. Tu pacjent musi współpracować werbalnie, więc u niemowląt i małych dzieci ten test jest po prostu niemożliwy. Dlatego audiometria słowna nie ma nic wspólnego z ideą BOA, gdzie bazujemy na biernej obserwacji reakcji na dźwięk, a nie na powtarzaniu słów. Otoemisja akustyczna (OAE) jest z kolei badaniem całkowicie obiektywnym, rejestrującym odpowiedź ślimaka (komórek rzęsatych zewnętrznych) na bodziec dźwiękowy za pomocą czułego mikrofonu w przewodzie słuchowym zewnętrznym. To jest metoda elektroakustyczna, z sondą w uchu, bez potrzeby świadomej reakcji pacjenta. W praktyce klinicznej używa się jej w screeningu słuchu noworodków. Natomiast BOA nie mierzy aktywności ślimaka, tylko zachowanie dziecka, więc mylenie tych pojęć wynika często z tego, że oba badania stosuje się u małych dzieci, ale ich zasada jest zupełnie inna. Słuchowe potencjały wywołane (ABR/BERA) to kolejny obiektywny test neurofizjologiczny – rejestruje się odpowiedzi elektryczne z pnia mózgu po stymulacji dźwiękiem, przy użyciu elektrod na skórze głowy. To jest metoda instrumentalna, wymagająca aparatury, analizy fal, często wykonywana w śnie lub w sedacji u małych dzieci. Moim zdaniem typowy błąd polega na wrzucaniu wszystkich metod do jednego worka „badania słuchu u dzieci” i nieodróżnianiu badań behawioralnych od obiektywnych. BOA to właśnie behawioralna audiometria obserwacyjna – kluczowe są tu reakcje zachowania obserwowane przez badającego, a nie mikrofony, elektrody czy powtarzanie słów. Dobra praktyka to kojarzenie skrótów z pełną nazwą i zasadą działania, co potem bardzo ułatwia dobór właściwego badania do wieku i możliwości pacjenta.