W tej sytuacji kluczowe jest odseparowanie sygnału mowy wykładowcy od hałasu tła w dużej auli i właśnie do tego został stworzony system FM. System FM działa tak, że wykładowca nosi nadajnik z mikrofonem (zwykle przypinany do kołnierza lub na smyczy), a aparat słuchowy studenta odbiera sygnał radiowy przez specjalny odbiornik FM podłączony lub zintegrowany z aparatem. Dźwięk nie jest zbierany z hałaśliwej sali, tylko przekazywany bezpośrednio z ust wykładowcy do aparatów. Dzięki temu poprawia się stosunek sygnału do szumu (SNR), czyli mowa jest dużo głośniejsza i wyraźniejsza w stosunku do hałasu otoczenia. W praktyce wygląda to tak: nawet jeśli inni studenci szeleszczą, rozmawiają szeptem, a w auli jest pogłos, to system FM „omija” ten bałagan akustyczny, bo mikrofon nadajnika znajduje się bardzo blisko ust mówiącego. Moim zdaniem to jedno z najskuteczniejszych rozwiązań dla uczniów i studentów z niedosłuchem, szczególnie w dużych salach, gdzie akustyka jest zwykle słaba. Z punktu widzenia dobrych praktyk audiologicznych, systemy FM są standardowo rekomendowane w edukacji – zgodnie z zaleceniami wielu ośrodków surdologicznych i wytycznymi dotyczących wspomagania słyszenia w trudnych warunkach akustycznych. W odróżnieniu od zwykłego „podkręcania” wzmocnienia w aparacie, FM nie zwiększa hałasu, tylko podnosi jakość sygnału mowy. W nowoczesnych rozwiązaniach FM lub DM (Digital Modulation) możliwa jest też współpraca z pętlą indukcyjną, systemami multimedialnymi na uczelni czy nawet z komputerem wykładowcy. W praktyce: student może siedzieć w ostatnim rzędzie, a i tak ma wrażenie, że wykładowca mówi tuż obok niego – to jest właśnie przewaga systemu FM nad samym aparatem słuchowym.
W takiej sytuacji bardzo łatwo pomylić zwykłe funkcje aparatów słuchowych z systemami naprawdę przeznaczonymi do pracy w dużej auli. Intuicja często podpowiada, że wystarczy „ustawić inny program” albo „włączyć inne mikrofony” i problem zniknie. Niestety, fizyki i akustyki pomieszczeń się nie oszuka. Program do rozmów w hałasie w aparacie słuchowym faktycznie stosuje różne algorytmy: redukcję szumu, kierunkowość mikrofonu, kompresję, czasem rozpoznawanie mowy. To pomaga w warunkach typu kawiarnia, ulica, mała sala – tam, gdzie odległość od rozmówcy jest mała. W dużej auli podstawowym problemem jest odległość od źródła mowy oraz pogłos i sumujący się hałas wielu osób. Aparat, nawet z najlepszym programem, dalej zbiera dźwięk z miejsca, gdzie siedzi student, a nie spod ust wykładowcy. Włączenie mikrofonów dookólnych zwykle tylko pogarsza sprawę, bo aparat zaczyna zbierać dźwięk z całego otoczenia: szelesty, kaszlnięcia, szuranie krzeseł, hałas wentylacji. To jest zupełnie odwrotny kierunek niż ten, którego potrzebujemy, bo celem jest poprawa stosunku mowy do szumu, a nie „słyszenie wszystkiego bardziej”. Dodatkowy mikrofon też brzmi sensownie, ale jeśli jest po prostu bliżej studenta, a nie wykładowcy, to nie rozwiązuje problemu – nadal rejestruje głównie to, co dzieje się w okolicy słuchacza. Czasem myli się też pojęcie „dodatkowy mikrofon” z mikrofonem zdalnym; prawidłowo skonfigurowany mikrofon zdalny przypięty do wykładowcy to de facto element systemu FM lub innego systemu bezprzewodowego. Typowy błąd myślowy polega na tym, że zakładamy, iż wystarczy „lepszy aparat” albo „mocniejsze ustawienia”. W realiach sal wykładowych kluczowe jest przeniesienie mikrofonu jak najbliżej ust mówcy i przesłanie sygnału bezpośrednio do aparatów słuchowych z pominięciem akustyki pomieszczenia. Dlatego w standardach edukacyjnych dla osób z niedosłuchem wymienia się systemy FM, pętle indukcyjne czy systemy DM jako podstawowe narzędzie, a nie tylko zmianę programów w aparacie.