Ubytek słuchu typu odbiorczego (czyli ślimakowego / czuciowo‑nerwowego) w zakresie niskich częstotliwości jest bardzo typowy właśnie dla początkowego stadium choroby Ménière’a. W audiometrii tonalnej widzimy wtedy obniżenie progów głównie w okolicach 125–500 Hz, przy względnie lepszym słyszeniu tonów średnich i wysokich. Wynika to z endolimfatycznego wodniaka w uchu wewnętrznym, który na początku najmocniej zaburza funkcję części ślimaka odpowiedzialnej za odbiór niskich częstotliwości. Z praktycznego punktu widzenia, w gabinecie protetyka słuchu albo laryngologa, taki obraz audiogramu, połączony z napadowymi zawrotami głowy, szumem usznym i uczuciem pełności w uchu, powinien od razu zapalić „lampkę” z podejrzeniem choroby Ménière’a, a nie np. zwykłej presbyacusis. Moim zdaniem to jedno z klasycznych pytań, które dobrze odróżnia osoby znające tylko definicje od tych, które kojarzą typowe wzorce audiometryczne. W dobrych praktykach diagnostycznych zawsze łączymy wynik audiometrii z wywiadem (napady zawrotów, fluktuacje słuchu, jednostronność objawów) i badaniami dodatkowymi, jak tympanometria czy testy nadprogowe. W późniejszych stadiach choroby krzywa słuchu może się „spłaszczać” i obejmować także wyższe częstotliwości, ale na początku właśnie niski zakres jest najbardziej charakterystyczny. Dla protetyka słuchu ważne jest też to, że ten ubytek ma często charakter fluktuujący, więc dopasowanie aparatu wymaga ostrożności, kontroli w czasie i dobrej współpracy z laryngologiem.
W tym zadaniu haczyk polega na tym, żeby dobrze skojarzyć typowy kształt ubytku słuchu z konkretną jednostką chorobową. Ubytek odbiorczy w zakresie niskich częstotliwości jest dość specyficzny i nie pasuje do większości popularnych schorzeń uszu, z którymi spotykamy się na co dzień w gabinecie. W otosklerozie dominują przede wszystkim zaburzenia przewodzeniowe, czyli dotyczące ucha środkowego. W audiometrii tonalnej widzimy wtedy ubytek typu przewodzeniowego, często z charakterystycznym dołkiem Carharta w okolicy 2 kHz, ale próg kostny w niskich częstotliwościach zwykle nie jest typowo obniżony jak w klasycznej patologii ślimaka. Dlatego mówienie tu o „odbiorczym” ubytku niskoczęstotliwościowym nie pasuje do obrazu otosklerozy. Presbyacusis, czyli starcze pogorszenie słuchu, ma zupełnie inny wzorzec audiometryczny: najbardziej uszkodzone są wysokie częstotliwości, krzywa słuchu opada w prawo, a w niskich częstotliwościach pacjent często słyszy jeszcze całkiem nieźle. To jest jeden z najczęstszych błędów – ktoś widzi słowo „odbiorczy” i z przyzwyczajenia myśli o presbyacusis, nie patrząc już na zakres częstotliwości. Uraz akustyczny (jednorazowy bardzo głośny hałas albo przewlekła ekspozycja) też przede wszystkim uszkadza słuch w wyższych częstotliwościach, typowo w okolicy 3–6 kHz, z charakterystycznym dołkiem koło 4 kHz. Niskie częstotliwości są zwykle relatywnie oszczędzone. W dobrych praktykach diagnostycznych zawsze analizuje się kształt audiogramu: czy ubytek dotyczy tonów wysokich, niskich, czy jest płaski, czy jest przewodzeniowy, czy odbiorczy. Dopiero na tej podstawie buduje się listę możliwych rozpoznań. Jeśli w pytaniu pada informacja o ubytku typu odbiorczego w niskich częstotliwościach i dodatkowo jest mowa o początkowym stadium, to najlepiej pasuje to właśnie do choroby Ménière’a, a nie do otosklerozy, presbyacusis czy urazu akustycznego. Błąd w tym pytaniu najczęściej wynika z automatycznego kojarzenia „odbiorczy = presbyacusis” albo „odbiorczy = hałas”, bez zwrócenia uwagi na to, w jakim zakresie częstotliwości występuje ubytek i jak wygląda typowy wzorzec dla danej choroby.