Punkt kompresji w układach AGC (Automatic Gain Control) to ten moment na charakterystyce wejście–wyjście, w którym aparat przestaje pracować liniowo i zaczyna „spłaszczać” przyrost wzmocnienia, żeby nie dopuścić do zbyt głośnego sygnału na wyjściu. Jeżeli zwiększamy ogólne wzmocnienie aparatu, to dla tego samego poziomu sygnału wejściowego poziom wyjściowy rośnie. Na wykresie wejście–wyjście próg kompresji jest określony jako konkretny poziom wyjściowy, przy którym zaczyna działać kompresja. Skoro podnosimy wzmocnienie, to ten punkt na osi wyjściowej przesuwa się w górę, bo dla tego samego wejścia dostajemy wyższy poziom wyjściowy. Z mojego doświadczenia w dopasowywaniu aparatów słuchowych wynika, że dobrze ustawiony próg kompresji (i jego przesunięcie przy zmianie gainu) jest kluczowy, żeby pacjent miał komfort słuchania: ciche dźwięki muszą być dostatecznie wzmocnione, a głośne nie mogą „walić po głowie”. W praktyce w oprogramowaniu dopasowującym widzisz to jako zmianę przebiegu krzywej I/O – odcinek liniowy przesuwa się tak, że miejsce przejścia w część skompresowaną wychodzi wyżej na osi wyjściowej. Standardowe zalecenia (np. w metodach NAL-NL2 czy DSL) też opierają się na tym, że dla większego wymaganego wzmocnienia średniego mowy musisz kontrolować poziom maksymalny poprzez odpowiednie ustawienie kompresji, a to zawsze wiąże się z obserwowaniem, jak ten punkt „idzie do góry” na wykresie. W nowoczesnych aparatach, gdzie mamy wielokanałową kompresję, to zjawisko dotyczy każdego kanału osobno, ale zasada geometryczna na charakterystyce jest taka sama – próg kompresji przy zwiększaniu gainu widzimy wyżej na osi wyjściowej.
W aparatach słuchowych z kompresją AGC bardzo łatwo pomylić kierunki przesunięcia punktu kompresji, bo na wykresach wejście–wyjście mamy dwie osie i kilka różnych sposobów opisywania tego samego zjawiska. Trzeba pamiętać, że próg kompresji jest w praktyce definiowany jako określony poziom wyjściowy, przy którym kończy się charakterystyka liniowa, a zaczyna się strefa kompresji. Gdy zwiększamy wzmocnienie aparatu, to dla tego samego poziomu sygnału wejściowego poziom na wyjściu rośnie, więc graficznie na osi wyjściowej wszystko „idzie do góry”. Odpowiedzi sugerujące przesunięcie w dół wynikają zwykle z intuicyjnego myślenia: skoro włączamy kompresję, to „ścinamy” poziomy, więc coś powinno się obniżać. Problem w tym, że obniżamy przyrost wzmocnienia powyżej progu, a nie sam próg w sensie poziomu wyjściowego przy zwiększaniu gainu. W praktyce klinicznej, gdy podnosisz wzmocnienie dla mowy, to na wykresie charakterystyki I/O widzisz, że dla tego samego wejścia uzyskujesz wyższy poziom wyjściowy, więc punkt, w którym zaczyna się spłaszczanie, pojawia się wyżej, a nie niżej. Pomyłka z kierunkami w lewo/prawo zwykle bierze się z mieszania wykresu wejście–wyjście z wykresem „threshold kneepoint” w funkcji poziomu wejściowego. Na typowym wykresie I/O poziom wejściowy jest na osi poziomej, a wyjściowy na pionowej. Zmiana wzmocnienia nie przesuwa progu w lewo ani w prawo, bo nie zmieniasz poziomu wejściowego, przy którym kompresja zaczyna działać, tylko zmieniasz poziom wyjściowy, jaki z tego wynika. Dlatego mówienie o przesunięciu w lewo czy w prawo jest tu po prostu niezgodne z definicją tej charakterystyki. Dobre praktyki dopasowania aparatów (wg NAL, DSL i typowych zaleceń producentów) opierają się na świadomym ustawianiu progu kompresji i czasu narastania/opadania tak, żeby przy rosnącym wzmocnieniu mieć kontrolę nad maksymalnym poziomem wyjściowym, a nie przypadkowo zmieniać geometrię charakterystyki w osi wejściowej. Jeśli w głowie uporządkuje się, co jest na której osi, to błędy z kierunkiem przesunięcia progu kompresji praktycznie znikają.