W badaniu audiometrycznym osoby z niedosłuchem odbiorczym o lokalizacji ślimakowej stwierdza się
W niedosłuchu odbiorczym o lokalizacji ślimakowej (czyli typowo w uszkodzeniu komórek rzęsatych w narządzie Cortiego) bardzo charakterystycznym objawem w badaniach nadprogowych jest dodatni objaw wyrównania głośności, nazywany też rekrutacją głośności. Chodzi o to, że pacjent z ubytkiem ślimakowym początkowo słabo słyszy ciche dźwięki, ale gdy tylko podniesiemy natężenie, od pewnego progu głośność rośnie u niego szybciej niż u osoby z prawidłowym słuchem. W praktyce klinicznej widać to np. w teście Fowlera – przy niedosłuchu ślimakowym poziom głośności w uchu chorym bardzo szybko „dogania” ucho zdrowe, mimo że audiogram pokazuje wyraźny ubytek progu słyszenia. To właśnie jest dodatni objaw wyrównania głośności. Jest to klasyczny, wręcz podręcznikowy wyznacznik niedosłuchu ślimakowego i odróżnia go od niedosłuchu pozaślimakowego (np. uszkodzenie nerwu VIII), gdzie rekrutacja zwykle nie występuje lub jest bardzo słaba. Z mojego doświadczenia, jeśli w gabinecie widzisz typowy audiogram odbiorczy plus wyraźną rekrutację w badaniach nadprogowych, to praktycznie zawsze myślimy o lokalizacji ślimakowej i dalej o doborze aparatu słuchowego z ostrożnym ustawieniem wzmocnienia dla głośnych dźwięków (żeby nie było efektu „za głośno nagle”). Ta wiedza jest też ważna przy interpretacji innych testów nadprogowych, jak próba SISI czy audiometria Békésy’ego – one razem tworzą spójny obraz uszkodzenia ślimakowego i pomagają odróżnić je od zmian ośrodkowych lub pozaślimakowych. W dobrze prowadzonej diagnostyce zgodnie z zasadami nowoczesnej audiologii zawsze patrzymy na rekrutację jako kluczowy element różnicowania typu niedosłuchu.
W tym zadaniu łatwo się złapać na intuicyjne, ale jednak mylące skojarzenia. Niedosłuch odbiorczy o lokalizacji ślimakowej kojarzy się wielu osobom z kłopotami z rozumieniem mowy, z zaburzeniami jakości słyszenia, więc odruchowo ktoś może pomyśleć o złej lokalizacji dźwięku. Problem w tym, że zaburzenia lokalizacji to bardziej kwestia pracy obu uszu razem, analizy różnic czasowych i natężeniowych w pniu mózgu i dalej w ośrodkach słuchowych. Samo uszkodzenie ślimaka, nawet wyraźne, nie jest specyficznie opisywane w testach jako „zła lokalizacja dźwięku” i nie jest to kryterium diagnostyczne w standardowych badaniach audiometrycznych. Pomyłki pojawiają się też przy próbie SISI. W niedosłuchu ślimakowym typowy jest WYSOKI wynik SISI, najczęściej powyżej 60–80%, bo ucho ślimakowe z rekrutacją bardzo dobrze wykrywa małe przyrosty natężenia dźwięku przy poziomach nadprogowych. Jeśli ktoś zaznaczy odpowiedź sugerującą wartości poniżej 80% w SISI jako cechę ślimaka, to tak naprawdę opisuje bardziej obraz pozaślimakowy lub przewodzeniowy, a nie ślimakowy. To jest bardzo częsty błąd: pomieszanie kryteriów SISI między uszkodzeniem ślimakowym a pozaślimakowym. Podobnie z audiometrią Békésy’ego – w uszkodzeniu ślimakowym typowo obserwuje się krzywe typu II (rozszczepienie między tonem ciągłym i przerywanym), natomiast typy III i IV są charakterystyczne raczej dla uszkodzeń pozaślimakowych, nerwu słuchowego czy ośrodkowych zaburzeń drogi słuchowej. Jeśli więc ktoś łączy krzywe III i IV z lokalizacją ślimakową, to odwraca klasyczną interpretację podręcznikową. Moim zdaniem warto zapamiętać prosty schemat: ślimak – rekrutacja dodatnia, wysoki SISI, typ II Békésy; pozaślimakowo – brak rekrutacji, niski SISI, krzywe III/IV. Taki „pakiet” objawów naprawdę ułatwia poprawną diagnostykę i późniejsze dobieranie odpowiedniego postępowania, w tym aparatowania i ewentualnego kierowania na dodatkową diagnostykę neurologiczną.