W metodzie doboru aparatu słuchowego NAL-NL1 kluczowe jest właśnie wykorzystanie modelu głośności Moore’a i Glasberg’a. Ten model opisuje, jak osoba ze słuchem prawidłowym odczuwa głośność dźwięków w różnych częstotliwościach i poziomach natężenia. Dzięki temu można obliczyć tzw. średni poziom głośności (loudness) dla norm słuchowych, a potem „przekalkować” to na ustawienia wzmocnienia dla ucha z niedosłuchem. Cała filozofia NAL-NL1 polega na tym, żeby tak dobrać charakterystykę wzmocnienia, aby mowa była jak najbardziej zrozumiała, a jednocześnie głośność nie była męcząca. W praktyce program dopasowujący, który ma wbudowany algorytm NAL-NL1, korzysta z audiogramu pacjenta, a w tle właśnie z modelu Moore’a i Glasberg’a, żeby obliczyć docelowe wzmocnienie dla poszczególnych częstotliwości. Z mojego doświadczenia warto pamiętać, że ten model odnosi się do słuchu prawidłowego – czyli punktem odniesienia jest „normalna” percepcja głośności, a nie odczucia osoby z ubytkiem. To jest zgodne z dobrymi praktykami: najpierw odtwarzamy wzorzec normalnego słyszenia, a potem kompensujemy ubytek. W gabinecie protetycznym przekłada się to na konkretne ustawienia: kształt krzywej wzmocnienia, kompresję, MPO. A później, przy weryfikacji REM/REIG, sprawdzamy, czy realne wzmocnienie faktycznie zbliża się do wartości wyliczonych przez NAL-NL1. Ten sposób myślenia – głośność modelowana matematycznie, a nie „na ucho” protetyka – jest dziś uznawany za standard w nowoczesnym doborze aparatów.
W metodzie NAL-NL1 często myli się kilka pojęć związanych z głośnością i subiektywną oceną dźwięku. Kuszące jest założenie, że można po prostu oprzeć dopasowanie na skali kategoryalnej głośności i traktować odczucia osób ze słuchem prawidłowym i patologicznym jako identyczne. W praktyce tak nie jest. Osoba z niedosłuchem ma zmienioną dynamikę słyszenia, często występuje rekrutacja, zawężone pole komfortu, a próg dyskomfortu może być stosunkowo niski mimo dużego ubytku. Dlatego założenie, że skala kategoryalna „działa tak samo” u obu grup, prowadziłoby do poważnych błędów w ustawieniu wzmocnienia i kompresji. Podobnie ocenianie głównie dźwięków naturalnych w typowym środowisku pacjenta brzmi rozsądnie z punktu widzenia praktyki, ale to już jest etap subiektywnej regulacji i fine-tuningu, a nie podstawa algorytmu NAL-NL1. Ten standard opiera się na obiektywnych modelach głośności i statystycznych danych o mowie, a nie na tym, co pacjent słyszy w kuchni czy w autobusie. Dźwięki naturalne o amplitudzie zmiennej w czasie oczywiście są ważne, bo tak wygląda realny sygnał mowy, jednak NAL-NL1 nie definiuje się przez sam fakt, że bierze pod uwagę „naturalne” bodźce, tylko przez konkretne matematyczne modelowanie loudness w oparciu o słuch prawidłowy. Typowy błąd myślowy polega na mieszaniu etapu: recepturowe wyliczenie docelowego wzmocnienia (gdzie dominuje model Moore’a i Glasberg’a oraz założenia NAL) z etapem późniejszej subiektywnej oceny komfortu i głośności. W dobrych praktykach protetyki słuchu najpierw korzystamy z wiarygodnego algorytmu bazującego na modelu głośności, a dopiero potem dopracowujemy dopasowanie na podstawie skarg pacjenta i prób w realnym środowisku akustycznym. Jeżeli odwrócimy tę kolejność lub oprzemy się na błędnych założeniach o identycznym odczuwaniu głośności, to aparat będzie ustawiony niestabilnie, mało powtarzalnie i zwykle z gorszą zrozumiałością mowy.