W procesie p‑n‑p, czyli klasycznej metodzie wykonywania wkładek usznych z odlewu, pierwszym kluczowym etapem po wyjęciu odlewu z przewodu słuchowego jest jego właściwe opracowanie mechaniczne, czyli właśnie przycięcie. Chodzi przede wszystkim o skrócenie i wyrównanie tzw. trzonu odlewu, usunięcie ostrych krawędzi, nadlewów i pęcherzyków, a także delikatne skorygowanie kształtu małżowinowej części odlewu. Dzięki temu, gdy technik będzie wykonywał negatyw w masie silikonowej lub w gipsie, odlew da się stabilnie ustawić w łyżce, nie będzie się przewracał i nie powstaną artefakty w formie. W praktyce protetyk używa do tego skalpela, nożyka technicznego albo małej frezarki; ważne jest, żeby nie obciąć zbyt dużo – standardem w branży jest zachowanie pełnej długości kanałowej części odlewu do poziomu drugiego zakrętu, chyba że lekarz lub protetyk z jakiegoś powodu świadomie planuje krótszą wkładkę. Przycinanie przed wykonaniem negatywu pozwala też lepiej kontrolować późniejsze odpowietrzenie formy i uniknąć tzw. podcieni, które utrudniają wyjmowanie gotowej wkładki z formy. Moim zdaniem to właśnie na tym etapie widać, czy ktoś pracuje „po rzemieślniczemu” – dokładne, ale rozsądne przycięcie odlewu ułatwia cały dalszy proces: wypełnianie formy żywicą akrylową, obróbkę wykańczającą, a potem dopasowanie wkładki w uchu pacjenta. W dobrych pracowniach protetycznych przyjmuje się zasadę, że formę robi się tylko z odlewu wcześniej prawidłowo przyciętego i wygładzonego, bo to minimalizuje ryzyko nieszczelności, punktów ucisku oraz konieczności dużej korekty na gotowym wyrobie.
W technologii wykonywania wkładek usznych metodą p‑n‑p poszczególne etapy mają bardzo konkretny cel i kolejność. Po pobraniu odlewu z ucha z masy wyciskowej najważniejsze jest jego odpowiednie przygotowanie mechaniczne, żeby z tego odlewu można było zrobić prawidłowy negatyw, czyli formę. Tym przygotowaniem jest przycięcie i lekkie opracowanie odlewu, a nie czynności typu skanowanie, lakierowanie czy polerowanie. Częsty błąd myślowy polega na przenoszeniu skojarzeń z nowoczesnych technologii CAD/CAM albo druku 3D. Skanowanie odlewu jest charakterystyczne dla cyfrowej otoplastyki – tam odlew trafia do skanera 3D, a potem model wkładki powstaje w programie komputerowym i jest drukowany w technologii SLA lub frezowany. W klasycznej metodzie p‑n‑p negatyw to po prostu fizyczna forma, wykonana z gipsu lub silikonu, więc żaden skaner nie jest na tym etapie potrzebny. Inne mylne skojarzenie dotyczy lakierowania. Lakier nakłada się zwykle na gotową wkładkę akrylową albo silikonową, po obróbce mechanicznej, żeby wygładzić powierzchnię, poprawić komfort noszenia i higienę oraz uszczelnić porowatą strukturę materiału. Lakierowanie odlewu przed wykonaniem negatywu nie ma uzasadnienia technologicznego, a wręcz mogłoby zafałszować wymiar i kształt, bo każda dodatkowa warstwa zmienia geometrię. Podobnie jest z pastą polerską – używa się jej na końcu, przy wykańczaniu powierzchni gotowej wkładki, po frezowaniu i szlifowaniu, żeby nadać jej gładkość i połysk. Stosowanie pasty na odlew przed zrobieniem formy byłoby bez sensu, bo poleruje się wyrób końcowy, a nie model wyciskowy. Z mojego doświadczenia wynika, że zbyt wczesne „upiększanie” odlewów zamiast ich rzeczowego przygotowania (przycięcie, usunięcie nadmiarów, sprawdzenie pełności) prowadzi potem do problemów z dopasowaniem: powstają nieszczelności, punkty ucisku, niewłaściwa długość części kanałowej. Dlatego w dobrych praktykach otoplastycznych jasno rozdziela się etapy: najpierw mechaniczne przycięcie i korekta odlewu, potem wykonanie negatywu, a dopiero na samym końcu – obróbka, lakierowanie i polerowanie gotowej wkładki.