W przypadku dzieci do 4 roku życia stosuje się wkładki uszne miękkie, ponieważ ich przewód słuchowy zewnętrzny i małżowina uszna są jeszcze w fazie intensywnego wzrostu i mają bardzo delikatne, podatne na urazy tkanki. Miękki materiał (najczęściej silikon medyczny lub inne elastyczne tworzywa otoplastyczne) lepiej dopasowuje się do kształtu ucha, równomiernie rozkłada nacisk i minimalizuje ryzyko otarć, odleżyn czy mikrourazów skóry. Z mojego doświadczenia, w gabinecie protetyki słuchu widać to od razu – u małego dziecka nawet drobne zbyt twarde elementy potrafią szybko wywołać zaczerwienienie i niechęć do noszenia aparatu. Miękka wkładka poprawia też szczelność akustyczną przy ruchliwej małżowinie i częstych ruchach głową, co jest typowe dla maluchów. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko sprzężeń zwrotnych (piszczenia aparatu) i można stabilniej ustawić wzmocnienie. W dobrych praktykach protetyki słuchu i otoplastyki pediatrycznej przyjmuje się zasadę: małe dziecko = wkładka miękka, dobrze uszczelniająca, ale komfortowa mechanicznie. W praktyce klinicznej, przy pobieraniu odlewu ucha u dziecka, protetyk już na etapie planowania dobiera odpowiedni rodzaj materiału wkładki, właśnie z myślą o bezpieczeństwie i akceptacji aparatu przez dziecko. Miękkie wkładki są też łatwiejsze do częstej wymiany, co jest ważne, bo ucho dziecka szybko rośnie i trzeba regularnie robić nowe odlewy, żeby zachować prawidłowe dopasowanie i stabilność akustyczną układu aparat–ucho.
Wkładki uszne dla małych dzieci to bardzo wrażliwy temat i sporo osób intuicyjnie wybiera nie to, co trzeba. Pojawia się czasem myślenie, że wkładka „twarda” będzie trwalsza, bardziej odporna mechanicznie i przez to lepsza, także u dzieci. Problem w tym, że twarde materiały otoplastyczne wywierają większy, punktowy nacisk na ściany przewodu słuchowego i na chrząstkę małżowiny. U osoby dorosłej zwykle da się to jeszcze jakoś tolerować, ale u dziecka do 4 roku życia skóra i chrząstka są bardzo delikatne, łatwo dochodzi do otarć, mikrourazów, a nawet stanów zapalnych. Dodatkowo ruchliwy maluch często ciągnie za aparat słuchowy, kładzie się na uchu, zahacza czapką – twarda wkładka w takich warunkach działa jak mały „klin” w uchu, co jest po prostu niebezpieczne i mało komfortowe. Pojęcie „life” w kontekście odpowiedzi nie ma żadnego ugruntowania w otoplastyce ani w standardach protetyki słuchu; nie jest to nazwa rodzaju wkładki ani materiału. To typowy przykład odpowiedzi brzmiącej trochę fachowo, ale bez realnego znaczenia technicznego. Podobnie słowo „koreczek” może kojarzyć się z małym, wtykanym elementem, takim jak jednorazowy zatyczek przeciwhałasowy czy prosta zatyczka do wody. W protetyce słuchu i doborze wkładek do aparatów nie posługujemy się jednak takim określeniem jako klasą profesjonalnych wkładek usznych. Koreczek nie zapewni właściwego kształtu kanału dźwiękowego, nie będzie stabilny przy dłuższym noszeniu aparatu i może powodować niestabilność akustyczną (zmienne sprzężenie, wahania wzmocnienia). Typowy błąd myślowy polega na utożsamianiu „małego dziecka” z „małym elementem w uchu”, bez refleksji nad materiałem i biomechaniką przewodu słuchowego. Dobre praktyki branżowe i rekomendacje z zakresu otoplastyki dziecięcej mówią jasno: u najmłodszych pacjentów priorytetem jest bezpieczeństwo tkanek, komfort i szczelność akustyczna, a to zapewniają przede wszystkim wkładki miękkie, odpowiednio odlane na podstawie dokładnego wycisku ucha i regularnie wymieniane wraz ze wzrostem dziecka.