W aparatach typu BI-CROS chodzi dokładnie o taką sytuację, jak w poprawnej odpowiedzi: jedno ucho ma niedosłuch (ale jeszcze coś słyszy i można je skutecznie protezować), a drugie jest praktycznie głuche, bez użytecznych resztek słuchowych. BI-CROS łączy więc dwie funkcje: klasyczne dopasowanie aparatu na uchu z niedosłuchem oraz przesyłanie sygnału z całkowicie głuchej strony na stronę lepiej słyszącą. Technicznie wygląda to tak, że po stronie głuchego ucha zakładamy nadajnik z mikrofonem (bez wzmocnienia do tego ucha), a po stronie ucha z niedosłuchem – normalny aparat słuchowy odbierający zarówno dźwięk lokalny, jak i sygnał przesłany drogą bezprzewodową (zwykle 2,4 GHz lub NFMI). Dzięki temu pacjent ma dostęp do informacji akustycznej z obu stron głowy, mimo że jedno ucho jest całkowicie wyłączone z odbioru. W praktyce klinicznej BI-CROS stosuje się u osób z tzw. asymetrycznym niedosłuchem: np. ucho prawe – umiarkowany lub ciężki niedosłuch odbiorczy, ucho lewe – głuchota (brak odpowiedzi w audiometrii tonalnej, brak korzyści z aparatu). Z mojego doświadczenia bardzo ważne jest dobre wyjaśnienie pacjentowi, że BI-CROS nie „przywraca słyszenia” w uchu głuchym, tylko poprawia słyszenie od strony tego ucha poprzez przeniesienie sygnału na stronę lepiej słyszącą. Zgodnie z dobrymi praktykami protetyki słuchu zawsze wykonuje się pełną diagnostykę audiometryczną, ocenia się rozumienie mowy i dopiero wtedy kwalifikuje do systemu CROS lub BI-CROS, a nie na wyczucie. W standardach międzynarodowych (m.in. zalecenia AAA, BSA) podkreśla się, że BI-CROS to opcja dla jednostronnej głuchoty z jednoczesnym ubytkiem słuchu w uchu przeciwległym, a nie dla symetrycznych niedosłuchów czy typowych przewodzeniowych zaburzeń słuchu.
Systemy CROS i BI-CROS bardzo łatwo ze sobą pomylić, stąd często pojawiają się błędne skojarzenia. Kluczowe jest zrozumienie, jaki jest stan słuchu w każdym uchu. W odpowiedziach mylące bywa założenie, że skoro pacjent ma „coś nie tak z jednym uchem”, to od razu nadaje się do CROS lub BI-CROS. To tak nie działa. Jeżeli pacjent ma obustronne resztki słuchowe, nawet niewielkie, i oba uszy można sensownie protezować, to standardem jest dobór dwóch aparatów słuchowych z dopasowaniem binauralnym, a nie systemu BI-CROS. W takim przypadku chcemy wykorzystać binauralne przetwarzanie dźwięku przez układ nerwowy, poprawę lokalizacji źródła dźwięku, zjawisko summacji binauralnej – a system BI-CROS by to raczej zaburzał niż pomagał. Kolejny trop, który często wprowadza w błąd, to mylenie typu niedosłuchu. Niedosłuch przewodzeniowy, wynikający np. z patologii ucha środkowego czy zewnętrznego, zwykle dobrze reaguje na klasyczne wzmocnienie akustyczne albo leczenie laryngologiczne. W takiej sytuacji nie ma wskazań do stosowania CROS/BI-CROS, bo problem nie polega na jednostronnej głuchocie, tylko na zaburzeniu przewodzenia dźwięku, które najczęściej da się poprawić innymi metodami. Pojawia się też kusząca, ale błędna myśl, że jeśli jedno ucho słyszy prawidłowo, a drugie jest głuche, to „wystarczy” BI-CROS. To właśnie jest typowa kwalifikacja do zwykłego systemu CROS, nie BI-CROS. W CROS po stronie zdrowego ucha nie stosuje się wzmocnienia jego własnego sygnału, tylko miesza się go z sygnałem przesyłanym ze strony głuchej. BI-CROS jest potrzebny dopiero wtedy, gdy to lepsze ucho też ma niedosłuch i wymaga wzmocnienia. Podsumowując, błędy w rozumowaniu wynikają najczęściej z ignorowania różnicy między: głuchotą a resztkami słuchowymi, niedosłuchem przewodzeniowym a odbiorczym oraz z nieodróżniania systemu CROS (zdrowe ucho + głuche ucho) od BI-CROS (ucho z niedosłuchem + ucho głuche). W nowoczesnej protetyce słuchu precyzyjna kwalifikacja do tych systemów jest podstawowym elementem dobrej praktyki klinicznej.