W próbie SISI rzeczywiście prosimy pacjenta o sygnalizowanie chwilowego przyrostu głośności tonu. To badanie jest klasycznym testem nadprogowym, używanym w audiologii do oceny tzw. rekrutacji, czyli nienormalnie szybkiego narastania głośności przy niewielkim zwiększaniu natężenia dźwięku. W praktyce wygląda to tak, że podajemy ton ciągły na poziomie mniej więcej 20 dB powyżej progu słyszenia pacjenta, a następnie co kilka sekund dodajemy bardzo mały impuls, zwykle 1 dB. Zadaniem badanego jest nacisnąć przycisk albo zgłosić, kiedy usłyszy to krótkie „podgłośnienie”. U osób z uszkodzeniem ślimakowym (np. niedosłuch czuciowo-nerwowy z rekrutacją) pacjent bardzo często wychwytuje te 1‑decybelowe przyrosty. Natomiast przy niedosłuchu przewodzeniowym albo uszkodzeniu pozaślimakowym (np. nerwu VIII) czułość na tak małe zmiany głośności jest dużo gorsza. Dlatego właśnie w wytycznych diagnostycznych test SISI jest zaliczany do badań nadprogowych różnicowych i służy do różnicowania typu niedosłuchu – pomaga odróżnić uszkodzenie ślimaka od uszkodzeń pozaślimakowych. W porządnej pracowni protokół badania jest standaryzowany: odpowiednio dobrana częstotliwość (najczęściej 1 lub 2 kHz), stały poziom tonu podstawowego, określona liczba prezentacji przyrostów, a wynik podaje się w procentach poprawnych wskazań. Moim zdaniem warto też kojarzyć próbę SISI z innymi testami nadprogowymi, jak próba Fowler’a (LLL) czy audiometria Békésy’ego – razem dają dużo pełniejszy obraz funkcji słuchowych niż sama audiometria tonalna progowa. Dobrą praktyką jest interpretowanie wyniku SISI zawsze w kontekście całego badania audiologicznego, a nie w oderwaniu od typu krzywej audiometrycznej, tympanometrii czy wyników prób stroikowych.
W próbie SISI nie chodzi ani o stałą głośność, ani o zanik tonu, ani o zmianę jego wysokości. Cała idea tego badania opiera się na bardzo precyzyjnym ocenianiu czułości ucha na minimalne zmiany natężenia dźwięku, czyli na progu różnicowania głośności. Ton podstawowy w SISI jest utrzymywany na stałym poziomie nadprogowym, mniej więcej 20 dB powyżej progu słyszenia, więc proszenie pacjenta o sygnalizowanie stałej głośności byłoby pozbawione sensu diagnostycznego – to po prostu warunek bazowy, a nie to, co ma zgłaszać badany. Zanik słyszalności tonu też nie jest tutaj parametrem, który nas interesuje; takie podejście bardziej pasuje do testów typu on–off, albo do oceny adaptacji słuchowej, ale nie do SISI. W SISI ton ciągły ma cały czas być słyszalny, a badany ma wychwytywać tylko krótkie „dopakowania” głośności. Częstym błędem jest też mylenie tej próby z testami oceniającymi zmianę wysokości tonu. Zmiana częstotliwości, czyli wysokości dźwięku, jest badana w innych protokołach psychoakustycznych, ale w standardowej diagnostyce audiologicznej na co dzień raczej się ich rutynowo nie używa. W SISI częstotliwość tonu jest ustalona i niezmienna, a jedyne, co się zmienia, to natężenie (zwykle o 1 dB przez bardzo krótki czas). W praktyce klinicznej nieporozumienia biorą się często z ogólnego skojarzenia, że „audiometria bada, czy coś słychać, czy nie” i wiele osób intuicyjnie myśli w kategoriach pojawienia się lub zaniku dźwięku. Tymczasem badania nadprogowe, takie jak SISI, idą krok dalej i sprawdzają subtelne właściwości układu słuchowego, jak rekrutacja głośności. Dlatego poprawna interpretacja wymaga zapamiętania, że w SISI badany ma zgłaszać krótkie przyrosty głośności, a nie zmianę barwy, wysokości czy obecności samego tonu. To jest kluczowe dla prawidłowego różnicowania niedosłuchów ślimakowych i pozaślimakowych i stanowi standardową dobrą praktykę w nowoczesnej diagnostyce audiologicznej.