Audiometr skriningowy służy do szybkiego przesiewowego sprawdzenia, czy u danej osoby występuje niedosłuch, czy nie. Badanie polega najczęściej na podawaniu czystych tonów o wybranych częstotliwościach (np. 500, 1000, 2000, 4000 Hz) na ustalonym poziomie ciśnienia akustycznego, zgodnie z przyjętym protokołem. Jeśli badany nie reaguje na sygnały, traktujemy to jako dodatni wynik skriningu, czyli podejrzenie niedosłuchu i wskazanie do pełnej diagnostyki audiometrycznej. Moim zdaniem ważne jest, żeby kojarzyć: skrining = tak/nie, jest problem czy nie, a nie dokładne parametry ubytku. Audiometr skriningowy nie służy do określania progu słyszenia z dokładnością co do 5 dB HL, tylko do wyłapywania osób zagrożonych. W praktyce używa się go np. w badaniach okresowych pracowników narażonych na hałas, w przedszkolach i szkołach, w szybkich badaniach przesiewowych w gabinecie lekarza rodzinnego czy u protetyka słuchu w galerii handlowej. Zgodnie z dobrymi praktykami, po dodatnim wyniku skriningu zawsze powinno się skierować pacjenta na pełną audiometrię tonalną, ewentualnie też impedancyjną i badanie mowy. Warto też pamiętać, że audiometr skriningowy bada głównie przewodnictwo powietrzne i informuje nas tylko o tym, że występuje niedosłuch (albo silne podejrzenie), ale nie rozróżnia od razu, czy to jest niedosłuch przewodzeniowy, odbiorczy czy mieszany. Takie różnicowanie wymaga już szerszej diagnostyki zgodnej z obowiązującymi standardami w audiologii i protetyce słuchu.
Audiometr skriningowy ma jedno podstawowe zadanie: szybko wychwycić osoby, u których może występować niedosłuch, a nie szczegółowo analizować przyczynę czy mechanizm zaburzenia słuchu. Typowym błędem jest mylenie prostego badania przesiewowego z pełną diagnostyką audiologiczną. Informacja, którą dostajemy z takiego testu, to w praktyce odpowiedź na pytanie: czy jest podejrzenie niedosłuchu przy określonych częstotliwościach i poziomach głośności, czy nie. Natomiast niedrożność trąbki słuchowej ocenia się przede wszystkim badaniem otoskopowym i tympanometrią, czyli audiometrią impedancyjną. Tam analizujemy kształt tympanogramu, ciśnienie w jamie bębenkowej, objętość przewodu słuchowego zewnętrznego. Audiometr skriningowy tego nie mierzy, bo nie bada parametrów ciśnieniowych w uchu środkowym. Podobnie jest z podatnością (compliance) błony bębenkowej – to też domena tympanometru, a nie prostego audiometru przesiewowego. W tympanometrii zmieniamy ciśnienie w przewodzie słuchowym i rejestrujemy, jak błona reaguje, co pozwala wnioskować o sztywności układu przewodzącego. Audiometr skriningowy jedynie podaje dźwięk przez słuchawki lub czasem przez słuchawkę kostną i sprawdza, czy badany go słyszy. Kolejne mylne skojarzenie to ocena rozumienia mowy. Do tego służy audiometria słowna (mowy), z wykorzystaniem list wyrazów lub zdań, a nie typowy skrining tonalny. Rozumienie mowy zależy nie tylko od samego progu słyszenia, ale też od centralnego przetwarzania słuchowego, jakości nagrania, warunków akustycznych. Skrining tonalny tego po prostu nie ogarnia. Z mojego doświadczenia takie pomyłki biorą się z wrzucania wszystkich „audiometrii” do jednego worka. Warto więc zapamiętać: audiometr skriningowy odpowiada nam głównie na pytanie, czy występuje niedosłuch, a cała reszta – trąbka słuchowa, podatność błony bębenkowej, rozumienie mowy – wymaga innych, bardziej zaawansowanych badań zgodnych ze standardami audiologii.