Na tym audiogramie widać typowy obraz niedosłuchu odbiorczego (czuciowo‑nerwowego). Kluczowa rzecz: krzywe przewodnictwa powietrznego i kostnego praktycznie się pokrywają, nie ma wyraźnej szczeliny powietrzno‑kostnej (air–bone gap). To oznacza, że układ przewodzący dźwięk – ucho zewnętrzne i środkowe – działa w miarę prawidłowo, a problem leży w uchu wewnętrznym (ślimak, komórki rzęsate) lub w drodze słuchowej. W niedosłuchu przewodzeniowym oczekiwalibyśmy, że progi przewodnictwa kostnego będą lepsze (niższe dB HL) niż powietrznego co najmniej o 10 dB na kilku częstotliwościach. Tutaj tego nie ma. Moim zdaniem to jest właśnie podstawowy test, który każdy protetyk słuchu i technik powinien mieć „w ręku”: patrzymy najpierw na różnicę między symbolami dla powietrza i kości, dopiero później na głębokość i kształt ubytku. W praktyce klinicznej taki wynik sugeruje uszkodzenie ślimaka, np. presbyacusis, uraz akustyczny, ototoksyczność leków. Zwróć uwagę, że ubytek jest obustronny i dotyczy głównie częstotliwości mowy, co ma duże znaczenie przy planowaniu doboru aparatu – stosujemy algorytmy typu NAL‑NL2 lub DSL, pamiętając, że w niedosłuchu odbiorczym często występuje zawężone pole dynamiczne i nie toleruje się zbyt dużego MPO. Z mojego doświadczenia, przy takich krzywych trzeba szczególnie pilnować kompresji wielopasmowej i dobrej regulacji wzmocnienia wysokich częstotliwości, bo pacjenci szybko zgłaszają dyskomfort przy ostrych, syczących dźwiękach. Ten typ ubytku raczej nie poprawi się samoistnie, dlatego standardem jest regularna kontrola audiometryczna i edukacja pacjenta w zakresie ochrony resztkowego słuchu.
Analizując ten audiogram łatwo wpaść w kilka typowych pułapek interpretacyjnych. Na pierwszy rzut oka ktoś może pomyśleć, że to jeszcze „prawie norma”, bo progi nie sięgają bardzo głęboko w dół skali, ale w audiologii obowiązuje zasada, że już wartości rzędu 25–30 dB HL na kilku częstotliwościach oznaczają kliniczny niedosłuch. Dlatego stwierdzenie, że pacjent ma słuch prawidłowy, jest po prostu sprzeczne z obowiązującymi kryteriami diagnostycznymi. Inny błąd to pochopne uznanie wyniku za niedosłuch przewodzeniowy albo mieszany tylko dlatego, że ubytek nie jest bardzo głęboki lub ma „dziwny” kształt. W niedosłuchu przewodzeniowym spodziewamy się wyraźnej szczeliny powietrzno‑kostnej – przewodnictwo kostne pozostaje w normie lub blisko normy, a przewodnictwo powietrzne jest istotnie gorsze. W niedosłuchu mieszanym część ubytku ma charakter przewodzeniowy, a część odbiorczy, więc audiogram pokazuje jednocześnie podniesione progi kostne i dodatkowo jeszcze gorsze progi powietrzne, z zachowaną różnicą między nimi. Tutaj obie krzywe – powietrzna i kostna – biegną razem, bez znaczącej różnicy, co jest klasycznym wyznacznikiem niedosłuchu odbiorczego. Mylenie tych wzorców często wynika z patrzenia tylko na głębokość ubytku, a nie na relację między rodzajami przewodnictwa. Dobra praktyka jest taka, żeby zawsze najpierw ocenić obecność lub brak szczeliny powietrzno‑kostnej, a dopiero później zastanawiać się nad stopniem i konfiguracją niedosłuchu. Dzięki temu łatwiej uniknąć błędnej kwalifikacji pacjenta, np. do leczenia operacyjnego, gdy tak naprawdę potrzebuje on prawidłowo dobranego aparatu słuchowego typowego dla uszkodzenia ślimaka.