Prawidłowo wskazany został kluczowy moment w rozwoju ziemniaka. Największe ryzyko spadku plonu występuje właśnie przy braku wody w czasie formowania i intensywnego przyrostu bulw. W tej fazie roślina zużywa dużo wody na transpirację, a jednocześnie potrzebuje jej do transportu asymilatów z części nadziemnej do bulw. Niedobór wody powoduje, że bulwy są mniejsze, jest ich mniej, a część zawiązków po prostu się nie rozwija. W praktyce rolniczej przyjmuje się, że ziemniak jest najbardziej wrażliwy na suszę od początku kwitnienia do końca intensywnego przyrostu bulw – to jest taki newralgiczny okres, który decyduje o ostatecznym plonie. Dlatego w gospodarstwach towarowych, zwłaszcza na lżejszych glebach, standardem jest planowanie nawadniania właśnie pod kątem tej fazy rozwojowej, a nie tylko „ogólnie pod ziemniaki”. Moim zdaniem wielu plantatorów trochę to bagatelizuje i reaguje dopiero, gdy rośliny wyraźnie więdną, a to już jest za późno, bo straty plonu są wtedy praktycznie nie do odrobienia. Dobra praktyka to monitorowanie wilgotności gleby (choćby prostymi metodami polowymi), śledzenie prognoz pogody i włączanie deszczowni tak, aby gleba w warstwie 0–30 cm nie przesychała zbyt mocno w okresie zawiązywania i przyrostu bulw. Warto też pamiętać, że niedobór wody w tym czasie może dodatkowo pogarszać jakość plonu – bulwy są bardziej podatne na deformacje, spękania, ordzawienia, a udział frakcji handlowej spada. Przy dobrze zaplanowanym nawadnianiu uzyskuje się nie tylko wyższy plon ogólny, ale też lepszą wyrównaną frakcję bulw, co ma ogromne znaczenie przy sprzedaży do przetwórstwa lub na świeży rynek.
W uprawie ziemniaka łatwo skupić się na pojedynczych czynnikach i przecenić ich wpływ na plon, a zbagatelizować to, co naprawdę kluczowe. W tym pytaniu takim czynnikiem krytycznym jest dostępność wody w okresie formowania bulw, a nie sama klasa czy zwięzłość gleby, długość przerwy w uprawie, ani techniki przygotowania sadzeniaków. Uprawa ziemniaków na glebach o średniej zwięzłości jest wręcz uważana za standard w wielu rejonach. Gleby średnie, dobrze uprawione, o uregulowanych stosunkach wodno-powietrznych, pozwalają na prawidłowy rozwój systemu korzeniowego i bulw. Problemem byłaby raczej gleba bardzo ciężka, zlewna, słabo napowietrzona, albo bardzo lekka, szybko przesychająca, ale sama „średnia zwięzłość” nie jest czynnikiem obniżającym plon, tylko normalnym, często pożądanym parametrem. Często też myli się zagadnienia płodozmianu z bezpośrednim wpływem na plon w jednym sezonie. Przerwa w uprawie ziemniaka dłuższa niż 3–4 lata nie obniża plonów, wręcz odwrotnie – z punktu widzenia ochrony roślin i agrotechniki jest to bardzo dobra praktyka. Dłuższa przerwa ogranicza presję patogenów glebowych, nicieni i szkodników, a także zmniejsza zachwaszczenie specyficzne dla tej rośliny. Błędem myślowym jest tu założenie, że „ziemniak musi być często na tym samym polu, żeby plon był wysoki”. Nowoczesne zalecenia mówią jasno: ziemniak w zmianowaniu powinien wracać na to samo pole nie częściej niż co 3–4 lata, a w intensywnych rejonach produkcji sadzeniaków nawet rzadziej. Podobnie stymulowanie bulw przed sadzeniem, czyli podkiełkowywanie, nie jest przyczyną spadku plonu, tylko narzędziem technologicznym, które ma przyspieszyć wschody, poprawić wyrównanie łanu i często zwiększyć udział plonu handlowego, zwłaszcza w uprawie wczesnej. Jeśli jest wykonane prawidłowo – w odpowiedniej temperaturze, przy rozproszonym świetle, z kontrolą długości kiełków – przynosi korzyści, a nie straty. Problemy pojawiają się dopiero przy błędach: zbyt długie, łamliwe kiełki, przesuszenie sadzeniaków, uszkodzenia mechaniczne. To jednak nie jest istota pytania. Sednem jest to, że głównym czynnikiem ograniczającym plon w wielu gospodarstwach pozostaje susza w okresie formowania bulw. Właśnie wtedy roślina ziemniaka ma największe zapotrzebowanie na wodę i to brak wody w tej fazie bezpośrednio przekłada się na mniejszą liczbę i masę bulw. Skupienie się na właściwym płodozmianie, racjonalnym doborze stanowiska i poprawnym przygotowaniu sadzeniaków jest bardzo ważne, ale nie zastąpi zapewnienia odpowiedniej wilgotności gleby w krytycznym momencie rozwoju roślin.