Prawidłowo – paragon z kasy fiskalnej musi być wystawiony bezpośrednio po dokonaniu sprzedaży, czyli w momencie jej zakończenia, a nie „kiedyś tam później”. Wynika to z przepisów o ewidencjonowaniu sprzedaży przy użyciu kas rejestrujących (rozporządzenia w sprawie kas fiskalnych oraz przepisów VAT). Obowiązek podatkowy i ewidencyjny powstaje w chwili sprzedaży, więc dokument potwierdzający tę sprzedaż też musi powstać od razu. Chodzi o to, żeby zapis w kasie odzwierciedlał rzeczywisty moment transakcji, a nie był wpisywany z opóźnieniem, „z pamięci” albo zbiorczo. W praktyce wygląda to tak, że sprzedawca nabija towar na kasę, przyjmuje zapłatę i od razu drukuje paragon, a następnie wydaje go nabywcy. Nawet jeśli klient nie chce zabrać paragonu, to i tak musi on zostać wydrukowany i ujęty w ewidencji – klient może go najwyżej nie przyjąć, ale nie zwalnia to sprzedawcy z obowiązku jego wystawienia. Z mojego doświadczenia to jest częsty błąd w małych sklepach: „wydrukuję później, jak będzie mniej ludzi”. Tak robić nie wolno, bo wtedy ewidencja jest nierzetelna i w razie kontroli skarbowej można mieć poważny problem, włącznie z karami finansowymi. Dobrą praktyką jest, żeby sprzedawca miał nawyk: każda sprzedaż = od razu paragon, bez wyjątków, nawet jeśli to drobna kwota. W firmach, które dbają o zgodność z prawem, szkoli się pracowników właśnie w tym kierunku: brak wydania paragonu albo opóźnione nabicie sprzedaży na kasę traktuje się jako poważne naruszenie procedur. Warto też pamiętać, że paragon jest dowodem dla klienta przy reklamacji czy zwrocie towaru, więc jego natychmiastowe wydanie to nie tylko wymóg prawny, ale też element profesjonalnej obsługi klienta i budowania zaufania.
W tym zagadnieniu kluczowe jest zrozumienie, że kasa fiskalna służy do bieżącej, a nie „umownej” ewidencji sprzedaży. Sprzedaż na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej i rolników ryczałtowych musi być rejestrowana w momencie jej dokonania, a nie po tygodniu, miesiącu czy dopiero wtedy, gdy klient sobie przypomni, że chciałby paragon. Pomysł, że można wystawić paragon tydzień po sprzedaży, wynika często z myślenia w stylu: „najpierw sprzedam, a potem wszystko wpiszę do kasy z opóźnieniem, jak będę miał czas”. To jest sprzeczne z przepisami i dobrą praktyką rachunkową, bo rozdziela faktyczny moment obrotu od momentu jego zarejestrowania. Tworzy to ryzyko zaniżania obrotów, manipulacji i trudności przy kontroli skarbowej. Jeszcze większy problem pojawia się przy założeniu, że można zrobić to po miesiącu – wtedy ewidencja w kasie fiskalnej kompletnie przestaje być narzędziem bieżącej kontroli obrotu, a staje się tylko luźnym zapisem „po fakcie”. Takie podejście kłóci się z zasadą ciągłości i rzetelności ewidencji oraz z obowiązkiem prawidłowego rozliczania podatku VAT w odpowiednich okresach rozliczeniowych. Błędne jest też myślenie, że paragon wystawia się tylko na życzenie nabywcy. To częsty mit, spotykany zwłaszcza tam, gdzie klienci rzadko biorą paragony, np. w małych sklepach czy usługach. Przepisy są jasne: jeśli sprzedaż podlega ewidencjonowaniu na kasie fiskalnej, paragon trzeba wystawić zawsze, niezależnie od tego, czy klient o niego poprosi, czy nie. Obowiązek wynika z prawa podatkowego, a nie z woli klienta. Brak prośby o paragon nie zwalnia przedsiębiorcy z żadnego obowiązku. Takie myślenie „jak klient nie chce, to nie drukuję” prowadzi do poważnych naruszeń, bo część obrotu w ogóle nie jest rejestrowana. Z perspektywy profesjonalnego prowadzenia firmy to bardzo ryzykowna praktyka, która może skończyć się sankcjami, doszacowaniem podatku i utratą wiarygodności. Moim zdaniem lepiej od początku przyzwyczaić się do zasady: każda sprzedaż – natychmiastowa rejestracja na kasie i wydruk paragonu, bez względu na to, co mówi klient i jak mała jest kwota.