Prawidłowo – w technologii słodowniczej i piwowarskiej kluczowe jest właśnie to, żeby jęczmień browarny miał stosunkowo niską zawartość białka. Wynika to z całego łańcucha technologicznego: od słodowania, przez zacieranie, aż po fermentację i filtrację piwa. Ziarno o zbyt wysokiej zawartości białka daje mniej skrobi w przeliczeniu na 1 kg surowca, czyli po prostu mniej ekstraktu brzeczki. A dla browaru liczy się przede wszystkim wydajność ekstrakcyjna i stabilna jakość piwa. Nadmiar białka powoduje też problemy technologiczne: gorszą rozpuszczalność białek podczas słodowania, zwiększoną lepkość zacieru, wolniejsze przesączanie, kłopoty z filtracją brzeczki i późniejszą stabilnością koloidalną piwa. To właśnie białka o średniej masie cząsteczkowej są odpowiedzialne za zmętnienia chłodowe i trwałe, czyli takie, które konsument widzi w butelce jako „mgiełkę” lub osad. W praktyce przyjmuje się, że dobry jęczmień browarny powinien mieć zawartość białka całkowitego mniej więcej w granicach 9,5–11,5% s.m., zależnie od wymagań słodowni i stylu piwa. Z mojego doświadczenia w pracy z normami jakości surowców dla browarów, partie o wyższym białku są często odrzucane albo kierowane na paszę, bo psują parametry słodu (np. indeks Kolbacha, lepkość brzeczki, wydajność ekstraktu). Niska zawartość białka sprzyja też równomiernemu kiełkowaniu ziarna i uzyskaniu słodu o dobrej modyfikacji skrobiowo-białkowej. W efekcie browar ma stabilny surowiec, lepszą kontrolę procesu i powtarzalny profil sensoryczny piwa – to jest właśnie ta praktyczna strona teorii, którą tu ćwiczysz.
W produkcji piwa łatwo się skupić na jednym parametrze i pójść w złą stronę myślenia, dlatego warto spojrzeć na ziarno jęczmienia browarnego jak na surowiec technologiczny, a nie tylko „zboże ogólnie”. Podstawowym celem słodowni i browaru jest uzyskanie jak najwyższej ilości ekstraktu fermentującego przy możliwie małych problemach technologicznych. Ten ekstrakt pochodzi głównie ze skrobi, dlatego jej zawartość w ziarnie powinna być wysoka, a nie niska. Odpowiedź sugerująca, że jęczmień browarny powinien mieć mało skrobi, jest sprzeczna z praktyką branżową – taki surowiec dawałby niską wydajność brzeczki, byłby po prostu nieopłacalny i mało przydatny technologicznie. Podobnie z suchą masą: ziarno o niskiej suchej masie oznacza wysoki udział wody, gorszą trwałość przechowalniczą i większe ryzyko rozwoju pleśni. Słodownie wymagają ziarna dobrze wysuszonego, o wysokiej suchej masie, bo tylko takie daje stabilne parametry podczas magazynowania i równomierne kiełkowanie. Niska sucha masa nie jest tu żadną zaletą, wręcz przeciwnie, stanowi poważny problem jakościowy. Jeśli chodzi o sole mineralne, ich zawartość w ziarnie nie jest kluczowym kryterium klasyfikacji jęczmienia na browarny czy paszowy. Skład mineralny ma znaczenie raczej w wodzie technologicznej i w całej bilansie popiołu, ale w praktyce kontraktacji surowca słodowego nie mówi się: „bierzemy odmiany z niską zawartością soli mineralnych”. Główne parametry to zawartość białka, wyrównanie ziarna, gęstość, zdolność kiełkowania, czystość i zdrowotność. Typowy błąd myślowy polega na przenoszeniu ogólnych skojarzeń: ktoś myśli, że „mniej składników to lepiej”, albo że wszystko, co „wysokie”, jest niepożądane. W piwowarstwie jest odwrotnie: chcemy dużo skrobi (dla ekstraktu) i odpowiednio wysoką suchą masę (dla stabilności), a ograniczać musimy właśnie nadmiar białka, bo to ono generuje problemy z filtracją i klarownością piwa. Dlatego poprawne podejście to rozumienie, które składniki są nośnikiem ekstraktu, a które są źródłem kłopotów technologicznych.