Prawidłowo wskazana metoda to spis z natury. Dokładnie to opisuje treść w pytaniu: fizyczne policzenie, zważenie lub zmierzenie składników majątku, ich wycena, a potem porównanie wyników z zapisami w księgach rachunkowych i rozliczenie różnic inwentaryzacyjnych. W praktyce spis z natury stosuje się przede wszystkim do zapasów magazynowych, środków trwałych znajdujących się na terenie jednostki, materiałów, towarów, wyrobów gotowych, czasem też narzędzi i wyposażenia. Z mojego doświadczenia, to najbardziej „namacalna” forma inwentaryzacji – komisja chodzi po magazynie, halach, polu czy chłodni i po prostu liczy, waży, mierzy. Następnie dane z arkuszy spisowych są wprowadzane do systemu i porównywane z ewidencją. Jeżeli pojawiają się różnice, trzeba je wyjaśnić: czy to błąd w księgach, ubytek naturalny, kradzież, pomyłka w wydaniu towaru, czy może źle wykonany pomiar. Dobre praktyki mówią, że spis z natury powinien być dobrze zaplanowany: zamknięcie ruchu magazynowego na czas spisu, wyznaczenie komisji, podział stref magazynu, czytelne oznaczenie miejsc składowania i towarów, stosowanie arkuszy spisowych z numeracją, brak możliwości dopisywania pozycji po zakończeniu spisu. W rachunkowości zgodnej z ustawą o rachunkowości i standardami branżowymi spis z natury jest podstawową metodą inwentaryzacji aktywów rzeczowych, bo jako jedyna daje realne potwierdzenie, że dany składnik faktycznie istnieje i w jakiej ilości. Dlatego tak ważne jest, żeby kojarzyć ten opis właśnie z metodą spisu z natury, a nie z uzgadnianiem sald czy samą kontrolą dokumentów.
Opis podany w pytaniu jednoznacznie odnosi się do spisu z natury, czyli fizycznej inwentaryzacji składników majątku. Kluczowe są tu słowa: „policzeniu, zważeniu lub zmierzeniu poszczególnych składników aktywów” oraz „porównaniu otrzymanych wyników z danymi ksiąg rachunkowych”. To jest klasyczna definicja inwentaryzacji drogą spisu z natury, która dotyczy realnych, materialnych składników, np. towarów w magazynie, materiałów, wyrobów gotowych, środków trwałych znajdujących się na terenie jednostki. Częsty błąd polega na myleniu tej metody z uzgadnianiem salda należności. Uzgadnianie sald to inna technika inwentaryzacji – polega na wysyłaniu potwierdzeń sald do kontrahentów i porównaniu tego, co mamy w księgach, z tym, co wykazuje druga strona. Nie ma tam ważenia czy mierzenia, tylko korespondencyjne potwierdzenie stanu rozrachunków. Jeszcze inny obszar to weryfikacja stanu ewidencyjnego należności spornych. W tym przypadku jednostka analizuje dokumenty, umowy, korespondencję, wyroki sądowe, a nie liczy fizyczne składniki majątku. To jest bardziej analiza prawno-finansowa niż typowy spis. Zdarza się też, że ktoś utożsamia inwentaryzację z samym porównaniem danych ksiąg z dokumentami źródłowymi, ale to tylko jedna z metod weryfikacji, stosowana głównie do składników, których nie da się policzyć fizycznie, np. kapitału własnego, rezerw, niektórych rozrachunków. W opisie pytania mamy jednak wyraźny element fizycznego pomiaru plus późniejsze porównanie z księgami, co jest esencją spisu z natury. Dobra praktyka w rachunkowości mówi, że do każdego rodzaju składnika wybiera się odpowiednią metodę inwentaryzacji: dla zapasów i środków trwałych – spis z natury, dla należności – najczęściej uzgodnienie sald, a dla pozycji typowo „papierowych” – weryfikację dokumentów i zapisów księgowych. Właśnie to rozróżnienie pomaga unikać takich pomyłek przy interpretacji definicji.