Prawidłową operacją jest blanszowanie, bo dokładnie taki ma ono cel w technologii żywności: krótkotrwałe podgrzanie surowca, najczęściej w gorącej wodzie lub parze, aby zmiękczyć tkanki roślinne i jednocześnie zdezaktywować enzymy, głównie polifenolooksydazę i peroksydazę. To właśnie te enzymy odpowiadają za enzymatyczne brunatnienie pokrojonych owoców i warzyw (np. jabłek, ziemniaków, marchwi). W procesie blanszowania temperatura zwykle wynosi około 85–100°C, a czas jest ściśle kontrolowany – od kilkudziesięciu sekund do kilku minut, w zależności od rodzaju surowca, wielkości kawałków i dalszego przeznaczenia. W praktyce przemysłu przetwórczego blanszowanie wykonuje się przed mrożeniem, suszeniem, konserwowaniem w puszkach czy słoikach. Dzięki temu surowiec jest miększy, łatwiej się obiera, kroi, formuje, a także lepiej znosi dalszą obróbkę termiczną. Moim zdaniem to jedna z podstawowych operacji, które warto mieć w małym palcu, bo pojawia się zarówno w zakładach produkcji mrożonek, jak i w przetwórniach warzywno-owocowych. Dobrą praktyką jest takie prowadzenie blanszowania, żeby z jednej strony skutecznie zniszczyć aktywność enzymatyczną, a z drugiej nie dopuścić do nadmiernych strat witamin (zwłaszcza witaminy C) i składników mineralnych, które mogą przechodzić do wody. Dlatego w nowocześniejszych liniach stosuje się blanszowanie parowe, które jest delikatniejsze dla surowca. W normach i wytycznych branżowych podkreśla się, że prawidłowe blanszowanie poprawia trwałość barwy, konsystencji i smaku oraz stabilność mikrobiologiczną półproduktu w dalszym procesie technologicznym. W warunkach domowych blanszowanie stosuje się np. przed mrożeniem fasolki szparagowej czy brokułów – krótko obgotowuje się je, a potem szybko schładza w zimnej wodzie, co jest wzorcowym przykładem tej operacji.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie podane procesy są jakąś formą obróbki termicznej lub utrwalania, ale tylko blanszowanie spełnia jednocześnie dwa warunki: zmiękczenie surowca i powierzchniowe zniszczenie enzymów odpowiedzialnych za ciemnienie. Ekstruzja to proces typowo wysokotemperaturowo–wysokociśnieniowy, stosowany głównie do produkcji wyrobów zbożowych, przekąsek, płatków śniadaniowych czy pasz. Surowiec jest tam intensywnie ścinany, zagniatany i podgrzewany w ślimaku wytłaczarki, a na wyjściu z matrycy następuje gwałtowne rozprężenie. To zdecydowanie nie jest delikatne zmiękczanie owoców czy warzyw, tylko głęboka zmiana struktury i tekstury produktu. Jeśli ktoś kojarzy, że podczas ekstruzji też zachodzi dezaktywacja enzymów, to ma rację, ale to zupełnie inny cel technologiczny i inna skala oddziaływania. Pieczenie natomiast to proces obróbki w gorącym powietrzu, stosowany głównie do wyrobów piekarniczych, ciast, niektórych mięs czy warzyw. Temperatura jest tu zwykle wyższa i działa dłużej, co prowadzi do silnego odwodnienia powierzchni, reakcji Maillarda, karmelizacji i tworzenia charakterystycznej skórki. Pieczenie nie jest używane jako typowa operacja wstępna do zmiękczania surowca przed dalszym przetwórstwem w przemyśle warzywno-owocowym, bo zbyt mocno zmienia smak, barwę i strukturę. Zamrażanie z kolei bywa mylące, bo kojarzy się z utrwalaniem barwy i zatrzymaniem zmian, ale w rzeczywistości niska temperatura tylko spowalnia lub czasowo hamuje aktywność enzymów, nie niszcząc ich w pełni. Jeżeli owoce lub warzywa zamrozi się bez wcześniejszego blanszowania, to po rozmrożeniu brunatnienie enzymatyczne może znowu się pojawić. Właśnie dlatego dobrą praktyką technologiczną przy produkcji mrożonek jest najpierw krótkie blanszowanie, a dopiero potem szybkie zamrażanie. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdego działania ciepłem lub zimnem z dezaktywacją enzymów – w technologii żywności liczy się nie tylko temperatura, ale też czas, medium grzewcze i docelowy efekt. Tylko w przypadku blanszowania mamy kontrolowaną, krótką obróbkę cieplną, której głównym celem jest właśnie zmiękczenie tkanki i inaktywacja enzymów odpowiedzialnych za ciemnienie powierzchni pokrojonych owoców i warzyw.