Oprocentowanie kredytu zapisane w umowie to z punktu widzenia banku klasyczny przychód odsetkowy. Bank „sprzedaje” kapitał, czyli udostępnia swoje środki lub środki pozyskane od innych klientów, a wynagrodzeniem za to udostępnienie jest właśnie odsetka. W rachunkowości bankowej odsetki od kredytów ujmuje się po stronie przychodów, najczęściej jako przychody z tytułu odsetek od kredytów i pożyczek udzielonych klientom. Z punktu widzenia pożyczkobiorcy jest to koszt finansowy, ale po stronie banku – przychód, który ma pokryć koszty funkcjonowania instytucji, ryzyko niewypłacalności klientów i oczywiście wygenerować zysk. W praktyce, gdy rolnik albo przedsiębiorca bierze kredyt inwestycyjny na maszynę czy rozbudowę gospodarstwa, rata, którą spłaca, składa się z części kapitałowej i odsetkowej. Ta część odsetkowa jest właśnie tym przychodem banku. W sprawozdaniach finansowych banku zgodnie z zasadami rachunkowości i Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (np. MSSF 9) przychody odsetkowe są jedną z głównych pozycji wynikowych. Moim zdaniem warto patrzeć na kredyt jak na usługę finansową: tak jak sklep zarabia na marży na towarze, tak bank zarabia na odsetkach od kapitału. Dobra praktyka w biznesie jest taka, żeby zawsze liczyć całkowity koszt kredytu dla firmy, a jednocześnie rozumieć, że dla banku jest to zaplanowane źródło przychodu, które wpływa na jego wynik finansowy i zdolność do dalszego udzielania finansowania innym klientom.
Oprocentowanie kredytu często myli się z różnymi innymi elementami umowy kredytowej, dlatego łatwo o błędne skojarzenia. Warto uporządkować pojęcia. Oprocentowanie nigdy nie jest kosztem dla banku, wręcz przeciwnie – to główne źródło jego przychodu. Kosztem dla banku są na przykład odsetki wypłacane klientom od lokat, wynagrodzenia pracowników, utrzymanie oddziałów, systemów informatycznych czy rezerwy na ryzyko kredytowe. Bank ponosi też koszt pozyskania kapitału na rynku finansowym. Natomiast odsetki, które pobiera od kredytobiorców, mają te koszty pokryć i wygenerować zysk. Stąd myślenie, że oprocentowanie kredytu jest kosztem banku, odwraca rzeczywisty kierunek przepływu pieniędzy. Błędne jest też traktowanie oprocentowania jako przychodu dla pożyczkobiorcy. Dla kredytobiorcy odsetki są typowym kosztem finansowym, który obciąża wynik działalności. W księgach przedsiębiorstwa zalicza się je do kosztów uzyskania przychodu (w granicach określonych przepisami podatkowymi), ale nigdy do przychodów. To przedsiębiorca płaci odsetki bankowi, a nie odwrotnie. Czasem myli się to z sytuacją, gdy firma lokuje wolne środki i otrzymuje odsetki od depozytu – tam rzeczywiście odsetki są przychodem, ale wtedy to firma jest wierzycielem, a nie dłużnikiem. Kolejne nieporozumienie dotyczy traktowania oprocentowania jako zabezpieczenia zwrotu kredytu. Zabezpieczenie to hipoteka na nieruchomości, zastaw na maszynach, poręczenie, weksel, cesja z polis ubezpieczeniowych i inne instrumenty, które mają ograniczyć ryzyko braku spłaty. Odsetki takiego ryzyka nie zabezpieczają, one tylko wynagradzają bankowi fakt, że to ryzyko w ogóle podejmuje. Typowy błąd myślowy polega na wrzucaniu do jednego worka wszystkich elementów kredytu: oprocentowania, prowizji, zabezpieczeń i kosztów dodatkowych. Z punktu widzenia dobrych praktyk finansowych warto je rozdzielać: oprocentowanie to cena pieniądza i przychód banku, zabezpieczenia to ochrona kapitału, a koszty i przychody każdej strony są zawsze przeciwstawne – to co dla jednej strony jest przychodem, dla drugiej najczęściej jest kosztem.