W produkcji wina kluczowa jest fermentacja alkoholowa, bo to właśnie w jej trakcie drożdże przekształcają cukry zawarte w moszczu winogronowym w etanol i dwutlenek węgla. Bez tego procesu mielibyśmy po prostu słodki sok z winogron, a nie wino. Fermentacja alkoholowa zachodzi najczęściej z udziałem drożdży z rodzaju Saccharomyces (np. Saccharomyces cerevisiae), które są standardem w profesjonalnych winiarniach, bo dają przewidywalne efekty i stabilną jakość produktu. Z mojego doświadczenia, w technologii produkcji napojów fermentowanych najważniejsze jest właśnie panowanie nad fermentacją: kontrola temperatury, czasu trwania, zawartości cukru i kondycji drożdży. Przy zbyt wysokiej temperaturze drożdże mogą produkować niepożądane produkty uboczne, a przy zbyt niskiej fermentacja „zamiera” i wino może zostać zbyt słodkie. W praktyce winiarskiej stosuje się też tzw. fermentację w miazdze, gdzie skórki winogron pozostają w kontakcie z moszczem, co ma znaczenie szczególnie przy winach czerwonych – wtedy fermentacja alkoholowa odpowiada nie tylko za powstanie alkoholu, ale też za ekstrakcję barwników i tanin. Dobre praktyki branżowe mówią o używaniu czystych, wyselekcjonowanych kultur drożdży, dezynfekcji sprzętu, napowietrzeniu moszczu na starcie fermentacji oraz kontroli zawartości cukru za pomocą cukromierza. W winiarstwie domowym wygląda to podobnie, tylko na mniejszą skalę: dodaje się drożdże winiarskie, pożywkę, kontroluje temperaturę w pomieszczeniu i obserwuje intensywność burzliwej fermentacji. Moim zdaniem zrozumienie, że wino to efekt kontrolowanej fermentacji alkoholowej, jest absolutną podstawą technologii produkcji napojów alkoholowych i przydaje się też przy piwie czy cydrze.
W produkcji wina łatwo się pomylić, bo w różnych gałęziach przetwórstwa spożywczego wykorzystuje się kilka typów fermentacji i wszystkie mają podobnie brzmiące nazwy. W winie kluczowa jest fermentacja alkoholowa, natomiast fermentacja octowa występuje głównie przy produkcji octu. Tam bakterie kwasu octowego, przy dostępie tlenu, utleniają alkohol etylowy do kwasu octowego. Jeżeli w winie zacznie dominować ten proces, to z napoju szlachetnego powstaje po prostu ocet winny – w technologii winiarskiej uważa się to za poważną wadę i wynik złego przechowywania, zbyt wysokiej temperatury czy kontaktu z powietrzem. To jest dobry przykład, jak brak kontroli nad procesem biologicznym może zniszczyć gotowy produkt. Fermentacja masłowa kojarzy się z kolei z procesami gnilnymi i aktywnością bakterii beztlenowych, które rozkładają węglowodany i białka do kwasu masłowego i innych związków o bardzo nieprzyjemnym zapachu. W przetwórstwie spożywczym traktuje się ją raczej jako zjawisko niepożądane, typowe np. dla zepsutych kiszonek, zanieczyszczonego mleka czy źle przechowywanych surowców. W winie taki proces byłby uznany za poważną wadę technologiczną i świadczyłby o rażącym naruszeniu zasad higieny i warunków przechowywania. Fermentacja mlekowa jest jak najbardziej użyteczna, ale w zupełnie innych produktach: jogurty, kefiry, maślanki, kiszona kapusta, ogórki kiszone. Bakterie kwasu mlekowego przekształcają cukry w kwas mlekowy, obniżając pH i poprawiając trwałość produktu. W winie też może zachodzić tzw. fermentacja jabłkowo-mlekowa (malolaktyczna), ale jest to proces wtórny, który łagodzi kwasowość i zaokrągla smak, nie zastępuje jednak fermentacji alkoholowej. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro w wielu produktach spożywczych „coś fermentuje”, to łatwo przypisać złą nazwę do złego produktu. W technologii jednak każda fermentacja ma swoje konkretne miejsce: wino – fermentacja alkoholowa, przetwory mleczne i kiszonki – mlekowa, ocet – octowa. Dlatego przy winie jedyną poprawną odpowiedzią jest fermentacja alkoholowa, a pozostałe procesy traktuje się jako osobne technologie lub wręcz jako wady i zanieczyszczenia.