Prawidłowo – wywar gorzelniczy jest w praktyce traktowany głównie jako pasza dla zwierząt, najczęściej bydła. Wynika to z jego składu: zawiera sporo białka, włókna, resztki węglowodanów niesfermentowanych oraz składniki mineralne. W technologii gorzelniczej mówi się, że jest to typowy produkt uboczny o charakterze paszowym, a nie odpad w sensie komunalnym. W dobrze prowadzonej gorzelni planuje się zagospodarowanie wywaru już na etapie projektu technologicznego – właśnie pod kątem żywienia zwierząt lub dalszego przetwarzania na suszone wysłodki czy DDGS (dried distillers grains with solubles). W gospodarstwach rolnych współpracujących z gorzelniami wywar jest często wywożony bezpośrednio na fermy i zadawany jako komponent dawki pokarmowej w żywieniu bydła opasowego czy krów mlecznych, oczywiście po odpowiednim zbilansowaniu racji pokarmowej przez zootechnika. Moim zdaniem to dobry przykład tzw. gospodarki obiegu zamkniętego w agrobiznesie: surowiec rolniczy (np. zboże, ziemniaki) trafia do gorzelni, powstaje spirytus jako produkt główny, a resztki pofermentacyjne wracają do gospodarstwa jako wartościowa pasza. Ogranicza to koszty utylizacji, zmniejsza obciążenie środowiska i jednocześnie obniża koszty żywienia zwierząt. W praktyce trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach: wywar jest produktem nietrwałym, łatwo się psuje, więc trzeba go szybko zużyć lub zakonserwować; jego udział w dawce nie może być zbyt duży, żeby nie zaburzyć pracy żwacza; no i konieczne jest spełnienie wymagań weterynaryjnych i paszowych, czyli brak zanieczyszczeń, kontrola jakości, zgodność z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa pasz. W literaturze i normach żywieniowych wywar gorzelniczy jest klasyfikowany właśnie jako pasza lub komponent paszowy, a nie jako nawóz czy odpad komunalny.
W przypadku wywaru gorzelniczego łatwo o błędne skojarzenia, bo z zewnątrz wygląda jak kłopotliwy odpad płynny, którego trzeba się po prostu pozbyć. Stąd częste myślenie, że będzie to typowy odpad komunalny lub coś w rodzaju ścieku. Tymczasem w technologii produkcji alkoholu etylowego wywar jest produktem ubocznym o jasno określonym potencjale paszowym. Traktowanie go jako zwykłego odpadu komunalnego byłoby w praktyce marnotrawstwem surowca i niezgodne z zasadami nowoczesnej gospodarki odpadami w przemyśle rolno‑spożywczym. Odpady komunalne to głównie śmieci pochodzące z gospodarstw domowych i podobnych źródeł, a nie wysokobiałkowy produkt poprodukcyjny o konkretnym zastosowaniu. Czasem pojawia się też intuicyjny pomysł, że skoro wywar pochodzi z surowców rolniczych i zawiera składniki mineralne, to idealnie nada się jako nawóz ogrodniczy. Owszem, w pewnych technologiach część wywaru może być kierowana do nawożenia pól, ale wymaga to ścisłej kontroli dawek, warunków glebowych i przepisów środowiskowych. Rozlewanie go „jak leci” w ogrodzie mogłoby prowadzić do zanieczyszczenia wód gruntowych, przykrego zapachu, a nawet zasolenia gleby. Z mojego doświadczenia to bardziej awaryjny sposób zagospodarowania niż standardowa praktyka. Kolejne nieporozumienie dotyczy traktowania wywaru jako dodatku do żywności dla ludzi. Tu wchodzą w grę bardzo restrykcyjne normy bezpieczeństwa żywności, czystości mikrobiologicznej, składu chemicznego i obecności zanieczyszczeń. Wywar gorzelniczy nie spełnia tych wymagań i nie jest projektowany jako surowiec spożywczy, tylko paszowy. W procesie fermentacji i destylacji priorytetem jest spirytus, a nie parametry sensoryczne czy zdrowotne produktu ubocznego dla człowieka. Typowy błąd myślowy polega na prostym przenoszeniu kategorii: „coś z rolnictwa = dobre do jedzenia” albo „produkt uboczny = odpad do wyrzucenia”. W profesjonalnym podejściu do technologii produkcji patrzy się na skład chemiczny, wartość pokarmową, możliwości konserwacji i zgodność z prawem paszowym. I właśnie z tych powodów standardem branżowym jest wykorzystanie wywaru gorzelniczego przede wszystkim jako paszy dla zwierząt, a nie jako odpad komunalny, nawóz ogrodniczy czy dodatek do żywności.