Poprawnie wskazany obowiązek dotyczy budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolnego. Wynika to z przepisów o obowiązkowych ubezpieczeniach rolniczych, gdzie wyraźnie rozróżnia się ubezpieczenie OC rolnika oraz ubezpieczenie budynków rolniczych od ognia i innych zdarzeń losowych. Ustawodawca uznał, że budynki to kluczowy składnik majątku gospodarstwa – ich zniszczenie przez pożar, huragan, grad, eksplozję czy inne zdarzenie losowe może praktycznie unieruchomić całą produkcję. Dlatego właśnie wprowadzono obowiązek, a nie tylko dobrowolną możliwość. W praktyce chodzi o wszystkie budynki trwale związane z gruntem, służące prowadzeniu działalności rolniczej: obory, stodoły, magazyny, garaże na maszyny, budynki inwentarskie, a także budynek mieszkalny rolnika, jeśli jest częścią gospodarstwa rolnego w rozumieniu ustawy. Ubezpieczenie obejmuje zazwyczaj szkody spowodowane przez ogień, uderzenie pioruna, wybuch, upadek statku powietrznego, huragan, powódź, grad, obsunięcie się ziemi i inne typowe ryzyka katastroficzne. Z mojego doświadczenia wynika, że dobra praktyka to nie tylko wykupienie minimalnej, obowiązkowej polisy, ale też regularna aktualizacja sum ubezpieczenia, tak żeby odpowiadała realnej wartości odtworzeniowej budynków po wzroście cen materiałów i robocizny. Rolnicy często o tym zapominają i potem przy szkodzie dostają odszkodowanie niewystarczające do odbudowy. Warto też dokładnie czytać ogólne warunki ubezpieczenia, sprawdzić wyłączenia odpowiedzialności i ewentualnie rozszerzyć zakres o ryzyka dodatkowe, jeśli są istotne dla danego gospodarstwa, np. szkody wodociągowe czy przepięcia instalacji elektrycznej. Takie podejście jest zgodne z profesjonalnym zarządzaniem ryzykiem w agrobiznesie i z zaleceniami doradców ubezpieczeniowych.
W tym zagadnieniu kluczowe jest rozróżnienie między tym, co w gospodarstwie rolnym można ubezpieczyć dobrowolnie, a tym, co zgodnie z prawem trzeba ubezpieczyć obowiązkowo. W polskim systemie prawnym, w ramach tzw. obowiązkowych ubezpieczeń rolniczych, ustawodawca wskazał wyraźnie, że obowiązek dotyczy budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolnego, a nie maszyn, inwentarza czy płodów rolnych. Maszyny i urządzenia rolnicze, takie jak ciągniki, kombajny, opryskiwacze, mogą być oczywiście objęte ochroną ubezpieczeniową, ale jest to forma ubezpieczenia dobrowolnego (poza obowiązkowym OC pojazdów mechanicznych). Ich ubezpieczenie od ognia i innych zdarzeń losowych to raczej element szerszej polisy majątkowej, a nie wymóg ustawowy. Podobnie inwentarz żywy – bydło, trzoda, drób czy konie – może być ubezpieczany w ramach specjalistycznych ubezpieczeń zwierząt gospodarskich. Firmy ubezpieczeniowe oferują ochronę od padnięcia, uboju z konieczności, wypadków losowych, a czasem chorób, ale prawo nie nakłada na rolnika obowiązku zawierania takiej umowy. To raczej kwestia oceny ryzyka i opłacalności składki w stosunku do potencjalnej szkody. Zmagazynowane płody rolne, czyli zboże, rzepak, kukurydza, ziemniaki czy pasze, również mogą być objęte dobrowolnym ubezpieczeniem, często w pakiecie z budynkami i wyposażeniem. Typowy błąd myślowy polega na założeniu, że skoro coś jest dla gospodarstwa bardzo cenne, to musi być z automatu objęte obowiązkowym ubezpieczeniem. Tymczasem przepisy są dość precyzyjne: obowiązek obejmuje OC rolnika i właśnie budynki gospodarstwa rolnego od ognia i innych zdarzeń losowych. Reszta to kwestia świadomego zarządzania ryzykiem, negocjacji z ubezpieczycielem i decyzji ekonomicznej. Moim zdaniem warto pamiętać, że brak obowiązku nie oznacza, że nie warto się ubezpieczyć – ale na egzaminie liczy się to, co rzeczywiście wynika z ustawy, a nie co wydaje się logiczne czy „zdroworozsądkowe”.