Prawidłowo wskazana metoda to spis z natury, bo opis w pytaniu dokładnie odpowiada definicji tej formy inwentaryzacji. Spis z natury polega na fizycznym przeliczeniu, zważeniu lub zmierzeniu wszystkich składników majątku znajdujących się w określonym miejscu, a następnie wpisaniu wyników do arkusza spisowego lub innego formularza inwentaryzacyjnego. W sklepie osiedlowym będą to przede wszystkim towary na półkach, w magazynku, czasem też opakowania zwrotne czy materiały pomocnicze. Kluczowe jest to, że komisja inwentaryzacyjna patrzy na realny, faktyczny stan zapasów, a nie na dokumenty. Najpierw liczy, potem dopiero porównuje to z zapisami w systemie lub w kartotekach magazynowych. W praktyce handlowej spis z natury jest podstawową i wymaganą przez przepisy metodą inwentaryzacji zapasów rzeczowych. Wymaga się przy tym, żeby spis był rzetelny, prowadzony przez co najmniej dwie osoby, z podpisami komisji i osoby materialnie odpowiedzialnej za towar. Dobre praktyki mówią też, żeby na czas spisu z natury wstrzymać sprzedaż i przyjęcia towaru, żeby nie było zamieszania i różnic między stanem faktycznym a ewidencyjnym. Moim zdaniem warto zapamiętać, że wszędzie tam, gdzie „coś można policzyć, zważyć, zmierzyć” – to mówimy właśnie o spisie z natury: czy to w sklepie spożywczym, hurtowni, czy nawet w gospodarstwie rolnym przy inwentaryzacji płodów rolnych lub pasz. Ta metoda jest najbardziej „namacalna” i dlatego w praktyce logistyki i magazynowania stosuje się ją bardzo często jako podstawę kontroli stanów.
W opisanej sytuacji mamy klasyczny przykład inwentaryzacji metodą spisu z natury, czyli fizycznego przeliczenia towarów. Pozostałe określenia kuszą, bo brzmią fachowo, ale nie odpowiadają temu, co realnie robi komisja inwentaryzacyjna w sklepie. Pojęcie eliminacji kojarzy się raczej z usuwaniem czegoś, selekcją, czasem z metodami statystycznymi, gdzie odrzuca się skrajne wartości. W inwentaryzacji magazynowej i sklepowej nie używa się nazwy „metoda eliminacji” jako oficjalnej metody ustalania stanu zapasów. Gdyby ktoś tak powiedział w dokumentacji, to od razu byłoby widać, że to nie jest język zgodny ze standardami rachunkowości i logistyki. Weryfikacja odnosi się do sprawdzania, kontrolowania, porównywania danych, ale jest to etap pomocniczy, a nie samodzielna metoda inwentaryzacji. Po spisie z natury faktycznie następuje weryfikacja: porównuje się stan faktyczny ze stanem ewidencyjnym, bada się różnice inwentaryzacyjne, analizuje przyczyny niedoborów i nadwyżek. Jednak samo „przeliczenie i spisanie towarów na formularzu” to nie jest weryfikacja, tylko właśnie spis z natury, który dopiero później podlega weryfikacji. Określenie metoda porównawcza też może wprowadzać w błąd. W inwentaryzacji porównuje się dane z różnych źródeł, ale termin ten tradycyjnie odnosi się do innych składników majątku, np. środków pieniężnych na rachunkach bankowych, gdzie stan ustala się na podstawie potwierdzeń z banku, a nie przez liczenie „z natury”. Typowy błąd myślowy polega na tym, że zdający skupia się na samym porównywaniu lub kontrolowaniu, zamiast na podstawowej czynności: fizycznym liczeniu towaru. Standardy rachunkowości i dobre praktyki magazynowe wyraźnie rozróżniają metody inwentaryzacji: dla zapasów rzeczowych – spis z natury, dla środków na rachunkach – potwierdzenia sald, a dla części pozycji – właśnie procedury porównawcze oparte na dokumentach. W pytaniu mamy wyraźny opis liczenia „na miejscu”, więc jedynym poprawnym skojarzeniem powinna być metoda spisu z natury.