Prawidłowo wskazana technika to zarządzanie przez wyjątki. Jest to klasyczna metoda zarządzania, opisana w większości podręczników organizacji i zarządzania, która polega na tym, że kierownictwo koncentruje się tylko na odchyleniach od norm, standardów i planów, a nie na każdym drobnym szczególe. Innymi słowy: ustala się granice tolerancji (np. koszt, termin, jakość, wydajność), a dopóki wyniki mieszczą się w tych granicach – sprawy załatwiają samodzielnie pracownicy niższych szczebli. Do przełożonego trafiają tylko sytuacje wyjątkowe, czyli poważniejsze problemy, przekroczenia norm, konflikty, zdarzenia kryzysowe. Dzięki temu kierownik oszczędza czas i ma przestrzeń na decyzje strategiczne, planowanie rozwoju, analizę ryzyka czy innowacje, zamiast gaszenia każdej drobnej „iskierki”. W praktyce wygląda to np. tak, że kierownik produkcji ustala dopuszczalny poziom braków na linii (np. do 2%). Jeśli braki są poniżej tego progu, brygadzista sam decyduje, jak zareagować. Kierownik włącza się dopiero wtedy, gdy wskaźnik przekroczy ustalony limit, bo to już jest „wyjątek”, który może świadczyć o poważniejszym problemie technologicznym, organizacyjnym albo kadrowym. Podobnie w zarządzaniu kosztami: ustala się budżet i dopuszczalne odchylenia procentowe. Gdy koszty mieszczą się w widełkach – decyzje operacyjne są delegowane, gdy je przekraczają – sprawa idzie wyżej. Moim zdaniem ta technika jest szczególnie przydatna w większych firmach, gdzie bez niej kierownicy utonęliby w setkach drobnych spraw. Jest też spójna z dobrą praktyką delegowania uprawnień: pracownicy dostają odpowiedzialność za „normalne” sytuacje, a kierownictwo zajmuje się tym, co faktycznie wymaga jego kompetencji. Dobrze wdrożone zarządzanie przez wyjątki łączy kontrolę z samodzielnością i pozwala bardzo wyraźnie oddzielić sprawy strategiczne od drugorzędnych drobiazgów.
W tym pytaniu łatwo się pomylić, bo wszystkie podane hasła są znanymi koncepcjami zarządzania, ale tylko jedna z nich dokładnie pasuje do opisu: oszczędzanie czasu kierowników, odciążanie przełożonych od mniej istotnych problemów, granice tolerancji, koncentracja na kwestiach strategicznych i wzmacnianie samodzielności niższych szczebli. Tym właśnie w klasycznej teorii zarządzania nazywamy zarządzanie przez wyjątki. Inne podejścia brzmią podobnie, ale działają inaczej. Zarządzanie przez zadania kojarzy się z przydzielaniem konkretnych zadań pracownikom, planowaniem, kto co ma zrobić, w jakim czasie i z jakim zasobem. To ważna metoda organizowania pracy, ale jej główny cel to uporządkowanie realizacji działań, a nie filtrowanie spraw istotnych od drugorzędnych. W zarządzaniu przez zadania kierownik często nadal mocno „siedzi” w szczegółach, kontroluje wykonanie poszczególnych czynności, a nie tylko reaguje na odchylenia od norm. To bardziej kwestia planowania operacyjnego niż selekcji wyjątków. Zarządzanie przez innowacje natomiast koncentruje się na wprowadzaniu nowych rozwiązań, produktów, technologii czy sposobów działania. Jest to podejście nastawione na rozwój i zmianę, ale nie służy automatycznie do oszczędzania czasu menedżera dzięki granicom tolerancji. Oczywiście, innowacje mogą usprawniać procesy i pośrednio odciążać kierowników, jednak sama idea zarządzania przez innowacje nie polega na tym, że przełożony reaguje tylko na odchylenia od norm. Tu chodzi raczej o kulturę kreatywności i eksperymentowania. Z kolei zarządzanie przez określanie celów (często nazywane MBO – Management by Objectives) polega na ustalaniu mierzalnych celów dla pracowników i zespołów, a potem ocenie wyników względem tych celów. To bardzo popularna i sensowna metoda, wspierająca motywację i odpowiedzialność. Jednak jej sedno to wyznaczanie i rozliczanie celów, a nie selekcja informacji dochodzących do kierownika na zasadzie „tylko wyjątki”. Typowym błędem jest mylenie MBO z zarządzaniem przez wyjątki, bo w obu przypadkach pojawiają się wskaźniki i wyniki, ale w zarządzaniu przez wyjątki kluczowe są progi tolerancji i skupienie się jedynie na odchyleniach. Z mojego doświadczenia wynika, że uczniowie często utożsamiają każde „nowocześnie brzmiące” hasło z dobrą odpowiedzią. Warto jednak przy takich pytaniach wrócić do definicji: jeśli w opisie pojawiają się słowa „granice tolerancji”, „wyjątkowe sytuacje”, „oddzielanie spraw ważnych od drobnych”, to praktycznie zawsze chodzi o zarządzanie przez wyjątki, a nie o zadania, innowacje czy cele.