Poprawnie wskazany „zysk z lat ubiegłych” to klasyczny przykład własnego źródła finansowania przedsiębiorstwa. Chodzi o zysk zatrzymany, czyli taką część wypracowanego wyniku finansowego netto, która nie została wypłacona właścicielom w formie dywidendy ani przeznaczona na inne cele konsumpcyjne, tylko pozostaje w firmie. W rachunkowości widać to w pasywach bilansu jako kapitał własny – głównie kapitał zapasowy, rezerwowy albo zyski zatrzymane. Moim zdaniem to jedno z najzdrowszych źródeł finansowania, bo firma nie zwiększa zadłużenia, nie płaci odsetek, nie musi spełniać warunków banku. W praktyce wygląda to tak: gospodarstwo rolne czy mała przetwórnia zamiast „wyciągać” cały zysk dla właściciela, część zostawia na koncie firmowym i finansuje z tego zakup nowej maszyny, remont chłodni, modernizację linii produkcyjnej. Z punktu widzenia standardów finansowych to typowe finansowanie wewnętrzne, polecane w podręcznikach rachunkowości i w zaleceniach doradców finansowych, szczególnie przy inwestycjach o mniejszym ryzyku i wtedy, gdy firma ma jeszcze słabą zdolność kredytową. Dobre praktyki mówią, żeby nie opierać się wyłącznie na kredycie bankowym, tylko budować własny kapitał, bo poprawia to wskaźniki zadłużenia, wiarygodność wobec banków i kontrahentów. Z mojego doświadczenia wynika, że firmy, które konsekwentnie reinwestują zyski z lat ubiegłych, są bardziej odporne na kryzysy cenowe, wahania kursów i nagłe spadki sprzedaży. Mają po prostu większy bufor bezpieczeństwa finansowego. Dlatego zysk z lat ubiegłych w teorii i praktyce finansów przedsiębiorstw jednoznacznie zalicza się do własnych źródeł finansowania, w przeciwieństwie do wszelkich kredytów i pożyczek, które są obcym kapitałem.
W tym pytaniu kluczowe jest rozróżnienie między kapitałem własnym a obcym. Wiele osób odruchowo zaznacza różne formy kredytu, bo kojarzą finansowanie firmy głównie z wizytą w banku albo negocjacją terminów płatności z dostawcą. To jest dość typowy błąd myślowy: utożsamianie „źródła pieniędzy” z „źródłem finansowania własnego”. Tymczasem w rachunkowości i finansach przedsiębiorstw obowiązuje dość jednoznaczna zasada – wszystko, co trzeba komuś oddać, jest kapitałem obcym, czyli właśnie finansowaniem zewnętrznym. Kredyt kupiecki, chociaż bardzo popularny w praktyce (np. dostawca nawozów czy pasz daje termin płatności 30 albo 60 dni), to wciąż zobowiązanie wobec kontrahenta. Firma korzysta z cudzych środków – to dostawca finansuje przez chwilę naszą działalność, więc jest to typowa forma finansowania obcego, krótkoterminowego. Podobnie kredyt hipoteczny: niezależnie od tego, czy zabezpieczeniem jest ziemia, budynki inwentarskie czy magazyn, zawsze mamy do czynienia z długiem wobec banku. W bilansie trafia to do zobowiązań długoterminowych, a nie do kapitału własnego. Pożyczka bankowa działa na tej samej zasadzie – jest to klasyczny kapitał obcy, wymagający spłaty kapitału i odsetek, często z dodatkowymi prowizjami i zabezpieczeniami. Dobre praktyki w finansach mówią jasno: własne źródła finansowania to przede wszystkim kapitał wniesiony przez właścicieli (udziały, wkłady, kapitał podstawowy) oraz zyski zatrzymane, czyli zysk z lat ubiegłych pozostawiony w firmie. Wszystkie kredyty, pożyczki, linie kredytowe, a nawet odroczone płatności wobec dostawców, zalicza się do finansowania obcego. W praktyce agrobiznesu łatwo się pomylić, bo rolnik czy przedsiębiorca „ma pieniądze do dyspozycji” i ma wrażenie, że to jego środki. Jednak z perspektywy bilansu są to cudze pieniądze, użyczone na określony czas i na określonych warunkach. Dlatego żadna forma kredytu ani pożyczki nie może być uznana za własne źródło finansowania przedsiębiorstwa.