Poprawnie wskazane Narzędzie 2 to klasyczne szczypce do zaciskania końcówek kablowych, czyli typowe narzędzie do wykonywania połączeń zaciskanych. Charakterystyczne są gniazda o różnych średnicach, dopasowane do przekroju przewodu i typu tulejki, konektora lub końcówki oczkowej. W odróżnieniu od ściągaczy izolacji czy narzędzi do złącz RJ, tutaj kształt szczęk jest tak dobrany, żeby podczas zacisku równomiernie odkształcić metalową tuleję i docisnąć ją do żyły przewodu. Dzięki temu połączenie ma małą rezystancję przejścia, jest mechanicznie mocne i spełnia wymagania norm branżowych, np. IPC/WHMA-A-620 albo wytycznych producentów wiązek kablowych stosowanych w lotnictwie. W praktyce takie szczypce stosuje się przy montażu końcówek oczkowych, widełkowych, wsuwanych, a także tulejek na przewody wielodrutowe. W awionice i instalacjach lotniczych crimping jest preferowany względem lutowania w wielu miejscach, bo lepiej znosi wibracje, zmiany temperatury i nie wprowadza dodatkowych naprężeń termicznych w przewodzie. Warunek jest jeden: używać właściwego narzędzia i odpowiednio dobranych końcówek, najlepiej tego samego producenta, oraz regularnie kontrolować stan szczęk zaciskających. Moim zdaniem warto wyrobić sobie nawyk, żeby do każdego typu złącza używać przeznaczonego dla niego zaciskacza, a nie "uniwersalnych kombinerek". Dobrze wykonany zacisk wygląda równomiernie zgnieciony, nie ma pęknięć tulejki, a przewód nie wysuwa się przy normalnym obciążeniu. W profesjonalnych warsztatach lotniczych dodatkowo wykonuje się czasem próby wyrywania (pull test), żeby potwierdzić jakość połączenia. To wszystko sprowadza się do jednego: bez właściwego narzędzia do zaciskania nie ma mowy o pewnym, powtarzalnym połączeniu elektrycznym.
Na zdjęciach widać kilka narzędzi, które na pierwszy rzut oka mogą wyglądać podobnie, ale ich przeznaczenie jest zupełnie inne. To jest typowy problem w warsztacie: ktoś bierze pierwsze lepsze kombinerki albo ściągacz izolacji i próbuje nim zacisnąć końcówkę, bo "jakoś tam trzyma". Od strony technicznej to niestety prowadzi do połączeń o podwyższonej rezystancji, słabej wytrzymałości mechanicznej i braku powtarzalności, co w instalacjach lotniczych jest po prostu niedopuszczalne. Narzędzia przypominające szczypce z wąskimi szczękami i regulacją zwykle są przeznaczone do ściągania izolacji z przewodów. Mają ostre krawędzie lub specjalne szczęki, które nacinają izolację, ale nie naruszają żyły. Jeśli takim narzędziem próbujemy zaciskać końcówkę, to deformacja tulejki jest przypadkowa, często punktowa, a siła nacisku nie jest kontrolowana. Efekt: przewód potrafi się wysunąć przy lekkim pociągnięciu, a styk elektryczny jest niestabilny, szczególnie przy drganiach. Z kolei narzędzia do złącz teleinformatycznych, np. RJ-45 czy RJ-11, mają zupełnie inny układ szczęk – są projektowane do wciskania styków w plastikową wtyczkę, a nie do formowania metalowej tulejki wokół przewodu. Użycie takiego zaciskacza do klasycznych końcówek kablowych kończy się zazwyczaj zgnieceniem w niewłaściwym miejscu, niedociśnięciem żyły lub uszkodzeniem izolacji. To jest typowy błąd: "prawie pasuje do ręki, więc będzie dobre". Prawidłowe połączenie zaciskane wymaga narzędzia z odpowiednio ukształtowanymi gniazdami dla konkretnego zakresu przekrojów przewodów oraz często z mechanizmem zapadkowym, który gwarantuje powtarzalną siłę zacisku. Tego nie zapewnią ani proste ściągacze izolacji, ani przypadkowe szczypce uniwersalne. W dokumentacji technicznej producentów osprzętu, a także w procedurach obsługowych stosowanych w lotnictwie, zawsze jest podane, jaki typ zaciskacza należy stosować do danego systemu złączy. Z mojego doświadczenia wynika, że największym błędem jest traktowanie wszystkich takich narzędzi jako "jednakowych cęgów" – wizualnie podobne, ale funkcjonalnie bardzo różne. Dlatego przy połączeniach zaciskanych wybór innego narzędzia niż specjalistyczne szczypce do crimpingu jest po prostu merytorycznie nieprawidłowy.