Zakres od A do B na charakterystyce i_pn = f(u_pn) to właśnie obszar przebicia lawinowego złącza p–n. Widzisz tam silnie zaporowe spolaryzowanie diody (napięcie u_pn ujemne, duża wartość bezwzględna), a mimo tego prąd gwałtownie rośnie. To nie jest już zwykły prąd wsteczny, tylko efekt lawinowy: nośniki mniejszościowe przyspieszone przez silne pole elektryczne w obszarze złącza zderzają się z atomami sieci krystalicznej i wybijają kolejne nośniki. Powstaje kaskada jonizacji – coś jak „śnieżna kula”, stąd nazwa przebicie lawinowe. W praktyce, jeśli dioda nie jest do tego przystosowana (jak dioda Zenera/TVS), taki stan jest niebezpieczny, bo moc strat P = U·I szybko rośnie, co prowadzi do przegrzania i uszkodzenia złącza. Dlatego w układach lotniczych, zgodnie z dobrymi praktykami projektowymi, zawsze pilnuje się, żeby napięcia wsteczne zwykłych diod prostowniczych i sygnałowych były dużo poniżej katalogowego napięcia przebicia. Natomiast w specjalnych elementach, jak diody Zenera czy diody zabezpieczające ESD/TVS, ten efekt jest świadomie wykorzystywany jako stabilizacja napięcia lub ochrona przed przepięciami. Wtedy zakres A–B jest normalnym obszarem pracy – dioda pracuje w przebiciu, ale w sposób kontrolowany, przy zachowaniu dopuszczalnej mocy strat i odpowiedniego chłodzenia. Z mojego doświadczenia warto zawsze patrzeć w datasheet na parametry VR, IZ, Ptot i charakterystyki I–U właśnie w tym rejonie, bo od tego zależy niezawodność całego układu elektronicznego, szczególnie w awionice, gdzie standardy niezawodności są bardzo wyśrubowane.
Na tej charakterystyce diody półprzewodnikowej każdy odcinek ma inne znaczenie fizyczne i pomylenie ich jest dość częstym, ale groźnym w praktyce uproszczeniem. W obszarze dodatnich napięć u_pn, czyli po prawej stronie punktu C (zero), odcinki C–D i D–E opisują polaryzację w kierunku przewodzenia. Najpierw, w pobliżu zera, prąd jest bardzo mały, złącze jest jeszcze praktycznie zamknięte, obserwujemy zjawisko przewodzenia w stanie podprogowym. Dalej, gdy napięcie rośnie powyżej napięcia progowego (około 0,6…0,7 V dla krzemowych), pojawia się typowy odcinek eksponencjalnego wzrostu prądu – to jest właśnie fragment D–E. Ten zakres jest wykorzystywany jako normalna praca diody prostowniczej, diody sygnałowej czy elementu zabezpieczającego przed odwrotną polaryzacją. Nie ma tu żadnego przebicia lawinowego, tylko zwykłe przewodzenie w kierunku przewodzenia złącza p–n. Z kolei odcinek B–C, czyli okolice niewielkich napięć ujemnych, odpowiada tzw. prądowi wstecznemu w stanie zaporowym. Jest on mały, praktycznie stały, zależny od temperatury i jakości technologii wykonania złącza. Wiele osób myli ten fragment z przebiciem, bo kojarzy zaporową polaryzację z „dużym napięciem wstecznym”. Tymczasem przebicie lawinowe pojawia się dopiero przy znacznie większych wartościach ujemnego napięcia, kiedy pole elektryczne w obszarze zubożonym staje się na tyle silne, że powoduje lawinową jonizację. Właśnie ten głęboko zaporowy obszar, oznaczony na wykresie między punktami A i B, jest faktycznym zakresem przebicia. Dobre praktyki projektowe w elektronice mówią wyraźnie: zwykłych diod nie wolno eksploatować w tym stanie, bo prowadzi to do przegrzania i uszkodzenia struktury. Jedynie specjalne diody Zenera/TVS są zaprojektowane tak, aby w kontrolowany sposób pracować w rejonie przebicia, przy ściśle określonym napięciu i ograniczonym prądzie. Błędne utożsamianie przebicia z odcinkami C–D, D–E czy B–C wynika zwykle z patrzenia tylko na kierunek prądu, a nie na kształt charakterystyki oraz zakres napięć, co w praktyce układowej może skutkować groźnym niedoszacowaniem wymagań izolacyjnych i zabezpieczeń.