Wybór woltomierza jako wskaźnika temperatury gazów za turbiną ma bardzo konkretne, techniczne uzasadnienie. W praktycznych układach pomiaru EGT (Exhaust Gas Temperature) w silnikach odrzutowych stosuje się czujniki termoelektryczne, najczęściej termopary typu chromel–alumel lub podobne. Taka termopara nie daje „od razu” temperatury, tylko generuje niewielkie napięcie elektryczne, zależne od różnicy temperatur między złączem pomiarowym a odniesienia. To napięcie jest rzędu miliwoltów, ale jest ściśle powiązane z temperaturą zgodnie z charakterystyką producenta i odpowiednimi normami (np. IEC dla termopar). Dlatego wskaźnik w kabinie pilota jest w istocie woltomierzem lub przetwornikiem napięcie–odchylenie wskazówki, wyskalowanym już nie w woltach, tylko bezpośrednio w stopniach Celsjusza lub czasem w stopniach Fahrenheita. Moim zdaniem to jest dobry przykład, jak w lotnictwie praktycznie wykorzystuje się czujniki elektryczne: pilot nie musi znać napięcia, interesuje go temperatura, więc skala przyrządu jest „przekodowana”. W nowocześniejszych systemach EICAS/ECAM sygnał z termopary idzie najpierw do przetwornika A/C, a potem jest cyfrowo przeliczany i wyświetlany na ekranie, ale zasada pozostaje ta sama – podstawą jest pomiar napięcia. Dobre praktyki mówią też o kompensacji temperatury zimnego złącza termopary i kalibracji wskaźnika, żeby wskazania EGT były powtarzalne i zgodne z dokumentacją silnika. W serwisie technicznym sprawdza się poprawność działania całego toru: od termopary, przez przewody, aż po woltomierz-wskaźnik, właśnie w oparciu o znane wartości napięcia odniesienia. Dlatego to właśnie woltomierz, a nie inny przyrząd, nadaje się do wyskalowania w jednostkach temperatury i stosowania jako wskaźnik EGT.
W tym zadaniu kluczowe jest zrozumienie, jaka wielkość fizyczna jest w praktyce mierzona w typowym układzie pomiaru temperatury gazów za turbiną silnika odrzutowego. Czujnik temperatury EGT to najczęściej termopara, czyli element, który nie mierzy mocy, prądu ani rezystancji, tylko generuje napięcie termoelektryczne zależne od temperatury. To napięcie ma określoną charakterystykę i dopiero na jego podstawie można wyznaczyć temperaturę. Typowym błędem myślowym jest utożsamianie każdego przyrządu elektrycznego z możliwością „jakiegoś” pomiaru temperatury. Watomierz kojarzy się z mocą, więc ktoś może pomyśleć, że skoro w silniku zachodzą ogromne procesy energetyczne, to może pomiar mocy elektrycznej będzie powiązany z temperaturą. W praktyce watomierz mierzy moc czynną w obwodach elektrycznych, zwykle jako iloczyn napięcia, prądu i cos φ, i nie ma bezpośredniego przełożenia na temperaturę gazów za turbiną. To zupełnie inna aplikacja. Podobnie omomierz – owszem, istnieją czujniki temperatury oparte na zmianie rezystancji (termistory, czujniki platynowe PT100/PT1000), ale w klasycznym pomiarze EGT w lotnictwie turbinowym stosuje się właśnie termopary, a nie rezystancyjne czujniki temperatury. Omomierz mógłby mieć sens w układzie z termistorem, ale nie w typowym układzie EGT. Amperomierz natomiast mierzy natężenie prądu. Da się oczywiście zbudować układ, w którym prąd jest proporcjonalny do temperatury (np. przez odpowiedni wzmacniacz i przetwornik), ale w praktyce lotniczej wskaźniki temperatury z termopar są realizowane na bazie pomiaru napięcia, a nie prądu. Właśnie dlatego jedynym logicznym przyrządem, który da się bezpośrednio wyskalować w stopniach temperatury w takim systemie, jest woltomierz. Pozostałe przyrządy mierzą inne wielkości i wymagałyby dodatkowych, niepotrzebnie skomplikowanych przetworników, co jest sprzeczne z dobrymi praktykami projektowania niezawodnych systemów pomiarowych w lotnictwie.