Lotniczy system TCAS (Traffic Collision Avoidance System) jest dokładnie po to, żeby ostrzegać załogę przed możliwością kolizji w powietrzu z innym statkiem powietrznym. Ten system nie „patrzy” na ziemię ani na przeszkody terenowe, tylko na inne transpondery w okolicy. Odbiera sygnały z transponderów Mode C/S z sąsiednich samolotów, oblicza ich względną wysokość, kurs, prędkość zbliżania i na tej podstawie przewiduje, czy może dojść do zbliżenia poniżej dopuszczalnego separacji. Gdy sytuacja robi się podejrzana, TCAS generuje najpierw Traffic Advisory (TA) – ostrzeżenie typu „Traffic, traffic”, a gdy margines bezpieczeństwa jest poważnie naruszony – Resolution Advisory (RA), czyli konkretne polecenia manewru pionowego, np. „Climb, climb” albo „Descend, descend now”. Zgodnie z dobrymi praktykami i przepisami (np. EASA, ICAO) załoga ma obowiązek priorytetowo wykonać RA, nawet jeśli jest sprzeczny z poleceniem ATC, bo system ma najlepsze dane o natychmiastowym zagrożeniu kolizją. W praktyce technik awioniki powinien kojarzyć, że TCAS współpracuje z transponderem, radiowysokościomierzem, systemem nawigacyjnym i wyświetlaczami kokpitowymi (np. ND w EFIS). Moim zdaniem warto zapamiętać prostą zasadę: GPWS/EGPWS „pilnuje” ziemi, a TCAS „pilnuje” innych samolotów. Dzięki temu łatwo skojarzyć, że poprawna odpowiedź dotyczy właśnie możliwości kolizji w powietrzu z innym samolotem, a nie jakichś zjawisk pogodowych czy ukształtowania terenu. W normalnej eksploatacji prawidłowo działający TCAS jest jednym z kluczowych elementów barier bezpieczeństwa w ruchu lotniczym, zwłaszcza w gęstym ruchu w TMA i na trasach o dużym natężeniu.
TCAS bardzo często myli się z innymi systemami ostrzegawczymi, bo w kokpicie jest sporo różnych „alarmów” i łatwo to wrzucić do jednego worka. Warto to sobie uporządkować. TCAS w ogóle nie zajmuje się ziemią ani pogodą, tylko ruchem innych statków powietrznych wyposażonych w transponder. Reaguje na potencjalne naruszenie separacji w powietrzu, analizując dane wysokościowe i prędkość zbliżania. Jeśli ktoś kojarzy TCAS z ostrzeganiem o zbyt szybkim zbliżaniu się do ziemi, to miesza go z systemem GPWS/EGPWS (Ground Proximity Warning System / Enhanced GPWS). To właśnie GPWS monitoruje wysokość nad terenem, konfigurację samolotu (klapy, podwozie), profil zniżania i generuje komunikaty typu „Terrain, terrain” czy „Pull up”. W uproszczeniu: GPWS – ziemia, TCAS – inne samoloty. Kolejne typowe skojarzenie to wyładowania atmosferyczne. Za wykrywanie burz i komórek konwekcyjnych odpowiada radar pogodowy (weather radar), a nie TCAS. Radar pogodowy bada odbicia energii elektromagnetycznej od chmur i opadów, pokazując obszary silnych opadów i turbulencji związanych z konwekcją. TCAS nie „widzi” chmur, deszczu ani piorunów, on „widzi” wyłącznie inne transpondery. Podobnie z uskokami wiatru – tu w grę wchodzą systemy ostrzegania przed windshearem, które analizują dane z radaru pogodowego, systemów inercyjnych, czujników ciśnienia i prędkości. One generują komunikaty typu „Windshear, go around”. TCAS nie analizuje profilu wiatru, tylko geometrię ruchu innych statków powietrznych. Z mojego doświadczenia typowy błąd myślowy polega na tym, że jak coś „krzyczy” w kokpicie, to wydaje się, że to jeden uniwersalny system bezpieczeństwa. W rzeczywistości każdy z tych systemów ma bardzo wąsko zdefiniowane zadanie. Dobra praktyka w lotnictwie – zarówno dla pilotów, jak i techników awioniki – to dokładnie wiedzieć, który system odpowiada za jakie zagrożenie: TCAS za kolizje w powietrzu, GPWS/EGPWS za zderzenie z terenem, radar pogodowy za burze, a systemy windshear za niebezpieczne zmiany wiatru. Ta precyzja w rozróżnianiu przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo i poprawną obsługę statku powietrznego.