Na zdjęciu widać świecę zapłonową/plug zapłonowy stosowany w silniku turbinowym, czyli element układu zapłonowego silnika turbinowego. Charakterystyczne są gwinty do wkręcenia w komorę spalania lub „igniter boss”, masywna metalowa obudowa oraz wydłużona końcówka robocza, która wchodzi do wnętrza komory. W typowych lotniczych silnikach turbinowych stosuje się tzw. ignitery wysokiego napięcia, zasilane z jednostki zapłonowej (ignition exciter), która generuje impulsy o bardzo wysokim napięciu i stosunkowo małej energii. Zadaniem takiej świecy jest wytworzenie iskry o odpowiedniej energii w strudze paliwowo-powietrznej w komorze spalania, tak żeby mieszanka zapaliła się pewnie przy rozruchu, a czasem także przy ponownym zapłonie w locie (re-light). Moim zdaniem warto kojarzyć, że w silnikach turbinowych zapłon nie pracuje cały czas jak w silniku tłokowym. Układ zapłonowy jest włączany głównie podczas uruchamiania silnika, przy krytycznych fazach lotu (np. start w silnym deszczu, turbulencjach, przy oblodzeniu) lub gdy wymagają tego procedury. W normalnej pracy płomień podtrzymuje się sam dzięki ciągłemu dopływowi paliwa i odpowiedniemu przepływowi powietrza. Świece zapłonowe tego typu są projektowane zgodnie z wymaganiami norm (np. DO-160 dla odporności środowiskowej, specyfikacjami producenta silnika), muszą być odporne na wysoką temperaturę, drgania, wibracje oraz zanieczyszczenia. W praktyce obsługowej zwraca się uwagę na stan końcówki, ślady przegrzania, nadpaleń, pęknięcia izolatora, a także na prawidłowy moment dokręcenia podczas montażu, żeby uniknąć nieszczelności komory spalania. W układach FADEC poprawna współpraca świec z exciterem jest kluczowa dla niezawodnego startu silnika – to taki mały element, który w praktyce potrafi unieruchomić cały samolot, jeśli jest zaniedbany.
Na zdjęciu łatwo pomylić ten element z innymi czujnikami czy podzespołami, bo ma gwint, metalową obudowę i wygląda dość „uniwersalnie technicznie”. Jednak nie jest to ani sonda przeciwdolodzeniowa, ani czujnik temperatury mieszanki w gaźniku, ani detektor pożaru. To bardzo typowy igniter, czyli świeca zapłonowa do silnika turbinowego. Błąd często wynika z tego, że w głowie mamy obraz klasycznej świecy od silnika tłokowego, a w turbinie rozwiązania są trochę inne wizualnie. Układy przeciwdolodzeniowe silników turbinowych to zwykle systemy gorącego powietrza upuszczanego z stopni sprężarki (tzw. bleed air) albo elektryczne maty grzewcze czy grzałki. Elementy tych systemów to przewody, zawory, dysze, czasem proste rezystancyjne elementy grzejne. Nie wyglądają jak ten element ze zdjęcia – nie mają końcówki zapłonowej, izolacji wysokiego napięcia ani typowego korpusu świecy. Czujniki temperatury mieszanki w gaźniku z kolei występują w silnikach tłokowych z gaźnikiem; są to najczęściej termistory lub termopary o delikatniejszej konstrukcji, montowane w króćcach dolotowych lub w okolicy gardzieli gaźnika, a nie masywne, gwintowane elementy jak do komory spalania turbiny. Jeśli chodzi o detekcję pożaru silnika tłokowego czy turbinowego, stosuje się zupełnie inną technikę: są to przewody detekcyjne typu Fenwal/Kidde (rurki liniowe reagujące na temperaturę), czujniki fotoelektryczne, bimetaliczne albo termiczne. Mają one zwykle długą, przewodową formę, aby „owinąć” strefę chronioną, a nie punktową końcówkę jak świeca. Typowy błąd myślowy polega na tym, że każdy „wkręcany” element w komorę silnika kojarzy się albo z czujnikiem, albo z grzałką. W lotnictwie jednak kształt i budowa ignitera jest dość charakterystyczna: masywna, odporna obudowa, odpowiednia geometria końcówki, przystosowanie do impulsów wysokiego napięcia. Właśnie po tym warto go rozpoznawać, żeby na egzaminie nie mylić z elementami pomiarowymi czy przeciwpożarowymi.