Prawidłowo wskazany został K1 – to właśnie ta maszyna pełni rolę selsyna nadajnika kąta pochylenia (pitch) w pionie żyroskopowym ze sztucznym horyzontem. W tego typu układach mamy zwykle kilka maszyn synchronicznych: jedna odpowiada za przechylenie (roll), inna za pochylenie (pitch), czasem kolejna za kurs albo inne korekcje. Na rysunku K1 jest zlokalizowana na osi związanej z ruchem pochylenia ramy z żyroskopem. To jest klucz: selsyn nadajnik musi być mechanicznie sprzęgnięty z tą osią, której kąt ma mierzyć i przekazywać na wskaźnik. Dlatego K1 siedzi dokładnie na osi y, która opisuje pochylenie samolotu względem horyzontu. W praktyce, gdy samolot unosi nos do góry lub opuszcza go, rama żyroskopu odchyla się wokół tej osi, a wirnik K1 obraca się o kąt proporcjonalny do kąta pitch. Sygnał trójfazowy z uzwojeń stojana K1 jest następnie przesyłany do selsyna odbiornika we wskaźniku sztucznego horyzontu, gdzie następuje wierne odtworzenie tego kąta przez odpowiedni obrót tarczy lub maski horyzontu. Takie rozwiązanie jest zgodne z klasycznymi standardami budowy przyrządów żyroskopowych stosowanych w lotnictwie (zarówno według starych norm ICAO, jak i praktyk stosowanych w DO-160/DO-178 w części dotyczącej awioniki analogowej). Moim zdaniem ważne jest też to, że selsyn jako nadajnik zapewnia galwaniczną separację między czujnikiem a wskaźnikiem i bardzo stabilne, liniowe odwzorowanie kąta, co w eksploatacji przyrządów pokładowych jest po prostu złotym standardem – szczególnie w starszych samolotach bez pełnego EFIS. W obsłudze technicznej typową procedurą jest sprawdzenie, czy przy zadanym mechanicznym wychyleniu osi pochylenia obrót wału K1 i wskazanie sztucznego horyzontu są zgodne w dopuszczalnej tolerancji, co pokazuje, jak istotna jest rola właśnie tego konkretnego selsyna.
W tym zadaniu bardzo łatwo zgubić się w geometrii całego układu, bo na rysunku mamy kilka maszyn elektrycznych oznaczonych K1–K4 i każda wygląda dość podobnie. Typowym błędem jest wybieranie tej maszyny, która „na oko” wydaje się najbliżej kierunku lotu albo najbardziej wyeksponowana graficznie. Tymczasem w pionie żyroskopowym kluczowe jest zawsze to, z jaką osią ruchu jest mechanicznie sprzęgnięty dany selsyn. Nadajnik kąta pochylenia musi być zamontowany na osi, wokół której obraca się rama przy zmianie pitch, czyli przy podnoszeniu i opuszczaniu nosa samolotu. Na rysunku ta oś jest oznaczona jako oś y i właśnie na niej znajduje się K1. Elementy K2 i K3 są umieszczone przy innych osiach – związanych z przechyleniem lub z przeniesieniem ruchu do innych członów układu. One mogą pełnić funkcję albo selsynów od innego kąta (np. przechylenia), albo silniczków napędowych współpracujących z korekcją grawitacyjną, ale nie są nadajnikiem kąta pochylenia. K4 natomiast jest związany z osią z, czyli ruchem innym niż pitch, najczęściej z dodatkową funkcją kompensacyjną lub napędową w całym zespole. Z mojego doświadczenia typowy tok rozumowania uczniów jest taki: „sztuczny horyzont pokazuje przechylenie i pochylenie, więc wezmę tę maszynę, która wygląda jak najbardziej centralna lub jest blisko kierunku KL”. Niestety to jest mylące, bo rysunki schematyczne nie pokazują priorytetu funkcji, tylko rozmieszczenie geometryczne i osie. Dobra praktyka przy analizie takich schematów jest zawsze taka sama: najpierw identyfikujemy, wokół której osi odbywa się konkretny ruch (tu: pochylenie wokół osi y), potem patrzymy, która maszyna jest sztywno połączona z tą osią. Dopiero na tej podstawie można logicznie wskazać właściwy selsyn nadajnik. Jeśli wybierze się K2, K3 lub K4, to tak naprawdę przypisuje się funkcję pomiaru pitch do elementu, który mechanicznie reaguje na inny rodzaj ruchu, więc wskaźnik sztucznego horyzontu pokazywałby nie ten kąt, którego oczekujemy. W realnej awionice takie pomieszanie osi byłoby katastrofalne dla pilotażu, dlatego w konstrukcji i w dokumentacji tak mocno pilnuje się poprawnego przyporządkowania każdej maszyny do konkretnego stopnia swobody.