Pojemnościowy paliwomierz masowy działa w oparciu o zjawisko zmiany pojemności elektrycznej między elektrodami zanurzonymi w medium o różnej przewodności i przenikalności dielektrycznej. W zbiorniku paliwa mamy dwa ośrodki: paliwo i powietrze. Każdy z nich ma inne własności elektryczne – inny współczynnik przenikalności dielektrycznej i inną przewodność elektryczną. W praktyce układ jest skalibrowany tak, żeby zmiana proporcji paliwo/powietrze między elektrodami była jednoznacznie powiązana z ilością paliwa (a dalej z jego masą). Im więcej paliwa między elektrodami, tym inna pojemność czujnika, a elektronika przetwarza tę zmianę na wskazanie ilości lub masy paliwa. Moim zdaniem fajne w tym rozwiązaniu jest to, że dobrze współgra z nowoczesną awioniką: sygnał z czujnika pojemnościowego łatwo wprowadzić do systemów FMS, EICAS czy innych komputerów pokładowych, które mogą uwzględniać gęstość paliwa, temperaturę i robić dokładny bilans masy. W standardach lotniczych dąży się do tego, żeby pomiar paliwa był odporny na przechyły, przyspieszenia i falowanie paliwa w zbiorniku. Czujniki pojemnościowe, oparte właśnie na różnicy przewodności i własności dielektrycznych paliwa i powietrza, nadają się do tego lepiej niż proste pływakowe. Dodatkowo można stosować kilka sond w różnych sekcjach zbiornika i sumować ich sygnały, co poprawia dokładność i bezpieczeństwo. W praktyce serwisowej ważne jest, żeby pamiętać o prawidłowym uziemieniu sond, czystości złączy oraz okresowej kalibracji według dokumentacji producenta, bo nawet niewielkie zmiany parametrów elektrycznych mogą przesunąć wskazania o kilkadziesiąt kilogramów paliwa, co już w operacjach lotniczych jest wyraźnie odczuwalne.
W tym zagadnieniu łatwo pójść w stronę skojarzeń typowo fizycznych: gęstość, lepkość, rozszerzalność cieplna – brzmi znajomo z lekcji fizyki, więc kusi, żeby którąś z tych wielkości podstawić jako zasadę działania czujnika. Tylko że pojemnościowy paliwomierz masowy to w gruncie rzeczy przyrząd elektryczny, a nie mechaniczny czy termodynamiczny, więc jego praca jest oparta przede wszystkim na zjawiskach elektrycznych, a konkretnie na własnościach elektrycznych paliwa i powietrza. Gęstość paliwa jest oczywiście bardzo ważna przy wyznaczaniu masy, bo z objętości przechodzimy na kilogramy, ale sam czujnik pojemnościowy nie mierzy bezpośrednio gęstości ani nie porównuje jej z gęstością powietrza. Gęstość wchodzi później w obliczeniach systemu, często jako wartość wprowadzana lub kalibrowana w FMS-ie czy innym komputerze pokładowym. To jest typowy błąd myślowy: skoro mówimy o „paliwomierzu masowym”, to intuicyjnie szukamy czegoś związanego z masą, a masa kojarzy się z gęstością. Lepkość paliwa też nie jest parametrem, który byłby wykorzystywany w tego typu czujnikach. Lepkość ma znaczenie w układach przepływowych, np. przy pomiarze przepływu paliwa przez przepływomierze turbinowe czy różnicowe, ale w sondzie pojemnościowej paliwo praktycznie stoi między elektrodami, a zmienia się tylko poziom. Rozszerzalność cieplna paliwa również występuje, paliwo zmienia objętość z temperaturą, ale to się kompensuje obliczeniowo – nie przez porównywanie rozszerzalności paliwa i powietrza, tylko przez przeliczenia programowe w systemie pomiaru paliwa. Kluczowe jest to, że czujnik pojemnościowy „widzi” różnicę własności elektrycznych dwóch ośrodków: paliwo i powietrze mają inną przewodność i przenikalność dielektryczną, więc zmienia się pojemność elektryczna układu elektrod. Ta zmiana jest skalowana i liniaryzowana w elektronice pomiarowej. Dobre praktyki branżowe i dokumentacja producentów sond pojemnościowych wyraźnie opisują, że mamy do czynienia z czujnikami bazującymi na zjawiskach elektrycznych, a nie na wielkościach mechanicznych czy lepkościowych. Jeśli więc myśli się w kategoriach gęstości, lepkości czy rozszerzalności, to jest to bardziej tło fizyczne dla przeliczeń masy, a nie zasada działania samego czujnika.