Przekaźnik różnicowo-zwrotny na statku powietrznym pełni dokładnie taką samą ideową funkcję jak wyłącznik różnicowoprądowy w instalacjach naziemnych: jest to element ochrony przeciwporażeniowej. Kluczowa zasada działania jest prosta – urządzenie porównuje prąd wpływający do obwodu z prądem wypływającym. W normalnych warunkach suma prądów w przewodach zasilających powinna być równa zero. Jeśli pojawi się upływ prądu inną drogą, na przykład przez konstrukcję płatowca albo, co gorsza, przez ciało człowieka, pojawia się prąd różnicowy i przekaźnik natychmiast wyłącza zasilanie odbiorników. To właśnie jest opisane w poprawnej odpowiedzi. Na statku powietrznym ma to duże znaczenie, bo instalacja elektryczna pracuje w trudnych warunkach: wilgoć, wibracje, zmiany temperatury, uszkodzenia izolacji przewodów w wiązkach. Z mojego doświadczenia, w praktyce technika lotniczego zwraca się mocną uwagę na wykrywanie prądów upływu do konstrukcji, bo mogą one prowadzić nie tylko do porażenia, ale też do lokalnego przegrzewania się instalacji, zakłóceń pracy awioniki albo nawet do pożaru. Przekaźnik różnicowo-zwrotny jest jednym z elementów całego systemu zabezpieczeń, obok bezpieczników nadprądowych, wyłączników termicznych, monitorów izolacji czy systemów ELCMS w nowocześniejszych samolotach. W dobrych praktykach eksploatacyjnych (zgodnie z philosophy projektowania instalacji wg standardów takich jak CS-25, FAR 25 czy wytycznych producentów, np. Boeing, Airbus) zakłada się, że obwody zasilające, szczególnie te dostępne dla załogi i pasażerów (galley, gniazda serwisowe, oświetlenie, systemy rozrywki pokładowej), powinny być chronione przed skutkami uszkodzenia izolacji. Przekaźnik różnicowo-zwrotny spełnia tę rolę automatycznie, bez udziału człowieka: wykrywa nienaturalny przepływ prądu i odcina zasilanie szybciej, niż ktoś zdąży zareagować. Moim zdaniem to jeden z tych elementów, o których się mało mówi, ale które realnie podnoszą poziom bezpieczeństwa instalacji elektrycznej na statku powietrznym.
W tym pytaniu łatwo dać się złapać na skojarzeniach z typowymi odbiornikami pokładowymi: oświetleniem, kuchnią, prądnicą. W praktyce jednak przekaźnik różnicowo-zwrotny jest elementem ochronnym, a nie sterującym czy typowo eksploatacyjnym. Nie służy do załączania i wyłączania oświetlenia kabiny pasażerów – oświetleniem steruje się zazwyczaj przez panele sterowania kabiny, przekaźniki lub moduły elektroniczne, ale mają one funkcję przełączania obwodu, a nie porównywania prądów w przewodach. Tam liczy się wygoda i funkcjonalność, a nie pomiar prądu różnicowego. Podobnie z grzałkami w kuchni pokładowej: przed przegrzaniem i spaleniem chronią je głównie termostaty, czujniki temperatury, ograniczniki termiczne oraz zabezpieczenia nadprądowe (bezpieczniki, wyłączniki nadprądowe). Przekaźnik różnicowo-zwrotny nie mierzy temperatury ani mocy, on tylko reaguje na sytuację, kiedy prąd zaczyna płynąć inną drogą niż przewody fazowe i powrotne. To są zupełnie różne koncepcje ochrony: jedna jest termiczna, druga elektryczna przeciwporażeniowa. Częstym skojarzeniem jest też prądnica z odwrotną biegunowością. Tutaj stosuje się inne rozwiązania, np. regulatory napięcia, przekaźniki nadnapięciowe, układy kontroli biegunowości, diody blokujące czy odpowiednią procedurę podłączania źródeł zasilania. Problem odwrotnej biegunowości to kwestia polaryzacji i kierunku przepływu energii, a nie wycieku prądu do konstrukcji czy przez ciało człowieka. Przekaźnik różnicowo-zwrotny nie porównuje biegunowości, tylko bilans prądów w obwodzie. Typowy błąd myślowy polega na tym, że skoro coś jest „przekaźnikiem”, to musi sterować jakimś urządzeniem użytkowym (światła, grzałki, prądnica). Tymczasem w lotniczych instalacjach elektrycznych jest cała grupa przekaźników i wyłączników, które w ogóle nie są widoczne dla pasażera czy nawet pilota – działają w tle jako zabezpieczenia. Przekaźnik różnicowo-zwrotny jest właśnie takim elementem: jego głównym zadaniem jest ochrona przeciwporażeniowa i wykrywanie nieprawidłowego przepływu prądu, czyli sytuacji, gdy prąd ucieka inną drogą niż przewody zasilające. Z punktu widzenia dobrych praktyk projektowania instalacji elektrycznych statków powietrznych, jest to element bezpieczeństwa, a nie wygody czy sterowania odbiornikami.