Poprawna odpowiedź to kanał lotniskowy, bo zgodnie z procedurami ICAO sprawdzenie poprawności działania radiostacji wykonuje się na częstotliwości operacyjnej, na której faktycznie będzie prowadzona łączność. Chodzi o to, żeby przetestować radio dokładnie w takich warunkach, w jakich będzie używane: z tym samym kanałem, tym samym rodzajem korespondencji, tym samym ruchem radiowym w tle. Moim zdaniem to jest bardzo zdroworozsądkowe podejście – nie interesuje nas, czy radio działa „w ogóle”, tylko czy działa poprawnie tam, gdzie ma pracować. W praktyce oznacza to nawiązanie krótkiej, zgodnej z frazeologią ICAO łączności z organem ATS na danym lotnisku, np. TWR, AFIS czy GND, w zależności od struktury lotniska. Typowy test to krótkie wywołanie, identyfikacja statku powietrznego lub stanowiska, prośba o potwierdzenie czytelności („radio check”) oraz potwierdzenie zwrotne w skali czytelności R1–R5. Taka procedura pozwala ocenić nie tylko sam nadajnik i odbiornik, ale też poprawność ustawień częstotliwości, poziomu głośności, squelcha, poprawne podłączenie zestawu słuchawkowo-mikrofonowego czy panelu audio. Co ważne, robienie testu na kanale lotniskowym jest zgodne z kulturą pracy w eterze: testy są krótkie, wykonywane wtedy, gdy nie zakłócają operacji, i prowadzone precyzyjną, standaryzowaną frazeologią. W wielu organizacjach obsługowych jest to wręcz element checklisty po obsłudze radiostacji lub po wymianie jakiegoś elementu instalacji awionicznej. Dzięki temu zapewnia się, że system łączności spełnia wymagania operacyjne i przepisy dotyczące niezawodności łączności w przestrzeni kontrolowanej.
W tego typu pytaniu łatwo pójść w stronę myślenia „byle gdzie, byle radio zadziałało”, ale w lotnictwie takie podejście po prostu się nie broni. Sprawdzenie poprawności działania radiostacji według standardów ICAO nie polega na tym, żeby nacisnąć PTT na jakiejkolwiek częstotliwości i usłyszeć cokolwiek w odpowiedzi. Procedury są po to, żeby test odzwierciedlał realne warunki pracy i nie powodował zbędnych zakłóceń w eterze. Pomysł, że można to zrobić na dowolnym kanale, ignoruje fakt, że wiele częstotliwości jest przeznaczonych do ściśle określonych zadań: służby obszarowe, podejście, aerokluby, FIS. Nadawanie tam tylko po to, żeby „sprawdzić radio”, bez uzasadnienia operacyjnego, jest sprzeczne z dobrymi praktykami i często z lokalnymi procedurami. Z kolei użycie kanału ratunkowego jako pola testowego to już poważniejsze naruszenie kultury radiowej. Częstotliwość 121.5 MHz służy do niebezpieczeństwa i wzywania pomocy, a w pewnych sytuacjach także do namierzania i koordynacji akcji SAR. Testowanie sprzętu na tej częstotliwości bez wyraźnej procedury i zgody może wywołać fałszywe alarmy, niepotrzebnie angażować służby lub zagłuszać realne zgłoszenia. To jest taki klasyczny błąd: „skoro to kanał ratunkowy, to na pewno ktoś odpowie, więc fajny do testu”. Właśnie dlatego nie należy go do tego używać. Czasem pojawia się też intuicja, że najlepiej byłoby „przelecieć” wszystkie używane kanały i po kolei się wywołać. Technicznie dałoby się tak zrobić, ale operacyjnie to absurd – zajmowałoby to czas służb radiowych, zaśmiecało eter i tworzyło niepotrzebne zamieszanie. ICAO i praktyka eksploatacyjna idą w stronę prostego, ale sensownego rozwiązania: sprawdzasz radio na tej częstotliwości, na której realnie będziesz pracował, czyli na kanale lotniskowym właściwym dla danego miejsca i fazy operacji. Dzięki temu test jest wiarygodny, a jednocześnie nie rozwala porządku w łączności lotniczej. Typowy błąd myślowy w tym zadaniu to traktowanie testu radiostacji jak zwykłego „pingnięcia” urządzenia, oderwanego od całego systemu organizacji ruchu lotniczego i przypisanych częstotliwości.