Prawidłowo – w klasycznej trójfazowej instalacji prądu przemiennego, także tej pokładowej w samolotach, napięcia między poszczególnymi fazami są przesunięte w czasie o 120 stopni. Wynika to z samej idei trójfazowego generatora: w prądnicy mamy trzy uzwojenia stojana rozmieszczone mechanicznie co 120° elektrycznych, a wirujące pole magnetyczne wzbudza w nich sinusoidalne napięcia przesunięte dokładnie o 1/3 pełnego okresu. Dzięki temu układ jest symetryczny, dobrze zbilansowany energetycznie i bardzo stabilny. W lotnictwie typowy system to 3×115 V AC, 400 Hz, właśnie z przesunięciem faz 120°. Takie parametry są opisane w normach lotniczych i dokumentacji producentów (np. w AMM, schematach instalacji, standardach opisu systemów AC). Z praktycznego punktu widzenia to przesunięcie 120° pozwala na równomierne obciążenie generatorów i linii zasilających, mniejsze prądy w przewodzie neutralnym i możliwość łatwego zasilania zarówno odbiorników trójfazowych (np. pomp, napędów, niektórych przetwornic), jak i jednofazowych, które są podłączane między dowolną fazą a przewodem neutralnym lub pomiędzy fazami. Moim zdaniem warto kojarzyć też, że z takiego układu otrzymujemy trzy sinusoidy, które w sumie dają bardzo „gładki” przebieg mocy, bez dużych pulsacji – to korzystne dla wrażliwej awioniki. W nowoczesnych samolotach, gdzie jest dużo elektroniki mocy, przetwornic, systemów fly-by-wire, stabilne i dobrze zbalansowane trójfazowe zasilanie o przesunięciu 120° to po prostu standard branżowy i podstawa dalszych przekształceń energii.
W instalacjach pokładowych trójfazowych łatwo się pomylić, jeśli ktoś bardziej kojarzy pojedynczą fazę niż cały układ trójfazowy jako całość. Spotyka się czasem skojarzenie 90°, bo w matematyce sinus i cosinus są przesunięte właśnie o 90 stopni. To jednak dotyczy dwóch przebiegów, a nie trzech równomiernie rozłożonych faz. W prawdziwej sieci trójfazowej potrzebujemy trzech napięć sinusoidalnych rozłożonych równomiernie na pełnym okresie 360°, więc logicznie wychodzi 360°/3, czyli 120°. Przesunięcie 90° występuje raczej w układach dwufazowych lub przy analizie przesunięcia napięcia względem prądu w obwodach pojemnościowych i indukcyjnych, ale nie opisuje standardowego układu trójfazowego w samolocie. Z kolei 180° to typowe skojarzenie z biegunami przeciwnymi – przebiegi są wtedy dokładnie w przeciwfazie. Taki kąt przesunięcia ma sens przy analizie jednej fazy oraz jej „odwróconej” wersji, albo w prostych mostkach prostowniczych, ale nie w symetrycznym układzie trójfazowym, bo wtedy mielibyśmy maksymalnie dwa niezależne przebiegi, a nie trzy równomierne. Warto też wyjaśnić, skąd mylące się 240°. Część osób liczy „od końca” lub patrzy na wektor fazowy od innej fazy niż referencyjna. Między fazą L1 a L3 faktycznie można odmierzyć 240°, ale to wciąż ten sam układ, gdzie podstawowe przesunięcie między kolejnymi fazami wynosi 120°. Po prostu jedna faza jest o 120° za drugą, a druga o 120° za trzecią, co daje łącznie 240°, jeśli patrzymy w przeciwnym kierunku na kole wektorowym. W dokumentacji lotniczej i w klasycznej teorii maszyn elektrycznych zawsze przyjmuje się, że instalacja trójfazowa jest symetryczna, a standardowe przesunięcie faz między kolejnymi fazami to 120°, bo tylko wtedy uzyskujemy równomierny rozkład mocy i poprawną pracę odbiorników trójfazowych na pokładzie.