Prawidłowa odpowiedź wynika bezpośrednio z zasad badania zdarzeń lotniczych i zabezpieczania materiału dowodowego. Rejestrator parametrów lotu (FDR, potocznie „czarna skrzynka”) jest jednym z kluczowych źródeł danych dla komisji badania wypadków. Każda nieuprawniona ingerencja – nawet w dobrej wierze – może spowodować utratę, nadpisanie lub zakwestionowanie wiarygodności zapisów. Dlatego po odnalezieniu rejestratora należy go pozostawić na miejscu do czasu przybycia komisji badania wypadków lotniczych, zabezpieczając jedynie teren zgodnie z procedurami bezpieczeństwa i przepisami. W praktyce oznacza to: nie otwieramy obudowy, nie próbujemy samodzielnie go czyścić, nie przenosimy go bez wyraźnego polecenia osób odpowiedzialnych za akcję, a już na pewno nie podłączamy do żadnych urządzeń. Z mojego doświadczenia to jest trochę wbrew odruchowi technika, bo chciałoby się „od razu zobaczyć, co tam jest”, ale właśnie tego absolutnie nie robimy. Zgodnie z dobrymi praktykami i standardami (np. zaleceniami ICAO Annex 13 oraz krajowymi przepisami dotyczącymi badania wypadków lotniczych) proces odczytu danych z rejestratorów odbywa się wyłącznie w wyspecjalizowanych laboratoriach, przez upoważniony personel, z dokładnym protokołowaniem każdej czynności. Dla technika, obsługi czy nawet służb ratunkowych podstawowym zadaniem jest zabezpieczenie miejsca zdarzenia, ograniczenie dostępu osób postronnych i zachowanie oryginalnego układu szczątków. W praktyce na miejscu wypadku oznacza to m.in. oznaczenie lokalizacji rejestratora, ewentualnie jego podstawowe zabezpieczenie przed dalszym uszkodzeniem (ogień, zalanie, ruch pojazdów), ale bez zmiany jego położenia, jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia. Takie podejście zapewnia, że komisja otrzyma materiał dowodowy w stanie maksymalnie zbliżonym do pierwotnego, co bezpośrednio przekłada się na rzetelność wniosków i późniejszych zaleceń dotyczących bezpieczeństwa lotów.
W tego typu sytuacjach bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia: „im szybciej coś zrobimy z rejestratorem, tym lepiej dla śledztwa”. To naturalny odruch, szczególnie u osób technicznych, które są przyzwyczajone do szybkiej diagnostyki i „podpinania sprzętu”. Jednak w realiach badania wypadków lotniczych takie działanie jest sprzeczne z podstawowymi zasadami ochrony materiału dowodowego. Próba niezwłocznego odczytu rejestratora na miejscu zdarzenia jest z kilku powodów błędna. Po pierwsze, odczyt wymaga specjalistycznego sprzętu, oprogramowania i warunków laboratoryjnych, a także bardzo dokładnej procedury dokumentowania każdego kroku. Po drugie, jakakolwiek nieautoryzowana ingerencja w pamięć urządzenia może spowodować nadpisanie lub uszkodzenie danych, co później podważa wiarygodność całego badania. W praktyce komisje są bardzo wyczulone na „łańcuch zabezpieczenia dowodów” i każde odstępstwo może być problemem. Równie mylne jest przekonanie, że najlepiej od razu przekazać rejestrator swoim przełożonym. To nie jest zwykła część zamienna, tylko dowód w postępowaniu związanym z bezpieczeństwem lotniczym, regulowany przepisami krajowymi i międzynarodowymi. Przełożony jednostki technicznej, dowódca załogi czy nawet szef lotniska nie jest organem właściwym do prowadzenia analizy rejestratorów, chyba że jednocześnie jest członkiem uprawnionej komisji. W dobrych praktykach podkreśla się, że dostęp do rejestratorów i ich zapisów jest ściśle kontrolowany, właśnie po to, żeby uniknąć nacisków, manipulacji czy choćby nieumyślnego uszkodzenia. Najbardziej skrajnie nieprawidłowym pomysłem jest przekazywanie rejestratora przedstawicielom mediów. To nie tylko narusza wszelkie standardy bezpieczeństwa i poufności, ale też grozi całkowitą utratą wiarygodności danych. Media nie mają ani uprawnień, ani narzędzi, ani obowiązku zachowania łańcucha dowodowego. Takie działanie byłoby poważnym naruszeniem przepisów, a w praktyce mogłoby nawet mieć konsekwencje prawne dla osoby, która się tego dopuściła. Typowy błąd myślowy w tych odpowiedziach polega na traktowaniu rejestratora jak „sprzętu, który trzeba jak najszybciej uruchomić”, zamiast jak wrażliwego dowodu objętego ścisłą procedurą. Prawidłowe podejście to zabezpieczenie miejsca zdarzenia, ograniczenie dostępu, powiadomienie odpowiednich służb i spokojne czekanie na komisję badania wypadków lotniczych, która przejmie rejestrator w sposób formalny i kontrolowany.