Prawidłowa odpowiedź odwołuje się do podstawowej zasady działania satelitarnego odległościowego systemu nawigacyjnego GNSS (GPS, Galileo itd.). Pozycja użytkownika jest wyznaczana na podstawie pomiaru odległości odbiornika od kilku satelitów jednocześnie. W praktyce mierzy się tzw. pseudoodległość, czyli odległość wyliczoną z czasu propagacji sygnału radiowego pomiędzy satelitą a odbiornikiem, z uwzględnieniem błędu zegara odbiornika. Sygnał GNSS zawiera bardzo precyzyjną informację czasową oraz dane o aktualnej pozycji satelity (efemerydy). Odbiornik porównuje czas nadania sygnału z czasem jego odebrania, mnoży różnicę przez prędkość światła i w ten sposób dostaje odległość do danego satelity. Moim zdaniem to właśnie tu jest cała magia – czysta fizyka i bardzo dokładne zegary atomowe na orbicie. W praktyce, żeby wyznaczyć trójwymiarową pozycję (szerokość, długość, wysokość) oraz błąd zegara odbiornika, potrzeba minimum czterech satelitów. Jest to klasyczna metoda trilateracji przestrzennej: przecinamy kilka kul o promieniach równych odległościom do satelitów i szukamy ich wspólnego punktu. W lotnictwie stosuje się to m.in. w systemach FMS i zintegrowanych systemach nawigacyjnych zgodnie z wymaganiami ICAO i EASA, gdzie GNSS jest źródłem pozycji dla map ruchomych, autopilota czy systemów zarządzania lotem. Dobre praktyki mówią, żeby zawsze patrzeć na wskaźniki jakości sygnału GNSS (DOP, RAIM, SBAS), bo dokładność wyznaczonej pozycji zależy bezpośrednio od geometrii satelitów i jakości pomiaru tych odległości. W obsłudze technicznej samolotu rozumienie, że GNSS mierzy właśnie odległość na podstawie czasu, pomaga lepiej diagnozować problemy z anteną, torami RF, zakłóceniami i kalibracją systemów nawigacyjnych.
W systemach GNSS łatwo się pomylić, bo sygnał zawiera sporo różnych informacji: częstotliwość nośnej, kod, dane nawigacyjne. Jednak fundamentem wyznaczania pozycji nie jest ani prędkość odbiornika względem satelity, ani samo przesunięcie Dopplera, ani wysokość satelity nad odbiornikiem. Kluczowy jest pomiar odległości, a dokładniej czasu propagacji sygnału. Prędkość odbiornika względem satelity rzeczywiście wpływa na odbierany sygnał, ale głównie przez efekt Dopplera. Ten efekt wykorzystuje się do wyznaczania prędkości (tzw. pomiar prędkości Dopplerowskiej), stabilizacji śledzenia częstotliwości i poprawy filtrów w odbiorniku, ale nie jest to podstawowa metoda określania położenia. Można powiedzieć, że Doppler jest dodatkiem, który wspiera nawigację, a nie głównym narzędziem do liczenia pozycji. Przesunięcie Dopplera samego sygnału nawigacyjnego jest więc bardzo ważne, ale głównie jako informacja o wektorze prędkości i do bardziej zaawansowanego śledzenia orbit satelitów, a nie do wyznaczania współrzędnych użytkownika w klasycznym odbiorniku lotniczym. Kolejny częsty błąd to myślenie, że wystarczy znać wysokość satelity nad odbiornikiem. Wysokości satelitów GNSS są w zasadzie stałe i dobrze znane (orbity średnie około 20 000 km), ale sama wysokość nad użytkownikiem nic nie daje, jeśli nie znamy dokładnej odległości w przestrzeni trójwymiarowej. Systemy nawigacyjne wykorzystują pełne współrzędne satelitów z efemeryd, a nie tylko ich wysokość nad horyzontem. Typowym błędem myślowym jest też mieszanie pojęć: ktoś słyszał, że "GPS mierzy prędkość z Dopplera" i z tego wyciąga wniosek, że pozycja też jest z Dopplera. W rzeczywistości pozycja jest z pomiaru czasu, a prędkość często z Dopplera, bo jest po prostu dokładniejsza i mniej zaszumiona. Z punktu widzenia dobrych praktyk w awionice warto zapamiętać prosty schemat: pozycja = odległości do kilku satelitów, prędkość = analiza zmian fazy / Dopplera, a dane orbitalne i wysokości satelitów służą tylko jako wejście do tych obliczeń, a nie jako samodzielna metoda nawigacji.