Prawidłowa odpowiedź wskazuje na znaczna utratę pojemności kondensatora iskrownika i to jest dokładnie to zjawisko, które w praktyce najczęściej dobija styki przerywacza. W klasycznym iskrowniku tłokowego silnika lotniczego kondensator jest włączony równolegle do styków przerywacza. Jego główne zadanie to „zebrać” energię w momencie rozłączania obwodu pierwotnego cewki, tak żeby napięcie na stykach nie rosło zbyt gwałtownie i nie tworzył się łuk elektryczny. Gdy kondensator traci pojemność (wysycha, uszkadza się dielektryk, starzeje się termicznie), nie jest w stanie przyjąć odpowiedniego ładunku. W efekcie przy rozwarciu przerywacza pojawia się strome narastanie napięcia, powstaje silny łuk na stykach, który wypala ich powierzchnię, powoduje nadpalenia, kraterki, zgrubienia i ogólnie szybką degradację. Z mojego doświadczenia, przy przeglądach silników tłokowych bardzo często widać charakterystyczne nadpalenia styków właśnie przy kondensatorach o obniżonej pojemności. Dobre praktyki obsługowe mówią wprost: przy nietypowym zużyciu styków przerywacza zawsze sprawdza się kondensator – jego pojemność i szczelność izolacji. W dokumentacji producentów iskrowników (np. Bendix, Slick) znajdziesz wyraźne zalecenia okresowej kontroli lub wymiany kondensatorów, bo to element eksploatacyjny. W praktyce lotniczej wymiana zużytego kondensatora często „cudownie” poprawia stabilność iskry i wydłuża życie styków, bez konieczności ich ciągłego doczyszczania i regulacji. Co ważne, prawidłowy kondensator nie tylko chroni styki, ale też kształtuje prawidłowy przebieg prądu w obwodzie pierwotnym cewki, co przekłada się na energię iskry i niezawodność zapłonu, szczególnie przy rozruchu w niskich temperaturach.
Wypalenie styków przerywacza w iskrowniku kusi, żeby szukać przyczyny tam, gdzie widać wysokie napięcia i „iskry przeskakujące po kablach”. To dość typowy błąd myślowy: skoro układ zapłonowy pracuje na kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu kilowoltach, to od razu podejrzewa się przebicia na przewodach, świece albo zwarcia cewek. Tymczasem styki przerywacza pracują w obwodzie pierwotnym cewki, gdzie napięcia są dużo niższe, ale bardzo istotna jest dynamika ich narastania i gaszenie łuku przy rozłączaniu obwodu. Zwarta cewka iskrownika rzeczywiście jest poważną usterką, ale jej typowym objawem jest brak lub bardzo słaba iskra, przegrzewanie się elementów, ewentualnie uszkodzenie mechaniczne iskrownika. Takie zwarcie nie jest klasyczną przyczyną stopniowego, nierównomiernego wypalania styków. Raczej prowadzi do szybkiego unieruchomienia układu, a nie do długotrwałego „podpalania” powierzchni przerywacza. Zaolejona świeca zapłonowa z kolei dotyczy zupełnie innej części układu – przestrzeni spalania i elektrody świecy. Olej na świecy powoduje przerywanie zapłonu, utrudniony rozruch, nierówną pracę silnika, ale nie wpływa bezpośrednio na warunki elektryczne w obwodzie pierwotnym iskrownika, więc nie jest przyczyną wypalania styków. To raczej skutek problemów mechanicznych silnika (zużyte pierścienie, prowadnice zaworowe) niż przyczyna uszkodzeń w iskrowniku. Przebicia na przewodach wysokiego napięcia też brzmią groźnie, jednak dotyczą obwodu wtórnego, gdzie energia szuka łatwiejszej drogi do masy. Objawia się to przebłyskami do osłon, nierówną pracą, czasem słyszalnym „pstrykaniem”, ale znowu – nie jest to główny mechanizm niszczenia styków przerywacza. Główna fizyka wypalania styków siedzi w tym, co dzieje się podczas rozłączania obwodu pierwotnego, a tutaj kluczowy jest kondensator. Gdy traci on pojemność, łuk na stykach trwa dłużej i ma większą energię, co w praktyce szybko je niszczy. Dlatego w dobrej diagnostyce układów zapłonowych zawsze patrzy się na kondensator jako podstawową przyczynę nadmiernego zużycia przerywacza, a dopiero później analizuje się resztę elementów.