Poprawnie – radiokompas ADF wyznacza kierunek na radiolatarnię na podstawie minimum amplitudy sygnału odbieranego przez antenę kierunkową (najczęściej ramową lub symulowaną elektronicznie). Idea jest taka, że charakterystyka kierunkowa tej anteny ma dwa ostre minima promieniowania, ustawione dokładnie wzdłuż linii namiaru: „przód–tył” względem anteny. Gdy układ sterujący obraca wirtualnie charakterystykę anteny i znajduje kąt, pod którym poziom sygnału jest najmniejszy, właśnie wtedy wyznaczany jest radionamiar. Potem elektronika ADF zestawia to z kursem samolotu i pokazuje na wskaźniku kierunek względny lub bezwzględny do NDB. W praktyce pilot widzi na wskaźniku ADF strzałkę, która wskazuje, gdzie trzeba lecieć, żeby dolecieć nad radiolatarnię. W nowocześniejszych instalacjach proces jest zrobiony cyfrowo, ale zasada fizyczna zostaje ta sama – analiza amplitudy w funkcji kąta. Moim zdaniem warto pamiętać, że ADF nie mierzy ani różnic czasu, ani różnic faz tak jak systemy precyzyjne typu VOR czy ILS. To jest prostszy system, oparty na charakterystyce anteny i amplitudzie. W warunkach eksploatacyjnych dobrze jest kojarzyć, że zakłócenia atmosferyczne, burze, wyładowania mogą „fałszować” minimum amplitudy i powodować błędy namiaru, dlatego w procedurach szkoleniowych zawsze kładzie się nacisk na porównywanie wskazań ADF z mapą, kompasem i innymi systemami radionawigacyjnymi. Takie podejście jest po prostu dobrą praktyką w lotnictwie, zgodnie z zasadą redundancji i wzajemnej weryfikacji wskazań.
W tym zagadnieniu łatwo się pomylić, bo wiele systemów radionawigacyjnych działa na zasadzie porównywania faz albo czasu, ale ADF jest tu trochę inną bajką. Radiokompas automatyczny wykorzystuje przede wszystkim właściwości anteny kierunkowej i zmiany amplitudy odbieranego sygnału w funkcji kąta. Elektronika szuka położenia, w którym poziom sygnału z anteny ramowej spada do minimum, i na tej podstawie wyznacza linię namiaru na radiolatarnię NDB. To minimum amplitudy jest kluczowe, bo pokrywa się z kierunkiem osi anteny, czyli z linią „do–od” radiolatarni. Pojawia się pokusa, żeby myśleć o ADF w kategoriach różnicy czasu, tak jak w systemach opartych o pomiar odległości (np. DME), gdzie analizuje się opóźnienie sygnału. ADF jednak nie mierzy czasu przelotu fali radiowej, bo pracuje na częstotliwościach i w odległościach, gdzie różnice czasu byłyby zbyt małe, a sama metoda byłaby niepraktyczna i zbyt skomplikowana w prostym odbiorniku pokładowym. Podobny błąd myślowy dotyczy różnicy faz. Różnicę faz wykorzystuje się intensywnie w VOR, ILS czy w systemach dopplerowskich, gdzie porównuje się fazy sygnałów odniesienia i zmiennych w przestrzeni. Można się zasugerować, że skoro to też radiowy system kierunkowy, to na pewno chodzi o fazę. W ADF klasyczna zasada jest inna: antena ramowa ma charakterystykę w kształcie ósemki i to zmiana amplitudy jest podstawą wyznaczania kierunku, a nie analiza przesunięcia fazowego między dwoma sygnałami. Równie myląca bywa koncepcja sumy faz – to już w ogóle nie pasuje do zasady pracy ADF i raczej kojarzy się z bardziej złożonymi układami antenowymi lub interferometrycznymi, gdzie sumowanie faz służy do kształtowania wiązek antenowych. W praktyce, przy przygotowaniu do pracy z awioniką, warto jasno rozdzielić w głowie: ADF – minimum amplitudy; VOR/ILS – porównanie faz; DME – różnica czasu. Taka kategoryzacja bardzo ułatwia zrozumienie, jak poszczególne systemy mierzą kierunek i odległość, i pomaga unikać właśnie takich pomyłek na testach i w praktyce zawodowej.