Poprawna kolejność czynności, którą zaznaczyłeś, wynika bezpośrednio z zasad bezpieczeństwa pracy przy instalacjach elektrycznych statków powietrznych. Najpierw zawsze odkręcamy przewód ujemny „–”, dopiero potem dodatni „+”. Chodzi o to, że minus jest połączony z konstrukcją (masą) samolotu. Jeśli zostawiłbyś podłączony „–”, a zaczął majstrować przy klemie „+” kluczem, który przypadkiem dotknie jakiegoś metalowego elementu płatowca, to zamykasz obwód i robisz pełne zwarcie. Może polecieć iskra, przypalić się klucz, a w skrajnym przypadku nawet dojść do pożaru albo uszkodzenia instalacji. Odkręcenie najpierw „–” odcina to ryzyko – kluczem na „+” możesz się wtedy przypadkowo oprzeć o konstrukcję i nic się nie stanie, bo obwód jest przerwany. Przy montażu robimy odwrotnie: najpierw przykręcamy przewód „+”, a dopiero na końcu „–”. Dzięki temu w czasie pracy przy zacisku dodatnim masa samolotu nie jest jeszcze podłączona, więc znowu minimalizujemy szansę zwarcia narzędziem między „+” a konstrukcją. W lotnictwie jest to traktowane jako podstawowa dobra praktyka BHP, zgodna z ogólnymi zasadami obsługi akumulatorów, które znajdziesz też w instrukcjach obsługi Cessny 152 czy Kolibra oraz w ogólnych wytycznych producentów akumulatorów lotniczych (np. Concorde, Gill). W praktyce, oprócz samej kolejności, zawsze powinno się: wyłączyć wszystkie odbiorniki, zabezpieczyć samolot przed przypadkowym uruchomieniem (master OFF, kluczyk wyjęty), stosować odpowiednie narzędzia izolowane, unikać noszenia metalowych zegarków czy bransoletek. Moim zdaniem warto to sobie „zautomatyzować” w głowie: minus pierwszy przy odkręcaniu, minus ostatni przy przykręcaniu – wtedy w pracy w hangarze prawie nie ma szans na głupi błąd, który może dużo kosztować.
Kolejność odkręcania i przykręcania przewodów akumulatora nie jest przypadkowa ani „wygodna”, tylko wynika z bardzo konkretnych zasad bezpieczeństwa w instalacjach elektrycznych samolotu. Typowy błąd myślowy polega na tym, że ktoś traktuje akumulator jak w samochodzie „na podwórku” i skupia się tylko na tym, żeby najpierw coś odkręcić, potem przykręcić, bez świadomości, które połączenie jest odniesione do masy płatowca. W statkach powietrznych biegun ujemny jest zazwyczaj połączony z konstrukcją, czyli cała metalowa struktura jest potencjałem „–”. Jeśli w takiej sytuacji najpierw odkręci się przewód „+”, pozostawiając „–” podłączony, to każde przypadkowe dotknięcie kluczem między klemą dodatnią a jakimkolwiek elementem metalowym może spowodować silne zwarcie. W praktyce oznacza to iskrzenie, przegrzanie narzędzia, możliwość uszkodzenia klemy, przewodu, a nawet elementów instalacji elektrycznej. W skrajnych przypadkach, szczególnie przy obecności oparów paliwa, jest to realne zagrożenie pożarowe. Podobnie mylne jest założenie, że przy montażu nie ma znaczenia, który przewód przykręcimy jako pierwszy. Jeśli ktoś zaczyna od „–”, a potem przechodzi do „+”, to znowu pracuje narzędziem przy dodatnim biegunie w sytuacji, gdy masa samolotu jest już podłączona. Jeden nieostrożny ruch, lekkie omsknięcie klucza i mamy zwarcie między „+” a konstrukcją. Z mojego doświadczenia wynika, że wielu uczniów koncentruje się na samym słowie „wymiana akumulatora”, a nie na analizie obwodu masy i potencjalnych ścieżek prądu. Tymczasem dobra praktyka, obecna zarówno w dokumentacji obsługowej, jak i w szkoleniach BHP, jest prosta: przy demontażu zawsze najpierw odłączamy przewód ujemny, potem dodatni; przy montażu odwrotnie – najpierw dodatni, na końcu ujemny. Pozostałe kombinacje, nawet jeśli „intuicyjnie” wydają się poprawne, ignorują te zasady i zwiększają ryzyko zwarcia, uszkodzeń instalacji oraz zagrożenia dla obsługującego. W lotnictwie, gdzie liczy się niezawodność i bezpieczeństwo, takie „drobne” błędy proceduralne są po prostu nieakceptowalne.