Prawidłowo wskazana odpowiedź opisuje istotę prawa Ohma w ujęciu praktycznym: prąd w obwodzie jest wprost proporcjonalny do przyłożonej siły elektromotorycznej (napięcia), przy założeniu stałej rezystancji. W zapisie technicznym mówimy: I = U / R. Jeśli rezystancja R się nie zmienia, to zwiększenie napięcia U powoduje proporcjonalne zwiększenie prądu I. Podwajasz napięcie – prąd (teoretycznie) też się podwaja. To jest dokładnie to, co opisuje Twoja odpowiedź. W praktyce lotniczej widać to np. przy zasilaniu odbiorników awionicznych z różnych magistral: gdy napięcie instalacji pokładowej spada poniżej nominalnych 28 V DC, prądy robocze w układach stabilizatorów, przetwornic DC/DC i wzmacniaczy sygnałów też się zmieniają zgodnie z prawem Ohma, co może skutkować spadkiem mocy dostępnej dla urządzeń. Dlatego w dokumentacji serwisowej i w standardach obsługi (np. typowe AMM czy CMM dla modułów awionicznych) mocno podkreśla się konieczność utrzymania prawidłowego napięcia zasilania szyn DC i AC oraz prawidłowych rezystancji przewodów, złączy i obciążeń. Z mojego doświadczenia, w diagnostyce usterek bardzo często sprowadza się to do prostego sprawdzenia zależności U, I i R: mierzysz napięcie na odbiorniku, mierzysz prąd oraz rezystancję obwodu i porównujesz z wartością wynikającą z prawa Ohma. Jeżeli obwód ma stałą rezystancję (np. prosty rezystor, uzwojenie grzałki, obciążenie testowe), to każda zmiana prądu wynika bezpośrednio ze zmiany napięcia. To prawo jest fundamentem do dalszego liczenia spadków napięć na wiązkach, doboru przekrojów przewodów, bezpieczników, przekaźników oraz do oceny, czy dany obwód w samolocie spełnia wymagania certyfikacyjne co do obciążalności i niezawodności.
Prawo Ohma jest jednym z tych podstawowych praw, które warto mieć naprawdę dobrze poukładane w głowie, bo potem przewija się wszędzie: od prostych obwodów testowych, aż po zasilanie skomplikowanych systemów awionicznych. W swojej najprostszej postaci mówi ono: I = U / R, czyli prąd w obwodzie jest wprost proporcjonalny do napięcia (siły elektromotorycznej), a odwrotnie proporcjonalny do rezystancji. Typowy błąd polega na tym, że ktoś odwraca te zależności. Pojawia się wtedy myślenie, że prąd jest wprost proporcjonalny do rezystancji. Gdyby tak było, to im większy opór przewodów, złączy czy rezystorów, tym większy prąd – a to kompletnie przeczy praktyce. W rzeczywistości zwiększanie rezystancji w obwodzie przy stałym napięciu zawsze zmniejsza prąd. Dlatego np. długie, cienkie przewody o dużej rezystancji powodują spadki prądu i spadki napięcia na odbiornikach, co jest dokładnie tym, z czym walczy się przy projektowaniu instalacji pokładowych. Kolejne nieporozumienie dotyczy zależności między prądem a siłą elektromotoryczną w ujęciu odwrotnie proporcjonalnym. Taka relacja w ogóle nie wynika z prawa Ohma, wręcz przeciwnie: jeśli rezystancja jest stała, zwiększenie napięcia podnosi prąd wprost proporcjonalnie, a nie go zmniejsza. Można się tu łatwo pomylić, mieszając pojęcia z innymi zjawiskami, np. z charakterystyką nieliniowych elementów półprzewodnikowych, gdzie zależności U–I są bardziej skomplikowane, ale to już wykracza poza klasyczne prawo Ohma. Dochodzi do tego jeszcze kwestia mocy. Czasem ktoś próbuje na skróty powiązać moc i prąd i mówi, że moc jest odwrotnie proporcjonalna do kwadratu prądu. Tymczasem z definicji P = U · I, a przy wykorzystaniu prawa Ohma mamy P = I² · R lub P = U² / R. Widać wyraźnie, że dla stałej rezystancji moc rośnie z kwadratem prądu, a nie maleje. To ma duże znaczenie praktyczne: jeśli w obwodzie instalacji pokładowej pojawi się zbyt duży prąd (np. przy zwarciu lub zbyt małej rezystancji obciążenia), to moc wydzielana w przewodach i elementach gwałtownie rośnie, prowadząc do przegrzania, a nawet uszkodzeń. Dlatego dobór bezpieczników, przekrojów przewodów, dopuszczalnych obciążeń i procedur testowych w dokumentacji technicznej jest zawsze oparty na poprawnym rozumieniu zależności między prądem, napięciem, rezystancją i mocą. Jeśli w głowie zostanie prosty schemat: I rośnie z U i maleje z R, a P przy stałym R rośnie z I², to łatwiej uniknąć takich błędnych skojarzeń przy rozwiązywaniu zadań i przy realnej diagnostyce usterek.