Poprawnie – na rysunku widać przekrój urządzenia złożonego z sześciu odrębnych części konstrukcyjnych. W tego typu zadaniach kluczowe jest patrzenie na rysunek jak na dokumentację warsztatową: liczymy osobne detale, a nie wszystkie „plamy” kreskowania. Każdy element, który mógłby być osobno wytoczony, frezowany, odlany czy kupiony jako standardowa część (np. sprężyna, pierścień, korpus), traktujemy jako oddzielny element. Na rysunku możemy wyróżnić: główny korpus zewnętrzny, wewnętrzny element współpracujący (najprawdopodobniej część ruchomą), zespół sprężynujący, dodatkowy pierścień lub wkładkę dystansową, element uszczelniający oraz mały element mocujący lub zabezpieczający. To razem daje sześć części. Moim zdaniem takie ćwiczenie bardzo dobrze uczy czytania rysunków technicznych, co w praktyce serwisowej jest absolutnie kluczowe. W obsłudze awioniki czy instalacji elektrycznych często pracuje się z katalogami części (IPC – Illustrated Parts Catalogue) i dokumentacją serwisową, gdzie każda część ma swój numer katalogowy i musi być poprawnie zidentyfikowana. Jeśli pomylimy się w liczeniu elementów na przekroju, łatwo potem zamówić złą część, źle dobrać uszczelnienie albo przeoczyć podkładkę dystansową, która „na oko” wygląda jak część korpusu. Dobra praktyka jest taka, żeby przy każdym przekroju mentalnie „rozłożyć” urządzenie na detale: co jest wkręcane, co jest wciskane, co jest sprężyną, co jest uszczelnieniem. W lotnictwie, zgodnie z normami branżowymi i wymaganiami Part-145 czy Part-66, od technika oczekuje się właśnie takiej umiejętności analizy rysunku przed demontażem i montażem podzespołu. Tutaj dokładne rozpoznanie prowadzi do wyniku sześciu elementów – i to jest sedno tego pytania.
W tym zadaniu łatwo się pomylić, bo przekrój wygląda na dość skomplikowany i kusi, żeby albo zaniżyć, albo zawyżyć liczbę elementów. Najczęstszy błąd polega na tym, że ktoś liczy każde osobne pole kreskowania jako oddzielną część, albo odwrotnie – traktuje kilka współpracujących detali jako jeden „korpus”. W praktyce technicznej, szczególnie w lotnictwie, przyjmuje się prostą zasadę: elementem jest to, co można osobno wytworzyć, osobno zamówić jako część zamienną i osobno zdemontować bez niszczenia całości. Dlatego zbyt małe liczby, jak pięć, zwykle wynikają z tego, że ktoś „skleja” np. pierścień, wkładkę czy uszczelnienie z korpusem i widzi to wszystko jako jedną bryłę. Na rysunku widać jednak wyraźne granice między detalami – linie styków, inne kształty, osobne powierzchnie współpracy. W dokumentacji warsztatowej takie rozgraniczenia nigdy nie są przypadkowe. Z drugiej strony odpowiedzi siedem czy osiem biorą się zwykle z liczenia każdego fragmentu sprężyny, każdej krawędzi czy nawet części gwintu jako osobnego „elementu”. To jest typowy błąd interpretacji przekroju: pamiętaj, że sprężyna śrubowa, niezależnie od liczby zwojów, to jeden element. Tak samo pojedynczy pierścień zabezpieczający czy jedna tuleja dystansowa. Ktoś, kto dopatruje się siedmiu lub ośmiu części, zazwyczaj dzieli jedną rzeczywistą część na dwie, bo np. zmienia się kierunek kreskowania albo widać podcięcie technologiczne. W rzeczywistości konstruktor stosuje różne zabiegi na rysunku (inne kreskowanie, zmiany grubości linii), żeby poprawić czytelność, a nie po to, żeby „dodać” kolejne części. Z mojego doświadczenia w pracy z dokumentacją lotniczą, dobra praktyka to zawsze zadanie sobie pytania: czy ten fragment mógłbym wyjąć z urządzenia jako osobną sztukę? Jeśli nie – to wciąż ten sam element. W tym zadaniu poprawna analiza prowadzi dokładnie do sześciu elementów, ani mniej, ani więcej, i to jest zgodne z podejściem stosowanym w katalogach części oraz instrukcjach obsługi technicznej.