Poprawnie wskazany został system kursowy, bo to właśnie w nim stosuje się żyroskop astatyczny o trzech stopniach swobody. Taki żyroskop jest elementem tzw. żyrokompasu lub systemu żyrokursowego (gyro heading system), który stabilizuje i wyznacza kierunek kursu statku powietrznego względem przestrzeni inercjalnej, a nie tylko względem magnetycznego wskazania. Żyroskop astatyczny ma trzy stopnie swobody: może obracać się wokół własnej osi wirnika oraz ma dwie ramy kardanowe, które pozwalają mu utrzymać kierunek osi w przestrzeni praktycznie niezależnie od ruchów samolotu. Dzięki temu system kursowy może dostarczać pilotowi stabilną informację o kursie, mniej podatną na zakłócenia magnetyczne, przechylenia, przyspieszenia itp. W praktyce lotniczej taki żyroskop jest elementem systemów HSI, EFIS czy klasycznych żyrobusol. W nowoczesnych samolotach funkcję tę przejmują często systemy IRS/IRU (Inertial Reference System/Unit) lub AHRS, ale zasada pozostaje podobna – referencja kursu oparta jest na zjawisku bezwładności żyroskopu. Moim zdaniem warto kojarzyć od razu: trzy stopnie swobody i astatyczność = przyrządy kursowe / inercyjne, a nie przyspieszeniowe czy przechyleniowe. W dobrych praktykach obsługi technicznej zwraca się uwagę na prawidłowe wyrównanie (align) i kalibrację systemu kursowego, bo każde rozkalibrowanie żyroskopu kursowego przekłada się od razu na błędy nawigacyjne, zwłaszcza przy lotach według przyrządów (IFR). Dodatkowo, w dokumentacji producentów awioniki (np. Collins, Honeywell) zawsze podkreśla się, że żyroskop kursowy ma mieć pełną swobodę obrotu, brak dodatkowych momentów od sprężyn czy tłumików – właśnie po to, by zachować jego astatyczny charakter i dokładność wskazań.
Żeby dobrze zrozumieć to pytanie, trzeba sobie najpierw poukładać w głowie, jakie typy żyroskopów występują w lotnictwie i jakie mają stopnie swobody. Żyroskop astatyczny o trzech stopniach swobody to taki, którego oś może utrzymywać stały kierunek w przestrzeni, praktycznie niezależnie od ruchów statku powietrznego. To jest fundament systemów kursowych i inercyjnych, a nie typowych przyrządów pokazujących przechylenie czy tempo wznoszenia. Chyłomierz poprzeczny (inclinometer, wskaźnik przechyłu bocznego) to w klasycznej postaci w ogóle nie jest przyrząd żyroskopowy. To zwykle prosta rurka wygięta w łuk z cieczą i pęcherzykiem lub kulką w cieczy, reagująca na siłę odśrodkową i grawitację. Służy do oceny czy zakręt jest koordynowany (kulka na środku), a nie do pomiaru kursu. Łatwo się pomylić, bo często jest wbudowany w zespół zakrętomierza, ale sama kulka nie korzysta z żyroskopu, tylko z mechaniki klasycznej. Wariometr skrzydełkowy to z kolei przyrząd ciśnieniowy, a nie żyroskopowy. Opiera się na pomiarze różnicy ciśnienia statycznego w czasie (zmiana wysokości = zmiana ciśnienia). Niezależnie od konstrukcji wskaźnika (skrzydełkowy, klasyczny z igłą, cyfrowy), zasada działania jest barometryczna, nie ma tam wirującego żyroskopu, a tym bardziej układu o trzech stopniach swobody. Zakrętomierz żyroskopowy faktycznie wykorzystuje żyroskop, ale o ograniczonych stopniach swobody, zwykle jednym aktywnym i jednym podporowym. Mierzy tempo zakrętu, a nie kierunek w przestrzeni. Żeby wskazanie było użyteczne, oś żyroskopu jest celowo ograniczona i tłumiona, więc nie jest to układ astatyczny. Typowym błędem myślowym jest wrzucenie wszystkich przyrządów „żyroskopowych” do jednego worka i założenie, że skoro coś ma wirujący rotor, to na pewno jest astatyczne i trójosiowe. W lotniczej praktyce jest odwrotnie: precyzyjne, astatyczne żyroskopy trójosiowe rezerwuje się dla systemów kursowych i inercyjnych, natomiast przyrządy typu zakrętomierz czy sztuczny horyzont korzystają z żyroskopów o ograniczonych stopniach swobody, specjalnie dociążonych i tłumionych, żeby reagowały w określony sposób na ruch samolotu. Dlatego poprawne skojarzenie takiego żyroskopu jest tylko z systemem kursowym, a nie z chyłomierzem, wariometrem czy zakrętomierzem.