Prawidłowa jest odpowiedź 20 mm, bo w praktyce budowlanej cięcie mechaniczne stali zbrojeniowej stosuje się właśnie przy prętach o większych średnicach, typowo od ok. 20 mm wzwyż. Chodzi o pręty żebrowane klasy A-IIIN, które spotykasz np. w belkach, słupach, fundamentach masywnych czy w konstrukcjach hydrotechnicznych. Dla takich średnic cięcie ręczne (nożyce dźwigniowe, piłki ręczne) jest po prostu niewydajne, bardzo męczące i mało powtarzalne, a do tego rośnie ryzyko uszkodzenia pręta lub nadmiernego odkształcenia zbrojenia na końcu cięcia. Sprzęt mechaniczny – stacjonarne gilotyny z napędem elektrycznym lub hydraulicznym, przecinarki rolkowe czy mobilne gilotyny na budowie – zapewnia prostopadłe, czyste cięcie i stałą jakość krawędzi, co jest istotne przy zachowaniu długości zakładów zbrojenia zgodnie z projektem i normami (np. PN-EN 1992-1-1 i powiązane wytyczne wykonawcze). W dobrze zorganizowanej zbrojarni na większej budowie, np. przy jazie, przepuście czy ścianach oporowych, pręty o średnicach 20, 25, 32 mm praktycznie zawsze tnie się mechanicznie z użyciem profesjonalnych nożyc z ogranicznikami długości. Minimalizuje się tym samym odpady, przyspiesza produkcję zbrojenia i poprawia bezpieczeństwo pracy – operator stoi w bezpiecznej odległości, a urządzenie ma osłony i wyłączniki awaryjne. Moim zdaniem znajomość tej granicy średnicy jest ważna nie tylko „pod test”, ale realnie pomaga planować technologię robót: wiadomo kiedy wystarczy prosty sprzęt ręczny, a kiedy trzeba zorganizować stanowisko zbrojarskie z prawdziwego zdarzenia i zasilaniem trójfazowym.
Wątpliwości przy tym pytaniu biorą się zwykle stąd, że wielu osobom cięcie mechaniczne kojarzy się z „każdym” urządzeniem, które nie jest nożycami ręcznymi, a nie z realną potrzebą technologiczną wynikającą z grubości pręta. Przy bardzo małych średnicach, rzędu 2 mm, mamy do czynienia raczej z drutem wiązałkowym, siatkami pomocniczymi albo drobnym zbrojeniem montażowym. Takie elementy tnie się łatwo ręcznie: zwykłymi cęgami, nożycami do drutu, ewentualnie lekkimi nożycami dźwigniowymi. Używanie ciężkiego sprzętu mechanicznego do tak cienkich prętów jest niepraktyczne, spowalnia pracę i w zasadzie nie daje żadnej korzyści technicznej. Podobnie w przypadku średnic około 5 mm nadal dominuje cięcie ręczne. Pręty tej grubości spotykamy np. w lekkich siatkach zbrojeniowych, strzemionach do niewielkich belek czy w elementach pomocniczych. Z mojego doświadczenia wynika, że na budowie wystarczają tu nożyce ręczne dźwigniowe, które bez problemu radzą sobie z taką średnicą, a operator nie jest zanadto obciążony fizycznie. Nie ma więc silnego argumentu, żeby już przy 5 mm obowiązkowo wchodzić w technologie mechaniczne. Średnica 10 mm bywa myląca, bo to już typowy pręt zbrojeniowy stosowany w belkach, wieńcach czy płytach. Nadal jednak możliwe jest jego cięcie ręczne, zwłaszcza przy mniejszych ilościach, np. na małych budowach czy przy drobnych naprawach. Owszem, zaczyna być ciężej, ale wciąż nie jest to poziom, który wymusza zorganizowanie stanowiska z gilotyną mechaniczną. Typowy błąd myślowy polega na założeniu, że „skoro to już normalne zbrojenie, to od razu trzeba użyć maszyny”. W praktyce granica, przy której cięcie mechaniczne staje się standardem, pojawia się dopiero przy większych średnicach, takich jak 20 mm i więcej. Tam pręt ma już na tyle dużą sztywność i przekrój, że ręczne cięcie jest bardzo uciążliwe, mało powtarzalne i potencjalnie niebezpieczne. Dlatego w dobrych praktykach wykonawczych przyjmuje się, że dopiero przy takich średnicach cięcie mechaniczne nie jest „luksusem”, tylko normalnym wymaganiem technologicznym i organizacyjnym.