W branży budowlanej, szczególnie przy kosztorysowaniu robót zbrojarskich, przyjęło się, że ilość i cenę prętów zbrojeniowych określa się w tonach. Wynika to z kilku praktycznych powodów. Po pierwsze, stal zbrojeniowa jest materiałem ciężkim i jej dostawy oraz rozliczenia na budowie zawsze odbywają się wagowo. Gdybyśmy mieli liczyć metry bieżące, to musielibyśmy za każdym razem przeliczać średnicę prętów i ich wagę jednostkową, co jest mało praktyczne i często prowadzi do błędów. Po drugie, większość normatywów, katalogów nakładów rzeczowych oraz cenników branżowych operuje właśnie na tonach – wystarczy spojrzeć w KNR-y, żeby to zobaczyć. W dokumentacji projektowej zestawienie stali najczęściej podaje się wagowo, a wykonawcy rozliczają się z inwestorem właśnie na tej podstawie. Moim zdaniem, takie podejście nie tylko upraszcza rozliczenia, ale też pozwala precyzyjniej kontrolować zużycie materiału – a to ma duże znaczenie dla zachowania kosztów pod kontrolą. Wyobraź sobie dużą budowę – tam na wagę stali patrzy się niemal codziennie, szczególnie przy zamówieniach i dostawach. Dla przykładu: jeśli katalog KNR podaje, że na wykonanie 1 m³ żelbetu potrzeba 120 kg stali, to w kosztorysie wpisujesz to w tonach. W codziennej pracy zbrojarza lub kosztorysanta to po prostu standard. Warto sobie to dobrze przyswoić, bo potem mniej pomyłek przy kalkulacjach i rozliczeniach.
Zdarza się, że początkujący mylą jednostki używane przy rozliczaniu stali zbrojeniowej, bo w dokumentacji technicznej pojawiają się różne miary: metry bieżące, kilogramy, a nawet objętości w metrach sześciennych. Jednak z praktycznego punktu widzenia, żadne z tych podejść nie jest właściwe w kosztorysowaniu. Metry bieżące bywają mylące, bo stal zbrojeniowa występuje w różnych średnicach i każda z nich ma inną wagę na metr. Stąd nie da się łatwo porównać czy wycenić dwóch odcinków pręta o tej samej długości, ale różnych przekrojach. To, moim zdaniem, najczęstszy błąd – mylenie długości z masą materiału, co prowadzi do poważnych pomyłek przy rozliczeniach. Jeśli chodzi o kilogramy, to czasami stosuje się je przy drobnych zamówieniach lub wstępnych oszacowaniach, ale w skali inwestycji i dokumentów rozliczeniowych dominuje tona jako podstawowa jednostka. Rozliczenia w kilogramach są niepraktyczne przy dużych ilościach stali – łatwo się wtedy pomylić przy przeliczaniu na ceny jednostkowe i koszty transportu. Jeszcze gorszym wyborem są metry sześcienne, bo stal nie jest materiałem sprzedawanym na objętość – w przeciwieństwie do betonu. Tu już widać nieporozumienie terminologiczne – metr sześcienny dotyczy betonu, a nie stali. W polskich katalogach norm i wycen (np. KNR), wszędzie spotkasz się z tonami, bo to pozwala łatwo powiązać dostawy materiałowe, transport oraz rozliczenia z wykonawcą. Takie są dobre praktyki na rynku i trudno się temu dziwić – przecież każdy skład budowlany wystawia dokument WZ właśnie na tony, nie na metry bieżące czy kilogramy. Warto zapamiętać, że normatywy i kosztorysy zawsze powinny być zgodne z rynkową praktyką, bo to ułatwia późniejsze rozliczenia i unika nieporozumień na budowie.