Wybór oleju o klasie lepkości 0W jest zdecydowanie trafiony, zwłaszcza przy tak niskiej temperaturze jak –27°C. Oleje oznaczone symbolem 0W zostały specjalnie opracowane do pracy w skrajnie niskich temperaturach. Ich płynność na zimno pozwala na znacznie łatwiejszy rozruch silnika, a jednocześnie chroni elementy mechaniczne przed zużyciem w pierwszych chwilach po odpaleniu. Z mojego doświadczenia praktycznego – jeśli olej ma za wysoką lepkość w takich warunkach, silnik mocno się męczy, a rozrusznik i akumulator szybciej dostają po głowie. Producenci sprzętu ciężkiego, jak ładowarki, jasno wskazują w instrukcjach obsługi, by stosować klasę 0W przy bardzo niskich temperaturach, zgodnie z zaleceniami norm API czy ACEA. To nie jest nadgorliwość, tylko wynik testów eksploatacyjnych. Dodatkowo, nowoczesne silniki często mają bardzo wąskie tolerancje smarowania, więc zastosowanie lepkości 0W zimą daje im szansę na prawidłową pracę i dłuższą żywotność. Branżowe standardy, jak API CG-4 lub ACEA E3/E5, podkreślają właśnie takie podejście – dobieraj lepkość do warunków, a nie na oko. Praktyka pokazuje, że ignorowanie tej zasady skutkuje np. zatarciem silnika lub jego znacznym wyeksploatowaniem. Warto więc sięgać po 0W, nawet jeśli wydaje się, że to przesada – zimą naprawdę robi to różnicę.
Często można spotkać się z przekonaniem, że do pracy w każdych warunkach wystarczą uniwersalne oleje, takie jak 10W30 czy nawet jednosezonowe typu 30 lub 40. To niestety bardzo mylne podejście, szczególnie w odniesieniu do maszyn pracujących w ekstremalnych temperaturach otoczenia. Przy temperaturach rzędu –27°C lepkość oleju staje się kluczowa dla rozruchu silnika i jego prawidłowego smarowania. Olej o klasie 10W30 ma swoje miejsce w umiarkowanych warunkach, ale już poniżej –20°C wyraźnie traci swoją płynność i silnik napotyka duże opory przy pierwszym obrocie wału. Typowe błędy wynikają z założenia, że „im gęstszy olej, tym lepsza ochrona”, co przy niskich temperaturach jest wręcz przeciwnie – zbyt gęsty olej nie dociera szybko do elementów wymagających smarowania, co prowadzi do przyspieszonego zużycia lub ryzyka zatarcia. Jeszcze gorzej wypadają oleje jednosezonowe, takie jak 30 czy 40 – one są przeznaczone raczej do pracy w wysokich temperaturach i kompletnie nie sprawdzają się zimą, bo praktycznie zamarzają w układzie smarowania. Moim zdaniem takie wybory wynikają często z niedocenienia, jak bardzo temperatura wpływa na właściwości oleju. Branża motoryzacyjna wyraźnie zaleca, by przy dużych mrozach stosować najrzadsze dostępne oleje, czyli klasy 0W, zgodnie z normami API czy ACEA, co widać na każdym wykresie lepkości. W rzeczywistości, stosowanie nieodpowiedniej lepkości prowadzi do ogromnych problemów eksploatacyjnych i niepotrzebnych kosztów napraw. Tak więc, przy mrozach – tylko olej 0W spełni swoje zadanie – reszta to trochę życzeniowe myślenie, a nie inżynierskie podejście.