Grunty organiczne są rzeczywiście uważane za niestabilne i nienośne w budownictwie – takie podejście można spotkać praktycznie na każdej budowie czy w każdej dokumentacji projektowej. Mówimy o glebach zawierających dużą ilość substancji pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego, np. torfy, namuły czy gytie. Ich największą wadą jest duża podatność na osiadanie i zmiany objętości w wyniku procesów biologicznych. W praktyce oznacza to, że jak zostaną poddane obciążeniu, np. przez fundamenty budynku, mogą się mocno odkształcać, co grozi powstawaniem nierówności, pęknięć, a nawet w skrajnych przypadkach - uszkodzeniem konstrukcji. Moim zdaniem, nie ma sensu ryzykować i zostawiać takich gruntów pod fundamentami, bo późniejsze naprawy bywają bardzo kosztowne. Z moich obserwacji wynika, że zgodnie z normą PN-B-02479 oraz Eurokodem 7, zawsze zaleca się usuwanie gruntów organicznych z wykopów budowlanych, jeśli tylko jest taka możliwość. Dobra praktyka mówi też, żeby taki grunt zastąpić gruntem mineralnym o lepszych właściwościach nośnych, na przykład piaskiem zagęszczonym lub żwirem. Warto pamiętać, że nawet jeśli grunt organiczny wygląda na "twardy", to w dłuższej perspektywie jego parametry mogą gwałtownie się pogorszyć. To dlatego geotechnicy zawsze podkreślają: najpierw rozpoznać podłoże, potem usunąć wszystko co organiczne i dopiero wtedy budować.
Wiele osób uznaje za niekorzystne podłoża takie jak grunty skaliste czy kamieniste, bo wydają się trudne w obróbce albo mogą sprawiać problemy przy wykonywaniu wykopów. Jednak z punktu widzenia nośności i stabilności są to jedne z najlepszych podłoży pod fundamenty. Skały i żwiry charakteryzują się bardzo wysoką wytrzymałością, niską ściśliwością i praktycznie brakiem osiadania pod obciążeniem, co czyni je idealnym materiałem na warstwę nośną. Grunty gruboziarniste, np. piaski średnie, grube i żwiry, nawet jeśli nie są zagęszczone idealnie, po odpowiednim przygotowaniu podłoża spełniają wysokie standardy bezpieczeństwa i stabilności. Myślę, że częstym błędem jest mylenie trudności wykonawczych z niestabilnością gruntu – tak naprawdę to nie materiał, który trudno wykopać, jest problemem konstrukcyjnym, tylko taki, który nie zapewni nośności przez długie lata. Z kolei grunty organiczne to zupełnie inna historia – zawierają dużo związków organicznych, mają nieregularną strukturę, są bardzo podatne na zmiany objętości i ulegają rozkładowi. To właśnie one, zgodnie z normami budowlanymi i wytycznymi inżynierii geotechnicznej, są klasyfikowane jako niestabilne i nienośne. Z mojego doświadczenia wynika, że pominięcie tego rozróżnienia prowadzi do problemów na etapie eksploatacji budynku – jeżeli pod fundamentami zostaną grunty organiczne, może dojść do poważnych uszkodzeń konstrukcyjnych. W praktyce więc usuwamy grunty organiczne, a pozostawiamy i wzmacniamy, jeśli trzeba, grunty skaliste, kamieniste oraz gruboziarniste, bo to one zapewniają bezpieczeństwo i trwałość inwestycji. Warto o tym pamiętać na przyszłość, bo to bardzo częsty motyw na egzaminach i w pracy zawodowej.