W przypadku krycia dachówką karpiówką podwójnie w łuskę, przesunięcie styków dachówek prostopadle do okapu o połowę szerokości dachówki to taki klasyk – wynika to bezpośrednio z zasad sztuki dekarskiej i logiki układania tego typu pokrycia. Dzięki temu rozwiązaniu uzyskuje się tzw. wiązanie, czyli unikamy sytuacji, gdzie linie styków pokrywają się dokładnie w kolejnych rzędach, co mogłoby prowadzić do przecieków i zmniejszenia szczelności. To jest trochę podobne do murowania cegieł na mijankę – wszystko się lepiej trzyma, nie ma słabych miejsc. Z mojego doświadczenia wynika, że przesunięcie o połowę szerokości dachówki pozwala też na bardziej estetyczny i równy rozkład pokrycia na połaci, szczególnie przy dachach o nietypowych kształtach. Przepisy branżowe i normy, np. zalecenia Polskiego Stowarzyszenia Dekarzy albo wytyczne producentów dachówek ceramicznych, wyraźnie mówią o zachowaniu tego przesunięcia. Praktycznie patrząc, jak ktoś zrobi mniejsze lub większe przesunięcie, to potem zaczynają się schody z docinaniem elementów bocznych, pokrycie wygląda niechlujnie, a i szczelność szwankuje. Poza tym, takie przesunięcie poprawia odprowadzanie wody deszczowej między dachówkami i ogranicza ryzyko podciekania. Warto o tym pamiętać przy każdej robocie z karpiówką – to niby detal, ale właśnie detale świadczą o fachowości wykonania.
Bardzo łatwo tutaj wpaść w pułapkę myślenia, że im większe lub mniejsze przesunięcie dachówek, tym lepiej, albo że wystarczy drobna zmiana, bo przecież „i tak się trzyma”. Jednak krycie podwójne w łuskę rządzi się swoimi prawami, których nie należy lekceważyć, bo cała technika opiera się na odpowiednim przesuwaniu styków dachówek. Przesunięcie o całą szerokość dachówki prowadziłoby do powtarzania się styków dokładnie jeden nad drugim, a to prosta droga do przecieków – woda ma wtedy łatwą ścieżkę do wnętrza połaci. Z kolei przesunięcie o jedną trzecią lub jedną czwartą szerokości brzmi na pierwszy rzut oka sensownie, bo wydaje się, że im większe przesunięcie, tym szczelniej, ale praktyka i doświadczenie dekarskie pokazują, że takie rozwiązania rozbijają wiązanie, zaburzają estetykę i bardzo komplikują rozkład dachówek na połaci. Mogą powodować nierównomierne obciążenie pokrycia, a przez to cała konstrukcja robi się mniej stabilna, szczególnie przy większych połaciach czy skomplikowanych dachach. Często spotykałem się z opinią, że „co trzecia” czy „co czwarta” to wygodniejsze rozwiązanie, ale to nie jest zgodne z żadną normą branżową czy zaleceniami producentów ceramicznych. Takie przesunięcia prowadzą do problemów z docinaniem elementów, nieładnego wzoru na dachu i co najważniejsze – mogą powstać kapilarne przecieki, które ciężko szybko zlokalizować. Dobre praktyki i standardy wyraźnie wskazują, że połowa szerokości dachówki to jedyny poprawny i sprawdzony sposób, pozwalający zachować zarówno szczelność, jak i trwałość oraz estetykę pokrycia. Warto pilnować tego już od pierwszego rzędu, bo później nie da się tego „nadgonić” bez rozbierania połaci.