W tym typie sytuacji klinicznej kluczowe jest nie tylko uzupełnienie braków zębowych, ale przede wszystkim odtworzenie ciągłości tkanek podniebienia i szczelne zamknięcie ubytku. Proteza z obturatorem dokładnie temu służy: część zębowa pełni funkcję klasycznej protezy, a obturator wypełnia ubytek w kości i podniebieniu, separując jamę ustną od jamy nosowej lub zatok. Dzięki temu pacjent odzyskuje możliwość względnie prawidłowego połykania, żucia i mówienia, a także ogranicza się przeciekanie płynów do nosa. Z mojego doświadczenia, przy dużych ubytkach po resekcjach nowotworowych żadna zwykła proteza osiadająca czy szkieletowa nie zapewni takiej szczelności i stabilizacji jak dobrze zaprojektowany obturator. Standardem postępowania w protetyce pooperacyjnej i onkologicznej jest wykonanie protez obturacyjnych (często etapowo: obturator wczesny, pośredni i ostateczny), z uwzględnieniem rozległości resekcji, blizn po radioterapii i stanu pozostałego uzębienia. Obturator może mieć różną konstrukcję: pełną, pustą w środku (wydrążoną, żeby zmniejszyć ciężar), może być zakotwiczony na klamrach, zaczepach, czasem z użyciem implantów, ale idea jest zawsze ta sama – funkcjonalna rekonstrukcja bariery między jamami. W praktyce klinicznej dobrze wykonany obturator poprawia artykulację głosek, zmniejsza nosowanie otwarte, ułatwia przyjmowanie pokarmów o różnej konsystencji i zdecydowanie podnosi komfort psychiczny pacjenta po leczeniu onkologicznym. Co ważne, takie rozwiązanie jest zgodne z zaleceniami protetyki stomatologicznej i onkologicznej – proteza ma nie tylko zastąpić zęby, ale też pełnić funkcję rekonstrukcyjną i ochronną dla tkanek po leczeniu nowotworowym.
Pacjent po leczeniu nowotworowym z rozległym ubytkiem tkanki kostnej w obrębie podniebienia to zupełnie inna sytuacja niż zwykła częściowa bezzębie czy klasyczne braki skrzydłowe. Tu głównym problemem nie jest tylko brak zębów, ale powstanie patologicznej komunikacji między jamą ustną a jamą nosową lub zatoką szczękową. Jeżeli zastosuje się typową protezę stałą opartą na zachowanym uzębieniu, nawet bardzo poprawnie wykonaną, to ona w ogóle nie rozwiązuje problemu ubytku podniebienia – most czy korony nie są w stanie zamknąć tej przetoki ani odtworzyć brakującej bariery tkanek miękkich i kostnych. To jest podstawowy błąd myślowy: skupienie się tylko na zębach, a pominięcie funkcji oddzielenia jam. Podobnie proteza szkieletowa z maksymalnie ograniczoną płytą może wydawać się „wygodna” i nowoczesna, ale przy rozległych ubytkach podniebienia ograniczona płyta to w praktyce brak możliwości szczelnego zamknięcia ubytku. Konstrukcja szkieletowa daje dobre podparcie i retencję przy typowych brakach częściowych, jednak nie jest projektowana do wypełniania dużych defektów po resekcjach nowotworowych. Z kolei klasyczna akrylowa proteza osiadająca z maksymalnie rozbudowaną płytą też nie jest właściwym rozwiązaniem, bo sama rozbudowa płyty nie tworzy prawidłowego obturatora – taka proteza będzie ciężka, często niestabilna, może drażnić blizny pooperacyjne i napromienione tkanki, a i tak nie zapewni wystarczającej szczelności przy skomplikowanym kształcie ubytku. W protetyce onkologicznej standardem jest myślenie w kategoriach obturatora, czyli elementu czynnie wypełniającego i zamykającego defekt, a nie zwykłego poszerzania płyty protezy. Dobór konstrukcji musi uwzględniać nie tylko retencję i podparcie, ale też możliwość odtworzenia funkcji połykania, mowy i ochrony dróg oddechowych przed aspiracją. Ignorowanie tej funkcjonalnej strony i traktowanie takiego pacjenta jak typowego pacjenta protetycznego prowadzi właśnie do wyboru rozwiązań, które na papierze wyglądają poprawnie, ale klinicznie nie spełniają swojej roli.