W przypadku likwidacji diastemy między siekaczami stosuje się sprężynę zbliżającą, bo jej podstawowym zadaniem jest przesunięcie zębów ku sobie, czyli zmniejszenie lub całkowite zamknięcie przerwy. Sprężyna zbliżająca jest elementem drucianym aparatu ruchomego, najczęściej wykonywana z drutu stalowego o odpowiedniej sprężystości (np. 0,5–0,7 mm), aktywowana przez dogięcie lub odgięcie ramion. Działa siłą ciągnącą zęby w kierunku linii pośrodkowej, co w praktyce daje stopniowe domykanie diastemy. Ważne jest, że siły powinny być małe, ciągłe i kontrolowane, zgodnie z zasadami biomechaniki ortodontycznej – zbyt duża siła może powodować urazy przyzębia, resorpcje korzeni albo niestabilny efekt. W praktyce technik dentystyczny przygotowuje sprężynę zbliżającą na płycie aparatu ruchomego tak, żeby ramiona opierały się na koronach zębów sąsiadujących z diastemą, najczęściej siekaczach przyśrodkowych. Lekarz aktywuje sprężynę na wizytach kontrolnych, a pacjent musi nosić aparat odpowiednią liczbę godzin dziennie. Moim zdaniem warto też pamiętać o retencji – po zamknięciu diastemy często stosuje się płytkę retencyjną albo retainer stały, bo diastema ma dużą tendencję do nawrotu, zwłaszcza gdy przyczyną była przerost lub niskie przyczepienie wędzidełka wargi górnej. W standardach ortodontycznych podkreśla się też konieczność wcześniejszego usunięcia przyczyny diastemy (np. frenulektomia), a dopiero potem mechaniczną likwidację przerwy za pomocą sprężyny zbliżającej lub łuków w aparacie stałym. Dobrze zaprojektowana sprężyna zbliżająca daje przewidywalny, estetyczny efekt i jest klasycznym elementem aparatów płytowych stosowanych u młodszych pacjentów.
W likwidacji diastemy kluczowe jest zrozumienie kierunku i charakteru sił, jakie chcemy przyłożyć do zębów. Celem jest zbliżenie zębów do siebie, a nie ich cofanie, wypychanie czy przesuwanie w stronę języka. Sprężyna cofająca kojarzy się raczej z elementem służącym do retrakcji zęba, czyli przesuwania go ku tyłowi łuku zębowego. Taki mechanizm stosuje się na przykład przy redukcji stłoczeń lub przy korygowaniu wychyleń siekaczy, ale nie do zamykania szczeliny pomiędzy dwoma zębami ustawionymi poprawnie w płaszczyźnie przednio-tylnej. Użycie sprężyny cofającej w tym wskazaniu byłoby biomechanicznie nielogiczne i mogłoby spowodować zaburzenie zgryzu. Podobnie sprężyna językowa ma zupełnie inny cel – jej działanie jest ukierunkowane na przesuwanie zęba w stronę języka, czyli do wewnątrz łuku. Takie rozwiązanie przydaje się przy korekcie zębów wychylonych przedsionkowo, ale nie domknie diastemy, tylko zmieni położenie zęba w wymiarze poprzecznym. Częstym błędem myślowym jest tu utożsamianie „jakiegokolwiek ruchu zęba” z ruchem pożądanym; w ortodoncji bardzo precyzyjnie planuje się wektor działania siły. Sprężyna wypychająca natomiast generuje ruch w kierunku przeciwnym do potrzeb przy diastemie – będzie wypychać ząb ku przedsionkowi lub w innym niekorzystnym kierunku, co może pogorszyć estetykę uśmiechu i stabilność zgryzu. Z mojego doświadczenia uczniowie często patrzą tylko na nazwę elementu, bez zastanowienia się, jaki jest efekt wektora siły na ząb i jego przyzębie. Dobre praktyki ortodontyczne wymagają, żeby każdy element druciany w aparacie ruchomym był dobrany dokładnie do zadania: przy diastemie potrzebujemy siły zbliżającej korony zębów do siebie, a nie cofającej, językowej czy wypychającej. Dlatego tak ważne jest kojarzenie nazwy sprężyny z kierunkiem działania, a nie tylko z jej ogólnym wyglądem czy przyzwyczajeniem z pracowni.