W biostatycznej metodzie Bielskiego kluczowe jest nie tylko samo użycie zwieraka, ale cały zestaw narzędzi, które pozwalają odtworzyć możliwie stabilne, przewidywalne warunki zgryzowe u bezzębnego pacjenta. Dlatego poprawna jest odpowiedź z pałeczkami woskowymi, klinami kierunkowymi, kątomierzem międzywyrostkowym i zębami płaskoguzkowymi. Pałeczki woskowe służą do wstępnego ustalenia wysokości zwarcia, przebiegu łuku zębowego i kontroli kontaktów okluzyjnych na etapie ustawiania zębów. Kliny kierunkowe pomagają zachować prawidłowe prowadzenie żuchwy i ustalić kierunek przesuwania się zębów przy ruchach ekscentrycznych, tak żeby siły żucia były jak najbardziej osiowe i nie powodowały przesuwania protez. Kątomierz międzywyrostkowy umożliwia ocenę kąta między wyrostkami zębodołowymi szczęki i żuchwy, co w tej metodzie służy do dobrania odpowiedniego ustawienia zębów i ich nachylenia, a także do decyzji, jak bardzo możemy „zbiostatyzować” układ, czyli zminimalizować boczne komponenty sił. Zęby płaskoguzkowe w metodzie Bielskiego nie są przypadkiem – ich niska rzeźba guzkowa i duże płaskie pola zwarciowe sprzyjają stabilnemu, równomiernemu rozkładowi nacisku na podłoże protetyczne i ograniczają siły ścinające. W praktyce technik, który poprawnie stosuje tę metodę, dąży do uzyskania możliwie równomiernych kontaktów statycznych, bez nadmiernego prowadzenia guzkowego, co szczególnie docenia się u pacjentów z silnie zanikłymi wyrostkami. Moim zdaniem jest to jedna z metod, która dobrze „wybacza” niewielkie błędy kliniczne, o ile właśnie użyjemy właściwego zestawu przyrządów i zębów o odpowiedniej morfologii. W wielu pracowniach protetycznych nadal uważa się ustawianie zębów według Bielskiego za solidny, klasyczny standard przy protezach całkowitych dla pacjentów z trudnym podłożem.
W odpowiedziach nieprawidłowych pojawiają się elementy, które na pierwszy rzut oka kojarzą się z ustawianiem zębów, ale nie pasują do założeń biostatycznej metody Bielskiego. Trzeba pamiętać, że ta metoda opiera się na możliwie statycznej, stabilnej okluzji, z ograniczeniem prowadzenia guzkowego i minimalizacją sił bocznych. Dlatego stosuje się zęby płaskoguzkowe, a nie wysokoguzkowe, blokowe czy wyraźnie anatomiczne. Zęby boczne blokowe lub niskoguzkowe o innym profilu są typowe raczej dla innych koncepcji okluzji (np. okluzja lingwalizowana, różne modyfikacje okluzji zbilansowanej), ale nie dla klasycznego ujęcia Bielskiego. Podobnie kaloty i płytki sferyczne o konkretnych promieniach (10 cm, 10,1 cm, 12 cm) oraz krążki metalowe o określonej średnicy są związane z metodami ustawiania zębów według krzywej Spee, krzywej Compensa, czy w ogóle z tzw. koncepcjami okluzyjnymi opartymi na powierzchni sferycznej. W metodzie Bielskiego nie dąży się do odtworzenia złożonej krzywizny okluzyjnej przy pomocy kaloty sferycznej, tylko do uzyskania stabilnych kontaktów na możliwie płaskim, biostatycznym układzie, bazując właśnie na pałeczkach woskowych, klinach kierunkowych i kątomierzu międzywyrostkowym. Typowym błędem myślowym jest przekonanie, że każda zaawansowana metoda ustawiania zębów musi wykorzystywać kaloty o określonym promieniu, bo tak często pokazuje się to na schematach okluzji zrównoważonej. Tutaj jest inaczej – nacisk kładzie się na analizę kąta międzywyrostkowego i dobór płaskoguzkowych zębów, a nie na dopasowanie łuków do powierzchni sferycznej. W praktyce, jeżeli technik zacznie mieszać elementy różnych szkół (np. kalotę sferyczną z zębami o niewłaściwej morfologii i bez kontroli kąta międzywyrostkowego), to proteza może być mniej stabilna, a pacjent będzie miał kłopoty z żuciem i adaptacją. Dlatego tak ważne jest, żeby kojarzyć konkretne narzędzia i rodzaj zębów dokładnie z daną metodą ustawiania, a w przypadku Bielskiego – trzymać się biostatycznego, płaskoguzkowego podejścia i specjalistycznych przyrządów pomocniczych.